Pospolite ruszenie i "opieka domowa" na długo nie wystarczą. Ekspert wywołuje rząd do tablicy

Uchodźcami w Polsce zajęło się obywatelskie pospolite ruszenie. Teraz czas na instytucje państwa i organizacje międzynarodowe. Bo Polacy, razem z Ukraińcami mieszkającymi w kraju, sami sobie nie poradzą, a wojna może nie skończyć się szybko - mówił w TOK FM prof. Paweł Kaczmarczyk.
Zobacz wideo

W ciągu tygodnia do Polski dostało się już ponad pół miliona osób uciekających z Ukrainy przed wojną. W pomoc uchodźcom aktywnie zaangażowało się wielu Polaków. Prof. Paweł Kaczmarczyk, dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego, wskazywał w TOK FM, że w Polsce w pierwszym tygodniu wojny narodził się niespotykany wcześniej w historii model opieki nad uciekinierami.

- To zupełnie wyjątkowy model "opieki domowej". On może trwać przez jakiś czas, ale w końcu będzie wymagał wsparcia finansowego i organizacyjnego ze strony instytucji. Może się też okazać, że ten model w średniej perspektywie jest całkiem efektywny. Ale będzie to możliwe tylko wtedy, gdy zapewnimy opiekę nad dziećmi i będziemy myśleć, jak wspomagać włączanie się uchodźców w rynek pracy - mówił ekspert.

Wskazywał, że znalezienie im zajęcia będzie kluczowe, nie tyle z ekonomicznego, co z ludzkiego punktu widzenia. - Trzeba pamiętać, że ci wszyscy ludzie jeszcze tydzień temu byli nauczycielami, inżynierami, lekarzami, mieli dom i pracę. Ze względu na ich psychiczny dobrostan, częściowy powrót do stanu quasi normalności miałby potężne znaczenie - mówił. W opinii prof. Kaczmarczyka warto zatem dyskutować o wszelkich rozwiązaniach organizacyjnych kwestii uchodźców. Także o tych, które będą wspierać takie niestandardowe formy opieki jak ta, która upowszechniła się w pierwszych dniach wojny w Ukrainie.

Potrzebne są rozwiązania systemowe

Nie znaczy to, że powinna to być forma jedyna. - W pierwszej fali uchodźców, którzy zostali przyjęci w polskich domach przez rodziny, bliższych i dalszych krewnych, przez przyjaciół i znajomych, udawało się ten proces kontrolować. Ale w dalszej perspektywie będzie to niezmiernie trudne, bo ludzie docierający teraz do Polski nie mają już takiego wsparcia jak ci, którzy przyjeżdżali na samym początku - ocenił prof. Kaczmarczyk.

Dlatego teraz kluczowe, z humanitarnego i organizacyjnego punktu widzenia, jest opanowanie sytuacji na granicy, koordynacja pracy wszystkich zaangażowanych stron i jak najskuteczniejsze przekazywanie potrzebnej pomocy. - Potężna jest rola organizacji samorządowych, bo to one wzięły na siebie wielki ciężar, ale w dłuższej perspektywie powinna to być rola organizacji rządowych i międzynarodowych. Tu pojawia się na przykład pytanie o to, gdzie na przykład jest Frontex - zastanawiał się szef uniwersyteckiego Ośrodka Badań nad Migracjami.

Zdaniem eksperta obecny kryzys uchodźczy jest kryzysem o niespotykanej w Europie skali, nieporównywalnej nawet z migracjami z Bliskiego Wschodu w 2015 r. Nie można go także porównać do kryzysu po zajęciu przez Rosję Krymu, gdy większość uciekających przed wojną uciekała na terenie samej Ukrainy.

- Teraz mamy masową ucieczkę, a jej skala może być jeszcze większa, niż prognozowane przez organizacje międzynarodowe 4-5 milionów osób - mówił prof. Paweł Kaczmarczyk. - Polska powinna zatem myśleć o wspólnej europejskiej odpowiedzialności za to, co się dzieje. I miejmy nadzieję, że nie będzie nam pamiętane nasze zachowanie z 2015 r. (polski rząd odmówił wtedy przyjęcia uchodźców z Bliskiego Wschodu, przyp. red.) - postulował gość TOK FM. Dodawał, że polski rząd powinien sięgać po doświadczenia np. krajów południa Europy czy Niemiec, by rozmawiać o rozwiązaniach, które mają szanse się sprawdzić.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM