Szczęśliwe zakończenie historii Krystiana. Bohater serialu "Piecza" ma nowy dom

Krystian przez 7 lat mieszkał w Domu Pomocy Społecznej dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną. Psychiatra, która pracowała w tym miejscu twierdziła, że nie powinien tam spędzić nawet godziny. Historię Krystiana opisaliśmy w serialu "Piecza". Kilka tygodni później zgłosili się po niego nowi rodzice. Dziś są już po adopcji.
Zobacz wideo

Krystian trafił do DPS-u jako niemowlak. - Tam były dzieci z różnym stopniem upośledzenia umysłowego. Zaczynając od niepełnosprawnych w stopniu głębokim, leżące dzieci z porażeniem mózgowym przez dzieci z niepełnosprawnością w stopniu umiarkowanym - mówiła w serialu "Piecza" Maria John. Przez ponad 20 lat pracowała w DPS-ie prowadzonym przez siostry z Kamienia Krajeńskiego. Psychiatrą dziecięcym jest od 50 lat. Była w swojej karierze między innymi ordynatorem oddziału psychiatrii dziecięcej.

To ona jako pierwsza zaczęła walkę o Krystiana. Relacjonuje, że w pewnym momencie do DPS-u trafiło dziecko w łóżeczku z rozpoznaniem padaczki. - Cały czas optowałam za adopcją. To było dziecko bez leków, napady padaczki ustąpiły. To było zdrowe dziecko i absolutnie nie wymagało DPS-u – mówi Maria John i dodaje, że cały czas zadawała sobie pytanie dlaczego przez blisko 7 lat Krystian nie opuścił tej placówki.

Lekarka wzięła sprawy w swoje ręce. Znalazła rodzinę, która była gotowa adoptować dziecko nawet z niepełnosprawnością. - Pojechali zobaczyć Krystiana i wszystko się na tym urwało. Koniec – mówi Maria John i dodaje, że jedyną konsekwencją jej starań była awantura, którą zgotowały jej siostry prowadzące ten dom pomocy.

Maria John mówiła w serialu "Piecza", że nigdy nie pogodziła się z tym jaki los zgotowano Krystianowi – Jeśli dziecko zdrowe przebywa w DPS-ie z dziećmi głęboko niepełnosprawnymi, to od kogo będzie się uczyć. Od tych dzieci. To powoduje, że praktycznie jest skazane na pobyt w domu pomocy przez całe życie – zaznacza lekarka.

Próbowaliśmy zrozumieć dlaczego Krystian nie trafił do adopcji. Przecież była rodzina, która chciała go przysposobić. Tak trafiliśmy do państwa Bąkowskich. Mieszkają pod Złotowem, dziś mają trójkę dzieci z niepełnosprawnościami w pieczy zastępczej. Kilka lat temu to oni zapukali do DPS-u w Kamieniu Krajeńskim. – Zostawiliśmy dokumenty. Nie do końca stan dziecka wskazywał na niepełnosprawność, o której nam powiedziano. Po tygodniu dostaliśmy telefon, że nie ma zgody by się tym dzieckiem interesować – mówi Karolina Bąkowska i dodaje, że poza lekkimi problemami z mową nie zauważyła niepełnosprawności, o których opowiadali im przedstawiciele DPS-u.

Z relacji Pani Karoliny wynika, że rozmawiała z opiekunką prawną chłopca. To ona miała przekazać, że na na dalsze interesowanie się chłopcem zgody nie wyraziła siostra przełożona. Pytamy Karolinę Bąkowską jak tłumaczyła sobie taką postawę. – Nie ukrywajmy, za dziećmi z niepełnosprawnymi idzie spore finansowanie, które przekłada się też na funkcjonowanie takich ośrodków – odpowiada matka zastępcza trójki dzieci.

DPS w Kamieniu Krajeńskim. "W takich małych społecznościach z siostrami się nie zadziera"

Tak trafiliśmy do DPS-u w Kamieniu Krajeńskim. Mocno roztrzęsiona siostra dyrektorka niczego nie potwierdzała. Nie chciała się wypowiadać i zapewniała, że bardzo zależy jej na losie Krystiana. Dlaczego nie pozwoliła chłopcu opuścić DPS-u? Nie potrafi tego wyjaśnić, twierdzi, że o niczym nie wie i że zaszły jakieś nieporozumienia.

