Alarmowała, jak źle wygląda pomoc uchodźcom na Torwarze. Teraz spotykają ją przykre konsekwencje

Pomoc uchodźcom na Torwarze została zorganizowana oddolnie przez "zwykłych" obywateli. Po tym, jak opowiedzieli w mediach o problemach i braku wsparcia, spotykają ich przykre konsekwencje. - Razem z dziennikarzem zostaliśmy wyproszeni przez ludzi z urzędu, bardzo niemiło mnie potraktowano. Później dostałam wiadomość mailową, że już nie koordynuję Torwaru - mówiła w TOK FM Maria Kordalewska, jedna z wolontariuszek udzielających pomocy uchodźcom.
Zobacz wideo

Od tygodnia na warszawskim Torwarze działa punkt dla uchodźców na około 500 osób. Cała organizacja tego miejsca opiera się na barkach wolontariuszy, którzy poświęcają swój czas, życie rodzinne, pracę i niosą pomoc potrzebującym. W ostatnich dniach ukazały się ich dramatyczne apele w mediach - z prośbą o jakiekolwiek wsparcie ze strony rządu, który do tej pory nie zorganizował wystarczającej liczby posiłków, nie zatrudnił firmy sprzątającej ani nie zapewnił wsparcia logistycznego. Jednocześnie wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł oraz inni politycy obozu władzy zapewniają, że punkt działa świetnie.

Maria Kordalewska - jedna z koordynatorek pomocy uchodźcom na Torwarze - mówiła w TOK FM, że do tej pory wojewoda Radziwiłł z nią nie rozmawiał. Potwierdziła także, że po swoich wypowiedziach w mediach, w których przedstawiła, jak źle wygląda sytuacja, miała problemy z wejściem na halę. - Razem z dziennikarzem zostaliśmy wyproszeni przez ludzi z urzędu, bardzo niemiło mnie potraktowano. Później dostałam wiadomość mailową, że już nie koordynuję Torwaru. Trochę mnie to rozbawiło, bo nie można zwolnić kogoś, kogo się nie zatrudniło - opisywała. 

- Później dostałam też niemiłe telefony. A potem już się kompletnie nikt do mnie nie odzywał. Nawet jak pisałam wiadomość do któregoś z urzędników, żeby dowiedzieć się, czy mamy jedzenie już na ten dzień, bo miał to załatwić, to nie dostałam odpowiedzi. Kontakt się urwał - powiedziała.

Wszystko dlatego, że ośmieliła się przyjść na Torwar z mediami. - Użyłam tego środka przymusu, żeby pewne rzeczy zostały zrobione. Zrobiłam to dla tych moich wolontariuszy. Musiałam to zrobić, no przepraszam - zaznaczyła.

"Dojdzie do ludzkich dramatów"

Podkreśliła, że działa dalej i "nie zostawiła swoich ludzi". Uważa jednak, że na dłuższą metę sami nie będą w stanie pomóc uchodźcom i dojdzie do ludzkich dramatów.

- To jest problem wielu miejsc, które przyjmują w tym momencie uchodźców. To jest problem na granicy, to jest problem na dworcach, tutaj w punktach recepcyjnych. Trzeba to nagłaśniać i podawać dalej te informacje i wymusić po prostu na rządzących, żeby wzięli odpowiedzialność za tych ludzi i zdjęli z nas, prywatnych osób. To jest absolutnie ostatni moment na to, bo nie chcę nawet myśleć, co się za chwilę wydarzy - zakończyła Kordalewska.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM