Sąd dał sobie aż trzy dni na rozpoznanie wniosku o areszt dla Giertycha. "Możliwość złożenia obszernych wniosków dowodowych"

Sąd Rejonowy Lublin Zachód wyznaczył trzydniowe posiedzenie aresztowe w sprawie adwokata, Romana Giertycha. To dość zaskakujące, bo takie sprawy kończą się z reguły na jednym posiedzeniu. Chodzi o wniosek wysłany do sądu w grudniu. Ma być rozpoznany w dniach 29-31 marca.
Zobacz wideo

Wniosek o areszt dla Romana Giertycha skierowała do sądu Prokuratura Regionalna w Lublinie. Liczy kilkadziesiąt stron, a do niego dołączonych jest ponad 300 tomów akt. Co ważne, wśród nich są akta z klauzulą tajności - sześć tomów jest obecnie złożonych w kancelarii tajnej sądu.

Tajne dokumenty to materiały z podsłuchów, prawdopodobnie m.in. prowadzonych przy użyciu systemu Pegasus. Sędzia, która dostała sprawę, zapoznaje się aktualnie z aktami i już wiadomo, że wyznaczyła trzydniowe posiedzenie na koniec marca. - Sędzia uznała, że istnieje teoretyczna możliwość złożenia przez obrońców obszernych wniosków dowodowych, które mogłyby przekraczać realne możliwości rzetelnego zapoznania się z nimi przez sąd i stąd ten trzydniowy termin - wyjaśnia rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie, sędzia Barbara Markowska.

Do sądu wpłynęło już kilka wniosków dowodowych od pełnomocników Romana Giertycha. Chcą m.in. przeniesienia sprawy z Lublina do Poznania. Wiele wskazuje na to, że tak się jednak nie stanie, bo zgodnie z art. 250 Kodeksu postępowania karnego, "tymczasowe aresztowanie stosuje w postępowaniu przygotowawczym na wniosek prokuratora sąd rejonowy, w którego okręgu prowadzi się postępowanie". A śledztwo jest prowadzone w Lublinie.

Jak ustaliliśmy, pełnomocnicy wnieśli też m.in. ważny wniosek dowodowy o dołączenie do akt sprawy sprawozdania ekspertów z Citizen Lab (chodzi o ustalenia dotyczące podsłuchiwania mecenasa Giertycha przy użyciu programu Pegasus). - To niezwykle ważna kwestia, bo chodzi o wykazanie, że doszło do nielegalnego pozyskiwania dowodów przeciwko Romanowi Giertychowi - mówi jeden z jego pełnomocników, mec. Jacek Dubois. - To dowód na to, że tutaj nie mamy do czynienia ze ściganiem osób, które dopuściły się czynów zabronionych, tylko z próbą zdyskredytowania osoby, która może dowieść przestępczej działalności władzy - dodaje adwokat.

Prawnicy wnieśli również o to, by prokuratura dołączyła do sprawy wszystkie materiały niejawne zgromadzone przez CBA w ramach czynności operacyjnych prowadzonych wobec Giertycha. Chodziło m.in. o wskazanie orzeczeń sądowych, na podstawie których służby miały podsłuchiwać adwokata. - Sąd zwrócił się do prokuratury o nadesłanie tych informacji. I w odpowiedzi prokuratura poinformowała, że w tej sprawie do sądu przesłano już wcześniej całość materiałów niejawnych zebranych w toku śledztwa, na których oparty jest wniosek o areszt - mówi sędzia Markowska.

Dlaczego sędzia nie został wybrany w losowaniu?

Sędzia, który miał się zająć wnioskiem o areszt, jest na długim, kilkumiesięcznym zwolnieniu lekarskim, dlatego ostatecznie sprawę dostała inna sędzia. Wtedy nieoficjalnie pojawiły się zarzuty o "ręcznym sterowaniu", bo nie doszło do losowego wyboru sędziego. Rzeczywiście, panią sędzię, która ma rozpoznać wniosek, wskazał wiceprezes lubelskiego sądu. Jednak, jak tłumaczy rzeczniczka sądu, stało się to na podstawie zarządzenia prezesa jeszcze z 2019 roku. To wtedy ustalono, że w sprawach aresztanckich nie obowiązuje losowanie, ale sędziowie są wskazywani ze specjalnej listy dyżurowej.

- W Sądzie Rejonowym Lublin Zachód są trzy wydziały karne i rotacyjnie wyznaczane są dyżury sędziów, tzw. dyżury aresztanckie. I po tym, jak pierwszy sędzia trafił na zwolnienie lekarskie, wiceprezes polecił, by wnioskiem o areszt zajął się kolejny z grupy sędziów dyżurujących - tłumaczy sędzia Barbara Markowska.

"Chodzi o zdyskredytowanie pana mecenasa"

Śledztwo Prokuratury Regionalnej w Lublinie związane jest z przywłaszczeniem 72 milionów złotych na szkodę giełdowej spółki Polnord. Śledczy twierdzą, że Roman Giertych jest już w tym postępowaniu jednym z podejrzanych i że teraz chcą mu rozszerzyć zarzuty. Zarówno adwokat, jak i jego pełnomocnicy absolutnie temu zaprzeczają. Dowodzą, że w momencie, gdy prawnik leżał nieprzytomny w szpitalu - nie może być mowy o przedstawieniu mu zarzutów. A prokuratura uznaje, że postawiono mu je właśnie wtedy.

Prokuratura wystąpiła z wnioskiem o areszt z uwagi na to, że - jak twierdzi - prawnik nie stawia się na jej wezwania mimo wysłania do niego ponad 100 wezwań.

Roman Giertych od początku utrzymuje, że jest niewinny, a cała sprawa ma kontekst polityczny. "Zarzuty zostały już ocenione przez sądy (w 30 orzeczeniach!). Będę bronił swojego dobrego imienia" - pisał na Twitterze.

- W całej sprawie chodzi o zdyskredytowanie pana mecenasa i znalezienie dla rządzących alibi, że podsłuch był używany legalnie. My dokonaliśmy wnikliwej analizy wniosku o areszt i on wskazuje na straszną ilość błędów prokuratorskich. Nie zakładam, że wynika to z niewiedzy czy z nieuwagi. Uważam, że to świadoma próba zmanipulowania sądu, poprzez podanie mu niekompletnych informacji. Dlatego w odpowiedzi na wniosek o areszt przygotowaliśmy pismo informujące, że wszystkie zarzuty są nietrafne, a pan mecenas działał absolutnie zgodnie z prawem, zgodnie z interesem klienta - mówi mec. Jacek Dubois.

DOSTĘP PREMIUM