Przemysław Czarnek "tworzy dwie kategorie obywateli". "Fobia antyniemiecka wylewa się z pana ministra"

Przemysław Czarnek zdecydował, że uczniowie należący do mniejszości narodowej będą mieli mniej lekcji języka niemieckiego. W przypadku innych mniejszości nic się nie zmieni. - Skoro nie jesteśmy w stanie zrobić czegoś złego Niemcom za granicami, to zróbmy coś złego Niemcom żyjącym w Polsce - komentował w TOK FM Rafał Bartek, przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim.
Zobacz wideo

Na mocy rozporządzenia ministra Przemysława Czarnka, które opublikowano 4 lutego, uczniowie mniejszości niemieckiej, zamiast trzech lekcji niemieckiego będą mieć tylko jedną godzinę. Co ważne, nowa regulacja dotyczy tylko mniejszości niemieckiej.

Decyzję ministra edukacji przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim Rafał Bartek nazwał "skandalicznym zachowaniem". - W rozporządzeniu, które dotyczyło wszystkich mniejszości żyjących w Polsce (minister Przemysław Czarnek - przyp. red.) zmienił jeden paragraf, wpisał dyskryminację mniejszości niemieckiej. A właściwie dzieci mniejszości niemieckiej. Bo to kolejne pokolenia mają stracić szansę na edukację językową, tak istotne kompetencje w dzisiejszych czasach - mówił w TOK FM.

Wskazał przy tym, że "nie było nigdy wcześniej przepisów, które by rozróżniały mniejszości czy tworzyły mniejszości dwóch kategorii". - Tymczasem pan Czarnek 4 lutego takie rozwiązanie prawne do polskiego systemu wprowadził, tworząc dwie kategorie obywateli. Tych, dla których wszystko jest ok, bo nie są Niemcami i tych innych, których mamy dużo mniej - 2/3 mniej, to są obywatele mniejszości niemieckiej - dodał rozmówca Piotra Maślaka.

Gość TOK FM zwrócił też uwagę na to, że zmianę dotyczącą lekcji wprowadzono bez rozmów i konsultacji ze środowiskiem mniejszości niemieckiej.

"Fobia antyniemiecka wylewa się z pana ministra"

Argumentem ministra dla wprowadzenia zmian, jak wskazał Rafał Bartek, miał być fakt, że "niby nie ma nauki języka polskiego w Niemczech". - "Niby", bo ambasada Niemiec już kilkakrotnie prostowała te wypowiedzi - mówił. I podkreślił, że "rząd niemiecki nie daje ani złotówki na naukę języka polskiego, podobnie jak nie daje ani złotówki na naukę matematyki, historii i innych przedmiotów w Niemczech" . - Tam jest to zadanie krajów związkowych - wyjaśnił.

Zdaniem gościa TOK FM nie byłoby takiej decyzji, gdyby nie to, że "w Polsce nie lubi się Niemców". -  Mam wrażenie, że fobia antyniemiecka, która się wylewa z pana ministra i niektórych posłów, to efekt frustracji: skoro nie jesteśmy w stanie zrobić czegoś złego Niemcom za granicami, to zróbmy coś złego Niemcom żyjącym w Polsce. W tym przypadku uderzyli w bezbronne dzieci, którym zabiera się szanse edukacyjne, godziny języka - argumentował. 

Wśród tych, którzy dziękowali min. Czarnkowi za zmniejszenie liczby lekcji dla uczniów z mniejszości niemieckiej był poseł z Opolszczyzny - Janusz Kowalski. Nie tylko dziękował i mówił o dyskryminacji Polaków, którzy mieszkają w Niemczech, ale też zaproponował, tworzenie "instytutu nauki języka polskiego - odpowiednika np. British Council".

Poseł Janusz Kowalski (Solidarna Polska) jest jednym z tych polityków, którym podoba się decyzja min. Czarnka, o zmniejszeniu liczy lekcji języka niemieckiego dla uczniów należących do mniejszości narodowejPoseł Janusz Kowalski (Solidarna Polska) jest jednym z tych polityków, którym podoba się decyzja min. Czarnka, o zmniejszeniu liczy lekcji języka niemieckiego dla uczniów należących do mniejszości narodowej Źródło: Janusz Kowalski/Twitter

Rafał Bartek ocenił, że poseł Kowalski "błyszczy od miesięcy, żeby nie powiedzieć lat, komentarzami w tych tematach".

Przedstawiciele mniejszości niemieckiej chcą walczyć o przywrócenie lekcji, które zostały zlikwidowane na mocy rozporządzenia z 4 lutego. Chcą walczyć - jak podkreślił przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim - o takie "same prawa, jakie przysługują innym mniejszościom żyjącym w Polsce". W sieci jest już petycja, pod którą podpisało się 7 tys. rodziców. Wysyłano także pisma z prośbą o spotkanie, w tym do pary prezydenckiej, bo "pani prezydentowa sama jest germanistką i powinna też znać wartość języka niemieckiego".

DOSTĘP PREMIUM