Odszukaliśmy też drugą rodzinę, która chciała się zaopiekować Krystianem. Ich starania skończyły się podobnie jak państwa Bąkowskich. Nie było zgody sióstr. Ta rodzina nie chciała jednak zabierać głosu publicznie. - W takich małych społecznościach z siostrami się nie zadziera – mówi nam kobieta.

Zaczęliśmy badać dokładniej sprawę samego DPS-u i tego jak wygląda jego funkcjonowanie. - Atmosfera była ogólnie dosyć dobra, ale nie znaczy to, że nie było problemów. Był na przykład Artur. Doszedł już do 18 roku życia. Bił dzieci, znęcał się. Sprawa trafiła do prokuratury i do sądu. Niestety sędzia w Tucholi zdecydowała, że ona Artura do szpitala nie wyśle. Zasądziła pracę społeczne... na terenie tego DPS-u, a Artur dalej bił i gwałcił dzieci – mówi pani Maria John i dodaje, że sytuacja wyglądała bardzo źle. Interweniowała nawet u Rzecznika Praw Dziecka. - Artur chciał wszystkim rządzić, jak ktoś się sprzeciwił to bił. Zabierał dzieciom jedzenie, a ważył ponad sto kilo – mówi lekarka. Dotarliśmy do akt jego spawy karnej. Artur przebywał w DPS-ie dla dzieci, ale nie był już dzieckiem. Gdy go skazywano miał 21 lat.

"Oskarżam Artura K. o to, że w latach 2012 – 2016 doprowadził małoletniego poniżej 15 roku życia do innej czynności seksualnej, poprzez rozbieranie do naga i dotykanie".

To tylko jeden z dziewięciu zarzutów z aktu oskarżenia. Oprócz wykorzystywania seksualnego było też bicie, znieważanie, kopanie. Artur miał ograniczoną poczytalność w momencie popełnienia tych czynów. Skazano go na karę ograniczenia wolności.

W takich warunkach wychowywało się kilkudziesięciu podopiecznych. Doktor John odeszła z pracy po tym jak zrezygnowały pielęgniarki i zaczęły się dziać inne dziwne rzeczy. – Były podawane leki poza moimi plecami. Jak się dowiedziałam zrobiłam awanturę. Były buteleczki z lekiem i jak dziecko było niespokojne to dawali. Zrobiło się sporo bałaganu i zaczęłam się bać, że jak coś się stanie to ja będę odpowiedzialna - mówiła lekarka.

Udało się! Krystian ma nowy dom

Historię Krystiana opowiedzieliśmy publicznie pod koniec czerwca 2021 roku. Zaraz potem wzmianki o nim pojawiły się na portalach społecznościowych. Zaczęli zgłaszać się rodzice, którzy byli gotowi przyjąć chłopca i zaopiekować się nim. Potem sprawy potoczyły się już błyskawicznie. Jego przyszli rodzice byli zdecydowani od początku - relacjonuje nam Łukasz Maćkowiak kierownik ośrodka adopcyjnego, który pod względem formalnym dopinał sprawę adopcji Krystiana.

Nowi rodzice Krystiana nie chcą rozmawiać i absolutnie szanujemy ich wybór. Choć prosiliśmy o taką możliwość. W związku z decyzją rodziców nie podajemy też szczegółów dotyczących tego, gdzie chłopiec mieszka i jaki jest aktualnie jego stan zdrowia. Łukasz Maćkowiak zapewnia nas jednak, że jest zachwycony tym jak rodzice pracują z Krystianem i jak się nim opiekują. Jest pewien, że chłopiec znalazł cudowny dom. Krystian trafił do nowej rodziny jeszcze w poprzednim roku, ale formalności i sprawa sądowa sprawiły, że niedawno adopcja stała się faktem.

Opowiadamy o tym szczęśliwym zakończeniu by pokazać, że przy odrobinie wysiłku dla wielu dzieci można znaleźć dom. Chcemy też zwrócić uwagę na los tysięcy dzieciaków, które ciągle pozostają w miejscach takich jak DPS i nikt nawet nie wie, ile ich jest i czy rzeczywiście powinny tam przebywać. Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej przyznaje, że nie ma jednoznacznych danych dotyczących liczby dzieci w DPS.

Historię Krystiana i DPS-u w Kamieniu Krajeńskim szczegółowo opisaliśmy w ósmym odcinku radiowego serialu dokumentalnego "Piecza" pt. "Dożywocie". Jeśli chcesz go odsłuchać jest nadal dostępny w formie podcastu.

DOSTĘP PREMIUM