Coraz więcej Polaków chce mieć własny schron. "Uwaga na betonowe trumny"

Prywatny schron stał się marzeniem wielu Polaków. W firmach zajmujących się ich projektowaniem i montażem telefony się urywają. - Mamy teraz 20 zapytań dziennie. Wcześniej nie było ich tyle w całym miesiącu - mówi specjalista ds. sprzedaży w BEWA Kamila Kloc. Eksperci przestrzegają przed niesprawdzonymi rozwiązaniami.
Zobacz wideo

"Kup kilka cystern kolejowych w cenie złomu. Zakop w gruncie i połącz. Tylko... jaką wentylację tam zrób. Trudną do zatkania" - wpis autorstwa Adama M., jaki kilka lat temu pojawił się na jednym z branżowych forów, teraz ponownie zyskał na popularności. Podobnie, jak inne podobne pomysły na własny schron. W tym np. Andrzeja 733, który radzi: "Zbiornik po paliwie z CPN, np. 30 000 litrów. Ma wejście i rury wentylujące".

"Chcesz bezpieczeństwa za rozsądne pieniądze, to sobie wydziel w domu żelbetowy panic room, i tam się zaszyj" - to już propozycja z fotohobby. "Może jakaś mała łódź podwodna z demobilu zakopana w ogrodzie by się nadała... Ma raczej wszystko co potrzebne do przetrwania" - to z kolei jasiek 71. "Może to być też kontener morski, solidny, wytrzymały, odporny na korozję (w miarę), połączysz dwa albo trzy, zalejesz betonem i masz z głowy" - dopowiadał Kemotxb. A Przemo 1 pytał wprost: "A może gotowe szambo betonowe się nada? Można zamówić wersję wzmocnioną na wypadek gruntów sypkich i konieczności wjazdu na pokrywę - wymiarów sporo do wyboru, a i na życzenie pewnie zrobią".

Polacy prześcigają się w wymyślaniu sposobów i miejsc, gdzie można naleźć schronienie na wypadek wojny. Zwiększone zainteresowanie widać też w firmach specjalizujących się w projektowaniu i montażu przydomowych schronów. - Mamy teraz 20 zapytań dziennie, głównie o koszty i czas wykonania. Wcześniej nie było ich tyle w całym miesiącu - mówi specjalista ds. sprzedaży w BEWA Kamila Kloc. - Nawet 30 osób dzień w dzień potrafi się z nami kontaktować. To wzrost o kilkaset procent - informuje prezes firmy Foxden Łukasz Kondratczyk. Trend potwierdza także Robert Bursiewicz, twórca marki remont-schronu.pl: "Po tym, jak udostępniłem na Facebooku tylko jeden wpis o obecnym stanie obrony cywilnej w kraju, w trzy dni miałem pod 200 wiadomości". 

Surówka pod ziemią

Zainteresowani najczęściej pytają o schrony najprostsze - wielkości 20-stopowego kontenera morskiego, czyli te o wymiarach 2,5 na 2,5 na 6 metrów. Prostokątne (choć mogą być także okrągłe) z żelbetu, których ściany i płyta fundamentowa mają od 18 do nawet 40 cm i są wyposażone w dwa niezależne włazy (wyjście ewakuacje jest obowiązkowe), stalowe drzwi (wodoszczelne, ogniotrwałe i odporne na nadciśnienie), zawory przeciwwybuchowe, grzybki wentylacyjne wyprowadzone na powierzchnię. Do tego obowiązkowo: pompa wody, zbiornik wody pitnej, zbiornik na ścieki i podstawowa instalacja elektryczna z zasilania awaryjnego. Absolutna spartańska surówka, jak mówią w branży.

