Amerykanie w końcu zrozumieli swój błąd? "Nie chcą pozwolić Putinowi na negocjacje z bronią przy skroni"

- Zachodni dyplomaci, szczególnie Amerykanie, doszli do wniosku, że budują bardzo niebezpieczny precedens w rozmowach z Rosjanami. Jeżeli ulegną albo stworzą wrażenie, że ulegają, to dadzą Putinowi mechanizm w postaci negocjowania z bronią przy skroni - mówił w TOK FM Zbigniew Parafianowicz z "Dziennika Gazety Prawnej".
Zobacz wideo

Rzecznik Pentagonu John Kirby zapowiedział w środę wysłanie trzech tysięcy żołnierzy USA do Polski, Niemiec i Rumunii, by wesprzeć sojuszników Stanów Zjednoczonych w obliczu koncentracji wojsk Rosji wokół Ukrainy. Kirby zapowiedział, że do Polski trafią komponenty Brygadowej Grupy Bojowej z 82. dywizji powietrznodesantowej.

Zbigniew Parafianowicz z "Dziennika Gazety Prawnej" zwracał uwagę w TOK FM, że od kilku dni widać "radykalizację stanowiska amerykańskiego" ws. polityki Rosji. Jak wskazał, do tej pory mówiono o wzmocnieniu wschodniej flanki NATO dopiero po tym, jak Putin najedzie Ukrainę. - Zdaje się, że zachodni dyplomaci, szczególnie Amerykanie, doszli do wniosku, że budują bardzo niebezpieczny precedens w rozmowach z Rosjanami. Jeżeli ulegną albo stworzą wrażenie, że ulegają, to dadzą Putinowi mechanizm w postaci negocjowania z bronią przy skroni. To jest niedopuszczalne - komentował w TOK FM Parafianowicz. 

Jego zdaniem Amerykanie zrozumieli swój błąd z wiosny ubiegłego roku, kiedy Rosjanie także zgromadzili ponad sto tysięcy żołnierzy na granicy z Ukrainą i wymusili na Bidenie odstąpienie od sankcji za gazociąg Nord Stream 2. - To był błąd, który zachęcił Putina, pozwolił mu wstawić nogę w drzwi i próbować ponownie wymusić na zachodzie ustępstwa, tym razem już z bronią większego kalibru przy głowie - wskazał Parafianowicz.

Ekspert podkreślał, że administracja Bidena nie chce dopuścić do tego, aby ich sojusznicy w NATO poczuli się opuszczeni. - Amerykanie już się w tym wszystkim chyba połapali. Nie chcą powtórki z sierpnia, kiedy to wojska USA wycofały się z Afganistanu, a ich sojusznicy poczuli, że nie mogą liczyć na Stany - dodał. 

"Putin nie ustępuje"

Gość Karoliny Lewickiej podkreślił, że pojawiają się kolejne doniesienia o tym, że do Europy ściągani są wagnerowcy z Afryki Subsaharyjskiej, czyli rosyjscy najemnicy, którzy mieliby dokonać jakiejś prowokacji na terenie wschodniej Ukrainy.

Pod Charków podciągane są zaś jednostki rosyjskiej gwardii narodowej, która mogłaby pełnić funkcje okupacyjne w tym regionie. - Putin nie ustępuje, eskaluje napięcie i ta odpowiedź Amerykanów wydaje się konieczna i jak najbardziej korzystna dla wschodniej flanki NATO, szczególnie dla Polski. Do Polski tych żołnierzy trafi najwięcej, bo aż 1700, i to wojsk w pełnej gotowości bojowej - ocenił Parafianowicz.

Dziennikarz podkreślił, że Putin idzie "na czołowe zderzenie" z Zachodem, a projekty umów, które w połowie grudnia wysłał do NATO i USA, były nie do przyjęcia. - To by była kapitulacja, gdyby nawet jakiś fragment tego porozumienia został zaakceptowany. Nawet sama formuła, którą wtedy Putin wymusił, czyli wysłanie dwóch projektów, jednego do NATO, drugiego do Stanów Zjednoczonych, było pokazaniem środkowego palca Zachodowi - ocenił.

Jak wyjaśnił Parafianowicz, była to demonstracja, że nie traktuje on bezpieczeństwa jako niepodzielnego, co jest z kolei podstawowym filarem bezpieczeństwa północnoatlantyckiego. - Każde ustępstwo NATO to w tej chwili kolejny krok do tego, żeby Putin wszedł na głowę Zachodowi - wskazał dziennikarz.

DOSTĘP PREMIUM