"PKP PLK nie nadążają za rozwojem technologicznym". Ekspert: Najbardziej niezawodne są tam mechaniczne wajchy

Odwołane pociągi, gigantyczne opóźnienia, tysiące sfrustrowanych pasażerów - to skutki czwartkowej awarii na kolei. - Po raz kolejny potwierdziło się - mówiąc pół żartem, pół serio - że najmniej zawodnym systemem sterowania ruchem są mechaniczne wajchy, czyli system mocno przedwojenny - komentował w TOK FM Karol Trammer, twórca i redaktor naczelny pisma "Z biegiem szyn". Pytał, kiedy wreszcie w PKP komputerowe standardy zostaną dopracowane.

W czwartek o świcie doszło do awarii, która - jak podały PKP - objęła 19 z 33 Lokalnych Centrów Sterowania i około 820 km tras kolejowych w całym kraju. Przez wiele godzin pociągi miały gigantyczne opóźnienia, a część z nich została odwołana. - Wciąż pasażerowie odczuwają skutki tej awarii, bo też dalej nie usunięto wszystkich przyczyn tych zakłóceń. Obawiam się, że jeszcze przynajmniej do południa w piątek będą utrudnienia – mówił w TOK FM Karol Trammer, twórca i redaktor naczelny pisma "Z biegiem szyn".

Firma Alstom poinformowała, że za awarię odpowiadają centra sterowania, których częścią zarządza. To właśnie w nich miały wystąpić usterki. Czym właściwie są te centra? - To kwestia zmiany sposobu zarządzania ruchem kolejowym w Polsce, która następuje od ponad 20 lat. Czyli zamiast personelu na każdej stacji mamy scentralizowane miejsca, skąd steruje się ruchem. Problem jest taki, że gdy dochodzi do awarii, to na stacjach, które są sterowane zdalnie, nawet z odległości kilkudziesięciu kilometrów, nie ma personelu, który mógłby przejąć miejscowe sterowanie ruchem - tłumaczył ekspert.

W jego ocenie drugi problem, który mógł przesądzić o czwartkowej awarii, jest taki, że PKP Polskie Linie Kolejowe "wciąż sobie nie radzi z komputerowymi systemami sterowania ruchem kolejowym". - Niestety po raz kolejny potwierdziło się – mówiąc pół żartem, pół serio – że najmniej zawodnym systemem sterowania ruchem są mechaniczne wajchy, czyli system mocno przedwojenny – stwierdził. I zadał pytanie, kiedy wreszcie w PKP komputerowe standardy zostaną dopracowane.

Podkreślił, że czwartkowa awaria nie jest pierwszą tego typu. - Np. w Poznaniu w ciągu ostatnich 5 lat Lokalne Centrum Sterowania ulegało awarii ponad 20 razy i to też wiązało się z dużym chaosem, opóźnieniami pociągów. Tam już powstał nawet regulamin mówiący, jak zachowywać się w przypadku takich awarii. Czyli już nie myśli się, jak zlikwidować ich przyczyny, ale jak organizować pracę w obliczu regularnie powtarzających się awarii. To jest problem, bo mam wrażenie, że PKP PLK nie nadążają za rozwojem technologicznym, na który się decydują – ocenił.

Zwrócił uwagę, że lokalne centra sterowania ruchem pociągów to bardzo drogie systemy. - Powstaje pytanie, czy one są konieczne we wszystkich lokalizacjach, w jakich powstają – mówił.

"Polacy nic się nie stało"

Ekspert podkreślił również, że mimo iż podobne awarie zdarzały się już w Polsce, to nigdy na tak dużą skalę. - Mamy do czynienia z sytuacją bezprecedensową – ocenił. Przypomniał, że początkowo spekulowano, że powodem tak dużej awarii mógł być cyberatak. - Gdy okazało się, że nie o to chodziło, to wszyscy odetchnęli z ulgą i zamknęli temat. Trochę zadziałało hasło "Polacy nic się nie stało". Tymczasem trzeba się zastanowić, jak sprawić, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła - przekonywał gość TOK FM.

Karol Trammer przypomniał, że firma Alstom przeprosiła w oświadczeniu za awarię, jednak - jego zdaniem - to za mało. - Należałoby się spodziewać, że PKP wyciągną konsekwencje od tej firmy, również finansowe, bo ruch kolejowy został sparaliżowany. Oczekuję, że będziemy mądrzy, chociaż po szkodzie - podsumował twórca i redaktor naczelny pisma "Z biegiem szyn".

DOSTĘP PREMIUM