W środku dwie-trzy najprostsze prycze, by można było poleżeć, bo - jak zastrzegają przedstawiciele firm, to schron nie do bytowania, a do przeczekania. Całość przysypana dwoma metrami gruntu. Cena? Średnio ok. 150 tys. zł w przypadku schronu dla czteroosobowej rodziny. Choć są też schrony mniejsze, tylko dla jednej czy dwóch osób. Wtedy za samą "skorupę" przyjdzie zapłacić ok. 50 tys. zł; a za montaż niezbędnych instalacji - drugie tyle.

Dużo, ale do każdego schronu konieczny jest osobny projekt, by jego konstrukcja była szczelna. Inaczej nie spełni swojego zadania - założenie jest takie, że ma "ochronić nie tylko przed efektami działań militarnych, ale też awarią elektrowni atomowej". O kataklizmach naturalnych nie wspominając.

Górnej granicy cen nie ma, bo od grubości portfela zależą nie tylko rozmiar schronu, ale też jego wyposażenie. Siłownia, spa, bilard, stół do ping-ponga, miniszklarnia, basen, sala kinowa - to też wchodzą w grę. - Możemy zrobić wszystko, bez ograniczeń. Nawet pomyśleć o aromaterapii pod ziemią - zapewnia Michał Lorek z firmy Mahton Polski Schron Modułowy. Rozwiązań wcale nie trzeba wymyślać od nowa. Wystarczy sięgnąć po te stosowane w hotelach. A jeśli chodzi o lokalizację, to też da się wiele zrobić. - Potrafię sobie nawet wyobrazić, że - przy odpowiedniej grubości i wytrzymałości szkła - prywatny i komfortowy bunkier znajdzie się także pod taflą jeziora albo rzeki - zapewnia Mariusz Okuń, rzeczoznawca budowlany, członek Krajowej Rady Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa. - Zresztą takie rozwiązania już wdrożono - dodaje.

Inteligentny bunkier 

Łukasz Kondratczyk z Foxden przekonuje, że nawet najtańszy przydomowy schron spełni już swoją podstawową funkcję. Nie musi być od razu inteligentnym bunkrem, którym - na wzór inteligentnego domu - można zarządzać z komórki. Dowolnie regulować np. temperaturę czy wilgotność powietrza. - To jak z żeglarstwem. Można kupić potężny jacht, jak multimiliarderzy z Monako. Zainstalować na nim wszystko, co nam tylko przyjedzie do głowy, bo przecież stoczniowcy zbudują. Ale można też kupić najprostszą i najtańszą łódkę za kilka tysięcy złotych. I wiosłując, także już pływać - zapewnia Robert Bursiewicz.

Także prof. Zbigniew Szcześniak z Wydziału Inżynierii Lądowej i Geodezji Wojskowej Akademii Technicznej jest tego samego zdania. - Schron to obiekt konstrukcyjnie zamknięty z każdej strony. Np. w postaci skrzyni. Hermetyczny. Tak, by zapewnić odporność mechaniczną, jak i ochronę na inne oddziaływania. Bo może mieć jeszcze warstwy osłaniające np. przed promieniowaniem przenikliwym - mówi. Nasz rozmówca przyznał, że też widzi boom na prywatne schrony.

Co do zasady taki obiekt musi być szczelny i mieć wzmocnione słabe punkty, czyli włazy, otwory wentylacyjne, przepusty kablowe. Schron musi być odporny na nagłą zmianę ciśnienia w otoczeniu, rozumianą także jako fala uderzeniowa. Jak dodaje prof. Szcześniak, tym właśnie schron różnić się będzie od ukrycia. Bo ukryć się można w dowolnym dobrze zamaskowanym miejscu, najlepiej gdzieś w pobliżu naszego domu czy bloku. - Może to być równie dobrze garaż, jak i ziemianka albo np. piwniczka. Jeśli ktoś się w niej dobrze zakamufluje, to można mówić, że już się ukrył. Ze schronem będzie to miało jednak niewiele wspólnego - zastrzega. A to oznacza, że nie zawsze ochroni nawet przed głowicami konwencjonalnymi, czyli bombami, pociskami czy też odłamkami.

Schron na ponad 100 proc.

Jak przyznają eksperci, zainteresowanie budową schronu w ogórku jest duże, nie tylko dlatego przez wojnę w Ukrainie. - To głównie efekt obaw Polaków, z których większość nie wie, gdzie są schrony publiczne. A to powoduje, że część chce samemu zadbać o swoje bezpieczeństwo - tak ten fenomen tłumaczy wykładowca Wojskowej Akademii Technicznej. Nie mówiąc już tym, że "ogólny stan techniczny istniejących schronów i ukryć nie jest zadowalający". - W większości nie spełniają one walorów ochronnych, zwłaszcza w zakresie szczelności oraz układów i urządzeń filtrowentylacyjnych - jednocześnie mogą chronić przed innymi czynnikami rażenia, w szczególności podmuchem fali uderzeniowej, odłamkami i zagruzowaniem - wylicza.  

Na to nakładają się także inne czynniki. - Powodem numer jeden jest brak zaufania do instytucji państwa. Mamy od blisko dwóch miesięcy wojnę tuż za naszą granicą, ponad 2 mln uchodźców w kraju, a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa dopiero w zeszłym tygodniu udostępniło poradnik, jak się zachowywać na wypadek inwazji. Nic dziwnego, że Kowalski teraz myśli: jak sobie sam na działce nie zbuduję schronu, to nie ma co liczyć na państwo - tłumaczy Robert Bursiewicz.

- Inna rzecz, że w schronach publicznych, tych w kraju mamy blisko 29 tys., jest miejsca dla zaledwie 2-3 proc. Polaków. Nie to, co za granicą - dodaje. Dla przykładu Słowacja ma blisko 300 tys. schronów i ukryć dla łącznie ponad 7,7 mln osób. W Szwecji jest ponad 65 tys. schronów - dla 7 mln osób, czyli dla ok. 85 proc. ludności kraju. - W Szwecji powstają one pod każdym nowo budowanym blokiem. Wyjątkiem jest sytuacja, w której mieszkańcy mają już przygotowane miejsce w schronie pod budynkiem poczty, dworca czy np. urzędu miejskiego. Wtedy miejsc się już nie dubluje - wyjaśnia twórca marki remont-schronu.pl. W Szwecji z już istniejących schronów na osiedlach można dowolnie korzystać - pod warunkiem, że w 48 godzin będą przygotowane do pełnienia funkcji podstawowej. - Efekt? Przeciętny Szwed nie zastanawia się nad budową schronu, prywatną karetką czy np. posiadaniem broni. On wie, że schron ma w gminie, karetka po niego przyjedzie, a broń dostanie z magazynu, jak będzie mobilizacja. Schron, karetka i broń po prostu na niego czekają - podkreśla nasz rozmówca.

Ale to nie Szwecja, tylko Szwajcaria jest wzorem najczęściej przywoływanym przez ekspertów. Schronów jest tam ok. 300 tys. i mogą pomieść 9 mln osób. To o 1,5 mln więcej niż mieszkańców tego kraju! Powstawały wszędzie, gdzie tylko było to możliwe - nawet w tunelach kolejowych czy drogowych. Co ciekawe, nierzadko przy ich planowaniu zatrudniano artystów - ich zadaniem było zaprojektowanie wejścia do bunkra tak, by było ono jak najmniej widoczne.

"Kowalski jako wkład do szamba"

Wszyscy eksperci są też zgodni co do tego, że w Polsce powinien zostać rozbudowy system schronów publicznych. Co więcej, nie powinny to być obiekty zamknięte na klucz, ale takie, które pełnią różne funkcje w czasie pokoju. - W Szwajcarii w schronie działa np. schronisko, w USA - biblioteka, czytelnia i miejsce do modlitwy, z kolei w Niemczech - plaża, kościół czy np. apartamenty bogato wyposażone. Wtedy mieszkańcy doskonale będą wiedzieć, gdzie one są - przekonuje prof. Zbigniew Szcześniak. I zauważa, że o ile zagranicą takie rozwiązanie zdają egzamin od lat, o tyle w Polsce do tego czasu nie udało się przebić nawet z ustawą o obronie ludności.

- Od 2018 roku są tylko wytyczne szefa obrony cywilnej kraju, ale nie jest to akt prawny - podkreśla. W praktyce: w aktualnie obowiązujących przepisach nie ma w ogóle definicji schronu i ukrycia. A co za tym idzie "nie ma właściwego organu, który by w sposób systemowy regulował kwestie związane z finansowaniem, utrzymaniem i eksploatacją obiektów ochronnych".

Gorzej: nie ma też jednolitego prawa, które nakazywałoby samorządom prowadzenie ewidencji schronów. Jest tylko dobra wola lub - częściej, jak mówią nasi rozmówcy - jej brak. I przekonują, że instytucjach publicznych wszystko powinno opierać się na przepisach. Czytelnych i jasnych. - Prawo o ewidencji pojazdów jest, obowiązki są czytelne, podobnie jak wysokość kary za ich nieprzestrzeganie. Znana jest więc liczba pojazdów i ich stan. Centralna ewidencja działa. Ewidencja obiektów ochronnych jest prowadzona w jednej gminie tak, w innej - tak, a w niektórych w ogóle jej nie ma. Stąd wynik ogólny: nie oszacowano - ubolewa Bursiewicz. I od razu podkreśla: "A przecież to długo już po ostatnim dzwonku jest, żeby to naprawić". 

To może w sytuacji kiedy brakuje publicznych schronów i ukryć, wystarczyłaby betonowa piwnica czy np. zbiornik na szambo? Jak widzieliby to internauci. Michał Lorek z firmy Mahton odpowiada krótko: "Niech Kowalski tam wejdzie, ale skończy jako wkład do szamba". Jak mówi Mariusz Okuń, "to półśrodki".  - Nie są zaprojektowane na "obciążenia wyjątkowe" - mają 4-5 razy cieńsze ściany niż schron. Po drugie nie są dostatecznie szczelne, nie mają odpowiedniego systemu wentylacji i niezależnego źródła wody - trudno będzie w nich przetrwać dłuższy czas. Po trzecie, gdyby uległy zniszczeniu, mogłyby nie tyle zabić, co uniemożliwić nam wyjście. W takich konstrukcjach nie przewidziano drogi ewakuacji. Wybór tego rodzaju schronienia mógłby przynieść więcej szkody niż pożytku. To przecież jak betonowa pułapka, bez wyjścia - tłumaczy.

Są eksperci, którzy mówią wprost: To nic innego jak betonowa trumna. Rzeczoznawca PIIB zapewnia, że podobnie rzecz się ma z kontenerami, cysternami, zbiornikami na wodę czy na zboże. One też nie zapewnią dostatecznej ochrony przed bombami czy zagrożeniem chemicznym lub biologicznym. - Tak samo będzie zresztą z piwniczką czy ziemianką, które sprawdzą się jedynie jako kryjówka podczas czekania na ewakuację - podkreśla.

Mariusz Okuń w ogóle nie jest zwolennikiem oferowania schronów dla osób prywatnych.  - Jeśli wróg będzie celował z premedytacją w cywilów, to raczej w duże skupiska miejskie. Nie między budownictwo jednorodzinne na terenach wiejskich czy podmiejskich - tłumaczy. Wtóruje mu Robert Bursiewicz: "To jak z pomysłem, że każdy ma mieć dwa samochody. Nie! Powinniśmy mieć dobrze funkcjonującą sieć kolejek. Autobusów. Stacji przesiadkowych i innych. Co oznacza też, że ustawa o obronie cywilnej i schrony publiczne powinny być obowiązkowe, nawet jeśli z tych ostatnich nie skorzystamy". - Ciężar utrzymania tych obiektów, tak jak zapewnienie transportu publicznego, leży absolutnie po stronie państwa - podsumowuje. 

Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM