Jak rozpoznać rosyjską dezinformację? "Nie wierzcie influencerom. Zasięg nie oznacza, że ktoś jest ekspertem"

- Nie mówmy, że jesteśmy skazani na porażkę, ale podkreślajmy, że jest to bardzo poważne wyzwanie. Widzieliśmy w naszej historii, co się dzieje, kiedy społeczeństwa są do jakichś półprawd czy nieprawd przekonywane - tak Sylwia Czubkowska mówiła w TOK FM o walce ze zmasowaną rosyjską dezinformacją.
Zobacz wideo

W czwartek 24 lutego nad ranem Rosja na rozkaz Władimira Putina zaatakowała Ukrainę. Walki toczą się w wielu miejscach kraju, przede wszystkim na wschodzie, ale także w okolicach Kijowa. W ukraińskiej stolicy w ciągu dnia słychać było syreny alarmowe, zaś władze Charkowa zachęcały do tego, by noc spędzić w metrze. Eksperci alarmują, że w internecie widać wzmożoną działalność trolli siejących m.in. antyukraińską dezinformację.

Sylwia Czubkowska, dziennikarka technologiczna, redaktorka prowadząca magazynu Spider'sWeb+ oraz współautorka (z Joanną Sosnowską) podcastu "Techstorie" na tokfm.pl, tłumaczyła, co w przekazach medialnych, w szczególności w mediach społecznościowych powinno zapalić nam w głowie czerwone światło.

Przede wszystkim, jak mówiła w rozmowie z Adamem Ozgą, należy pamiętać o tym i skupiać się na tym, co już wiemy. - A wiemy, że to nie Ukraina, nie UE, nie USA i nie NATO wywołały ten konflikt, tylko zrobił to Władimir Putin. To nie są działania spowodowane jakimś aktem ukraińskim, a Ukraina nie jest "sztucznym tworem" - wyliczała, wskazując na komunikaty, które są rozpowszechniane w rosyjskich działaniach dezinformacyjnych. Dlatego "kiedy pojawia się przekaz, który ma zniechęcić i obrzydzić Ukrainę i Zachód, to powinien być sygnał alarmowy, że to nie są opinie, a dezinformacja".

Kolejna kwestia, na którą koniecznie trzeba zwracać uwagę w sytuacjach tak dramatycznych, jak obecnie -  ale również w momentach względnego spokoju - to przekazy nazbyt emocjonalne, a także "memoidalne". - Takie, które zbyt łatwo wyciągają wniosek z sytuacji, która może i jest czarno-biała, ale nie jest prosta - wskazywała dziennikarka.

Jak uchronić się przed dezinformacją? Trzy poziomy

Czubkowska pytana o to, jak odfiltrować przekazy, które nie są ani informacjami, ani opiniami, wskazała trzy możliwe poziomy walki z dezinformacją. 

Pierwszy to działanie na poziomie państwa i instytucji. Dziennikarka wskazała, że od lat alarmuje się o konieczności walki z tym problemem. I choć jest lepiej, wciąż w temacie działania choćby zespołów dedykowanych temu zagadnieniu w różnych instytucjach - wiele jest do zrobienia.

Drugi poziom to odpowiedzialność, jaką za rozpowszechniane treści ponoszą media społecznościowe. Platformy podkreślają, że udoskonalają algorytmy, które mają wyłapywać dezinformacyjne przekazy, a także wprowadzają systemy zgłaszania takich treści przez użytkowników. Ale problem odpowiedzialności pozostaje.

I wreszcie poziom trzeci to korzystanie ze sprawdzonych źródeł. - A są nimi media. Dziennikarze mają wypracowany przez lata warsztat i choć pomyłki im się, oczywiście, zdarzają, to robimy wszystko, by było ich jak najmniej - podkreśliła. Dodała, że nie jest dobrą strategią ufanie przekazom od influencerów. - To nie są eksperci. Ich duże zasięgi nie są równoznaczne z byciem kompetentnym z danym temacie - przekonywała. 

Na tym poziomie odpowiedzialność spoczywa na nas - odbiorcach, którzy podają coś dalej czy lajkują.  - Mówmy o tym, jak odsiewać dezinformację od informacji i opinii. Rozmawiajmy o tym z bliskimi, zapytajmy o warsztaty w szkole - zachęcała Sylwia Czubkowska.

DOSTĘP PREMIUM