Dlaczego rząd zapomniał o pandemii? Dr Grzesiowski o braku miejsc dla uchodźców zakażonych koronawirusem

Dr Paweł Grzesiowski mówił w TOK FM, że choć uchodźcy z Ukrainy mogą się w Polsce szczepić przeciwko COVID-19, to nie pomyślano o wszystkim. Brakuje m.in. miejsc, w których osoby zakażone mogłyby przejść kwarantannę. - Izolatoria są jeszcze bardziej nieosiągalne niż kiedyś, bo w wielu przypadkach zostały zlikwidowane - podkreślił.
Zobacz wideo

Ponad 2 miliony osób z Ukrainy przyjechało do Polski od wybuchu wojny z Rosją. To, jak podkreślają eksperci, stawia przed nam wiele wyzwań, także w kwestii opieki medycznej. Szczególnie w czasach epidemii koronawirusa. 

Zdaniem dra. Pawła Grzesiowskiego należałoby pomyśleć o testowaniu uchodźców, tak jak robią to w Niemczech. Nie należy zapominać o pandemii, bo - jak mówił w TOK FM prezes fundacji Instytut Profilaktyki, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19 - w Ukrainie mniej ludzi niż w Polsce zaszczepiło się przeciwko koronawirusowi trzema dawkami. - To, że ktoś przyjął dwie dawki w zeszłym roku, gdzieś pewnie wiosną, sprawia, że nie jest chroniony przed omikronem, który przełamuje odporność po dwóch dawkach - tłumaczył specjalista w rozmowie z Ewą Podolską.

"Problem w tej chwili nierozwiązany"

Minister zdrowia zadeklarował, że uchodźcy z Ukrainy mogą się szczepić przeciwko COVID-19. Mają też gwarantowaną opiekę medyczną w naszym kraju.

Ale zdaje się, że nie o wszystkim pomyślano. - Izolatoria są jeszcze bardziej nieosiągalne niż kiedyś, bo w wielu przypadkach zostały zlikwidowane. I na przykład, na Mazowszu mamy trzy punkty, które są w stanie pomieścić łącznie ok. 250 osób - mówił Grzesiowski. I od razu dodał: "Za moment ten problem stanie się publiczny i głośny".  

Jeśli więc uchodźca przetestuje się sam w punkcie pobrań i okaże się, że jest zakażony koronawirusem, to "właściwie poza informacją ustną z laboratorium, że ma się izolować, nic więcej w tej chwili nie otrzyma".
- Nie może sam udać się ani do punktu izolacji, ani do izolatorium. Nie zostanie tam przyjęty. Musiałby się zgłosić, albo do stacji sanitarno-epidemiologicznej, albo do lekarza, który zacznie procedurę. To problem w tej chwili nierozwiązany w sposób systemowy - podkreślił ekspert.

Zdaniem gościa TOK FM trzeba organizować "punkty testowania i punkty szczepień w pobliżu punktów recepcyjnych". - Mamy mobilne punkty pobrań, można robić też mobilne punkty szczepień. Ale nie widzę niestety takiej inicjatywy ze strony władz. A tylko władze mogą nam to zorganizować, nie damy rady sami jako wolontariusze - argumentował.

"Zaledwie 70 proc. dzieci szczepionych zgodnie z kalendarzem"

Dr Grzesiowski zwrócił też uwagę na to, że w Ukrainie środowiska antyszczepionkowców były silniejsze niż w Polsce. Spadła więc w tym kraju wyszczepialność. - Jeśli chodzi o gruźlicę, to w niektórych miejscach - chociażby we Lwowie - szacuje się, że zaledwie 70 procent dzieci było szczepionych zgodnie z kalendarzem szczepień. A musimy sobie zdać sprawę, że jeśli w społeczeństwie procent zaszczepionych dzieci spada poniżej 90 proc., to wiele chorób zakaźnych może powrócić w postaci tzw. epidemii wyrównawczych - tłumaczył. Lekarz podkreślił też, że nawet osoby zaszczepione mogą zachorować np. na gruźlicę.

Nie można zapominać, że w Polsce także z roku na rok liczba dzieci szczepionych spada. Dlatego choroby zakaźne łatwiej się rozprzestrzeniają. Gość TOK FM przypomniał, "że w 2018 i 2019 roku mieliśmy ogniska odry w Polsce, gdzie jej początkiem były dzieci ukraińskie, które były niezaszczepione".  Według eksperta teraz łatwo można byłoby nadrobić ew. zaległości w szczepieniu dzieci z Ukrainy.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM