''To miejsce nie jest dla ludzi. Jest dla zwierząt". Poruszający list cudzoziemca z ośrodka w Wędrzynie

Omar w swojej ojczyźnie był sędzią śledczym. Do Polski dotarł przez granicę z Białorusią. Udało mu się, nie został wypchnięty przez polskich funkcjonariuszy. Mężczyzna trafił do ośrodka w Wędrzynie. Warunki, w jakich przebywa, opisał w poruszającym liście, który przekazał swojemu pełnomocnikowi.

Omar w swojej ojczyźnie był sędzią śledczym. Do Polski dotarł przez granicę z Białorusią. Udało mu się, nie został wypchnięty przez polskich funkcjonariuszy. Mężczyzna trafił do ośrodka w Wędrzynie. Warunki, w jakich przebywa, opisał w poruszajacym liście, który przekazał swojemu pełnomocnikowi.Prawdziwego imienia pana Omara nie możemy zdradzić. Ze względów bezpieczeństwa nie możemy też zdradzić, z jakiego kraju pochodzi mężczyzna. Jest  jednym z migrantów, którzy przedostali się do Polski w 2021 roku, przez granicę z Białorusią. Mężczyzna opowiada, że uciekł z ojczyzny, bo nie mógł już patrzeć na codzienne łamanie praw człowieka. Pracował jako sędzia śledczy. Po przedostaniu się do Polski trafił do strzeżonego ośrodka dla cudzoziemców w Wędrzynie.

To przeznaczone wyłącznie dla mężczyzn miejsce stworzono na szybko - na poligonie wojskowym. - Tak złych warunków, jak te, w których przebywają cudzoziemcy, nie stwierdziliśmy nigdy, w żadnym kontrolowanym przez nas ośrodku ani zakładzie karnym - mówił w TOK FM Przemysław Kazimirski, szef Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur, działającego przy RPO. Warunki w Wędrzynie uznano "za nieludzkie".

Pan Omar od wielu tygodni mieszka w ośrodku, w ponad 20-osobowej sali. Warunki, które tam panują, opisał w napisanym odręcznie po angielsku liście do swojego pełnomocnika, Tomasza Sieniowa, który jest prezesem Instytutu na Rzecz Państwa Prawa (organizacja od wielu lat pomagająca migrantom).  - List jest bardzo poruszający. W 10 punktach opisano dramatycznie złe warunki w Wędrzynie. List wysłaliśmy do komendanta Straży Granicznej jako oficjalną skargę. Czekamy na odpowiedź - mówi Tomasz Sieniow.

W liście pojawia się m.in. sformułowanie "so hard" na opisanie ciężkich warunków, w których trzeba funkcjonować. Cudzoziemiec pisze o brudnej wodzie ("żółty kolor"), w której migranci nie tylko się myją, ale dostają ją również do picia. Alarmuje, że bardzo ograniczony jest dostęp do internetu. To ważne, bo migranci powinni mieć choć online możliwość kontaktu z prawnikiem. - Dziś jeden z cudzoziemców powiedział mi: "Napiszę ci maila o drugiej w nocy, bo skorzystam z czasu, który ma mój kolega właśnie o drugiej w nocy. Bo mój czas przypada dopiero za dwa dni". To problem z praktycznego punktu widzenia niezwykle istotny - mówi Tomasz Sieniow.

Omar wskazuje w liście, że sale są małe, a przebywa w nich nawet po 22 mężczyzn. Pisze o przeludnieniu i o tym, że na osobę przypada nawet mniej niż 1 metr kwadratowy. - To byłoby rzeczywiście nieludzkim traktowaniem, bo standardy w polskich więzieniach to minimum trzy metry na osobę. A instrumenty prawomiędzynarodowe mówią, że to powinny być co najmniej cztery  metry kwadratowe na osobę. Więc rzeczywiście wygląda na to, że tam jest bardzo gęsto - mówi prawnik.

''To miejsce nie jest dla ludzi. Jest dla zwierząt"

Cudzoziemiec żali się również na to, że przebywający w ośrodku - mimo zadawanych pogranicznikom pytań np. w sprawie swojej sytuacji prawnej - nie dostają odpowiedzi. Wskazuje, że nie ma tłumaczy. - To duży problem, bo w ośrodku przebywają m.in. słabo wykształceni Kurdowie, którzy nie mówią po angielsku. Dlatego w ich przypadku, podobnie jak dla Somalijczyków, czy Irakijczyków mówiących po arabsku, tłumacze to podstawa. Nie mogą się porozumieć nie tylko z prawnikami, ale sama obsługa ma problem z kontaktem z nimi. W efekcie niektórzy cudzoziemcy - jeśli mówią po angielsku - są traktowani jako tłumacze dla funkcjonariuszy - mówi Sieniow.

Były sędzia śledczy pisze w swoim liście również o tym, że funkcjonariusze krzyczą na cudzoziemców, a czasami też popychają. - Nie zdziwiłbym się, gdyby było w tym ziarnko prawdy albo nawet cała prawda. Funkcjonariusze w Wędrzynie to osoby bardzo często przebywające tam rotacyjnie, przez dwa tygodnie. I myślę, że nie są przeszkoleni, by zajmować się cudzoziemcami w tak dramatycznej, stresogennej sytuacji - ocenia nasz rozmówca.

List pana Omara, który przebywa w ośrodku w Wędrzynie. Cudzoziemiec opisał bardzo złe warunki panujące o ośrodkuList pana Omara, który przebywa w ośrodku w Wędrzynie. Cudzoziemiec opisał bardzo złe warunki panujące o ośrodku Źródło: Anna Gmiterek-Zabłocka TOK FM



Omar w swoim liście wskazuje również, że cudzoziemcy nie dostają podstawowych środków higieny i że brakuje właściwej opieki medycznej np. w sytuacji, gdy któraś z osób zachoruje. - Słyszałem, że do tej pory był tam tylko jeden lekarz - mówi Tomasz Sieniow. Cudzoziemiec pisze również o tym, że gdy udaje się dostać do lekarza, trzeba na dworze stać i czekać na wizytę, niezależnie od pogody. Stać i czekać na zewnątrz w deszczu, śniegu czy mrozie trzeba również wtedy, gdy idzie się na śniadanie czy obiad (posiłki są wydawane w innym budynku).

Omar podsumowuje swój list: "This place is not appropriate to human. it's for animals" (''To miejsce nie jest dla ludzi. Jest dla zwierząt"). Tomasz Sieniow z Instytutu na Rzecz Państwa Prawa podkreśla, że żaden z cudzoziemców w Wędrzynie do końca nie wie, ile czasu będzie musiał tam spędzić. Procedury związane z ubieganiem się o ochronę międzynarodową w Polsce bardzo często się przedłużają. Omar także nie wie, co go czeka.

Z naszych informacji wynika, że szereg osób jest zaangażowanych w to, by mu pomóc, by jak najszybciej mógł opuścić ośrodek. Tym bardziej, że sam - jako sędzia śledczy - walczył przez lata o przestrzeganie praw człowieka, a dziś musi przebywać w nieludzkich warunkach.

- Warunki w ośrodku w Wędrzynie są szokujące. Żadne więzienie w Polsce nie mogłoby funkcjonować w taki sposób - mówiła dr Hanna Machińska, zastępczyni RPO, na spotkaniu parlamentarnego zespołu do spraw polityki migracyjnej. 

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM