To ona pozwała Kaję Godek i wygrała w sądzie. "Doświadczyłam mowy nienawiści"

- Ta decyzja sądu ma ogromne znaczenie dla wszystkich, którzy będą chcieli reagować na mowę nienawiści, jak ta, której sama doświadczyłam w wyniku wypowiedzi pani Godek - mówiła w TOK FM radczyni prawna Karolina Kędziora. Jak dodała, sama jest osobą nieheteronormatywną, a Kaja Godek nazwała takich ludzi "zboczeńcami".
Zobacz wideo

W czwartek Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił wyrok sądu pierwszej instancji dotyczący wypowiedzi Kai Godek, która osoby LGBT nazwała m.in. "zboczeńcami". Według sądu, jej słowa można uznać za mowę nienawiści. Sprawa wróci do pierwszej instancji, bo Sąd Apelacyjny nie zgodził się z jej argumentacją, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych, bo powodowie nie dowiedli, że należą do społeczności LGBT. - Wbrew temu, co przyjął Sąd Okręgowy, nie potrzeba tu żadnej opinii seksuologa czy jakichś opinii i zaświadczeń. Wystarczą tutaj oświadczenia powodów i ewentualnie przesłuchanie ich w charakterze strony - mówiła w czwartek sędzia Sądu Apelacyjnego Małgorzata Kuracka.

- Ta decyzja sądu ma ogromne znaczenie dla wszystkich, którzy będą chcieli reagować na mowę nienawiści, jak ta, której sama doświadczyłam w wyniku wypowiedzi pani Godek - mówiła w TOK FM radczyni prawna Karolina Kędziora, prezeska Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, która razem z kilkunastoma osobami złożyła pozew przeciwko Kai Godek o naruszenie ich dóbr osobistych. Wśród nich byli dziennikarze, wykładowcy akademiccy, prawnicy i polityk.

Zastrzegła, że w Polsce nie obowiązuje prawo precedensowe, dlatego czwartkowa decyzja Sądu Apelacyjnego nie przesądza o tym, jak inne sądy będą orzekać w podobnych sprawach. - Ale mimo że tego precedensu w polskim prawie nie ma, to jednak sądy zwracają uwagę na orzecznictwo, które przywołujemy w pismach procesowych, domagając się respektowania praw naszych klientów. Jeśli już jest to orzeczenie, to kolejnym sądom będzie łatwiej się na nie powoływać i orzekać na korzyść grup mniejszościowych - przekonywała.

Zwróciła również uwagę, że czwartkowa decyzja sądu ma też duże znaczenie w obecnej sytuacji politycznej, w której "niezawisłość sędziowska jest zachwiana". - Jak czytam komentarze o wczorajszej decyzji sądu, to widzę takie, że to jest akt odwagi sędzi. To absolutnie kuriozalna sytuacja, że sędziowie mogą realnie się obawiać, iż będą pociągani do odpowiedzialności dyscyplinarnej za to, jak orzekają. To bardzo trudna sytuacja - mówiła, sugerując, że ostatnie orzeczenie ws. Kai Godek może ośmielić sędziów do ochrony praw osób LGBT, nawet w tak trudnej sytuacji, w jakiej się znajdują.

"Jestem osobą nieheteronormatywną i matką"

Karolina Kędziora mówiła też o osobistych powodach, dla których wraz z innymi złożyła pozew w sprawie wypowiedzi Kai Godek. Chodziło o to, by "chronić siebie i swoich bliskich przed nienawistnymi słowami". Wyznała bowiem, że sama jest osobą nieheteronormatywną. - Jestem także matką chłopca, który nie wie, co to nienawiść wobec osób LGBT. Funkcjonuje w społeczności, do którego te nienawistne treści są wysyłane. Nie mam żadnej gwarancji, że akurat kolega z klasy mojego syna czy jego nauczycielka nie uznają, że skoro takie wypowiedzi są tolerowane, to jest w porządku, żeby powielać takie postawy i wypowiadać się nienawistnie np. w stosunku do dziecka osoby nieheteronormatywnej - oceniła.

Drugi powód, dla którego został złożony pozew przeciwko Kai Godek, był taki, że niektórzy z pozywających wykonują zawód zaufania publicznego i jeśli ich orientacja seksualna nie jest tajemnicą, to mowa nienawiści może naruszać ich wiarygodność. - Jestem radczynią prawną i mam obecnie poczucie, że w swojej korporacji prawniczej nie wolno mi mówić otwarcie o prawach osób LGBT. Myślę, że to konsekwencje tego, że jest przyzwolenie na atakowanie osób nieheteronormatywnych - tłumaczyła.

Zastrzegła jednak, że czwartkowa decyzja sądu ma znaczenie nie tylko dla niej, ale też dla osób, które nie są "uprzywilejowani społecznie" choćby z racji wykonywanego zawodu. - Mamy poczucie, że oprócz obrony swoich granic, działamy w interesie publicznym. Dlatego jest tak ważne, żeby sąd w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej powiedział jasno, że tego typu wypowiedzi (jak ta Kai Godek – przyp. red.) są niedopuszczalne i trzeba za nie przeprosić - podsumowała.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM