Proces Stefana W. Oskarżony o zabójstwo prezydenta Pawła Adamowicza nie reagował na pytania sądu

Na ławie oskarżonych - po ponad trzech latach od zamachu - w największej sali gdańskiego sądu okręgowego zasiadł Stefan W. Odpowiada za zamordowanie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.
Zobacz wideo

30-letni Stefan W.  oskarżony jest o zamordowanie w styczniu 2019 roku prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Mężczyzna podczas rozpraw zamykany jest w specjalnej szklanej klatce, którą zamontowano w tej sali z uwagi na prowadzone wcześniej sprawy zorganizowanych grup przestępczych.

Sędzia Aleksandra Kaczmarek poinformowała, że Stefan W. zwrócił się o ujawnienie jego danych i wizerunku. Sąd nie zgodził się na to oraz na bezpośrednią transmisję z sali rozpraw.

Przed rozpoczęciem pierwszej rozprawy doszło do niecodziennej sytuacji - Stefan W. nie podał swoich danych osobowych. Obrońca oskarżonego Marcin Kminkowski powiedział, że nie udało mu się nawiązać kontaktu z klientem. - Mimo kilkukrotnych prób nie odpowiadał na zadane pytania. Nie jestem w stanie powiedzieć, co jest tego przyczyną - dodał adwokat.

Sąd zdecydował się na rozpoczęcie procesu Stefana W. mimo milczenia oskarżonego.

Prokurator Agnieszka Nickel-Rogowska odczytała akt oskarżenia. Sąd odczytał też odpowiedź Stefana W. na akt oskarżenia - Stefan W. wysłał ją do sądu na początku marca. "Akt oskarżenia jest fałszywy i zmanipulowany. Jestem niewinny, nie zabiłem Adamowicza. Moje zeznania sfałszowała prokuratura. Mam problemy ze zdrowiem. Specjalnie zaraziła mnie służba więzienna" - napisał Stefan W. Oskarżony w piśmie do sądu ostrzegł, że w przypadku, gdyby trafił do zakładu psychoterapeutycznego, "będzie zabijał". I podpisał się jako więzień polityczny.

Sędzia odczytała także wyjaśnienia Stefana W. z 14 stycznia 2019 r. złożone na przesłuchaniu. Oskarżony twierdził, że był źle traktowany w więzieniu, kiedy odbywał karę za napady na placówki bankowe - "w więzieniu był wrabiany w napady, truty". "Klawisze kazali mi głosować na Platformę, ale ja głosowałem na PiS, na Andrzeja Dudę. Na Kurkowej (w areszcie śledczym - red.) śmiali się ze mnie, odgrażałem się, że jak wyjdę to zrobię zamach w Galerii Bałtyckiej". Stefan W. twierdził też, że miał się spotkać w Warszawie z ludźmi, którzy wydali mu instrukcję, jak ma dokonać zbrodni. Ale na pytania dotyczące szczegółów odpowiadał w śledztwie: "To tajemnica".

Zapytany, czy zbrodnia miała podłoże polityczne, w śledztwie Stefan W. odpowiedział z kolei: "Tak, ale nie będę odpowiadał na pytanie w jaki sposób. Chciałem zabijać na zlecenie, za pieniądze".  Zaznaczał, że nie chce być sądzony w Gdańsku, bo wszyscy, "policjanci, prokuratorzy, sędziowie, lekarze", są za Platformą Obywatelską. "Całe życie interesowałem się polityką. Mam nadzieję, że Zbigniew Ziobro zrobi w Gdańsku porządek".

- Ten człowiek spędził ponad pięć lat w więzieniu. Będąc osadzonym, uczył się pewnych zachowań prawnych, jak symulować pewne choroby…  On ma za sobą bogate doświadczenie. Więzienia to też uniwersytety, dlatego mówię, że gra - skomentował Piotr Adamowicz, brat Pawła Adamowicza. - Moim zdaniem Stefan W. chce udowodnić, że biegli się mylili i jest w pełni niepoczytalny, ponieważ jest zdolny do odpowiadania na pytania - powiedział z kolei prof. Zbigniew Ćwiąkalski, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych.

Kolejna rozprawa zaplanowana jest na 7 kwietnia.

Proces Stefana W.

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku w grudniu ubiegłego roku wysłała do sądu akt oskarżenia przeciwko Stefanowi W. Mężczyzna odpowie za zabójstwo w zamiarze bezpośrednim w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, a także za zmuszanie innej osoby do określonego zachowania.

Według opinii biegłych, gdy wszedł na scenę WOŚP i zaatakował nożem Pawła Adamowicza miał ograniczoną poczytalność. To może wpłynąć na wysokość kary. Zgodnie z przepisami w takiej sytuacji sąd może (co nie oznacza, że musi) orzec o tak zwanym nadzwyczajnym złagodzeniu kary.

Paweł Adamowicz został zaatakowany 13 stycznia 2019 roku w czasie Światełka do Nieba - elementu finału WOŚP. Zabójca wtargnął na scenę z nożem i kilkukrotnie dźgnął prezydenta Gdańska, który zmarł w szpitalu następnego dnia.

DOSTĘP PREMIUM