"Przejeżdżając taki kawał drogi, wszystkie są w ogromnym stresie". 150 zwierząt z Ukrainy uratowanych przez OTOZ Animals

Karolina Wiśniewska
- Jesteśmy w bardzo dużych emocjach. Z Charkowa przyjechała do nas właśnie suczka, która ma obcięte dwie przednie łapki. Kiedy była wyjmowana z klatki, łzy ciekły wszystkim nam po policzkach - mówi Ewa Gebert, prezes Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt OTOZ Animals. Organizacja uratowała do tej pory blisko 150 zwierząt z Ukrainy. Połowa z nich znalazła już nowe domy.

Ile zwierząt z Ukrainy udało się Państwu do tej pory uratować?

Przyjęliśmy 149 psów i kotów. W tym tygodniu dotrze kolejnych 40 zwierząt: 20 kotów i 20 psiaków. Wszystkie po przyjeździe przechodzą kwarantannę. Są leczone, szczepione przeciwko wszystkim chorobom, odrobaczane, są też czipowane, sterylizowane i kastrowane. Następnie szukamy im nowych domów. Do tej pory już połowa tych zwierząt znalazła nowe, cudowne domy, co napawa nas wielkim optymizmem!

Połowa? To imponujące, że tak szybko to się udaje!

Już w pierwszych dniach wojny dostaliśmy listę 300 osób, które chciały pomóc i adoptować psy i koty - albo jako tak zwany dom tymczasowy, albo jako dom stały.

A skąd są te zwierzęta? Z ukraińskich schronisk, fundacji czy może od osób prywatnych?

Współpracujemy z wolontariuszkami ze schroniska w Charkowie. Miasto jest bombardowane i znajduje się w niezwykle trudnej sytuacji. Są też u nas zwierzęta z Korostenia pod Żytomierzem, a także ze Lwowa.

Dzisiaj jesteśmy w bardzo dużych emocjach, właśnie z Charkowa przyjechała do nas suczka, która ma obcięte dwie przednie łapki. Kiedy - razem z opiekunkami - widziałyśmy, jak była wyjmowana z klatki, łzy ciekły wszystkim po policzkach. Sunia jest już oczywiście pod opieką lekarza weterynarii. Dostała środki przeciwbólowe, antybiotyk. Jest niezwykle wystraszona. Bardzo boi się ludzi. Zrobimy wszystko, by nam zaufała i później będziemy szukać dla niej nowego domu.

Rozumiem, że to nie jest żaden stary uraz, tylko sunia została zraniona w czasie wojny?

Niestety tak.

W jakim stanie psychicznym są te psy?

Przejeżdżając taki kawał drogi, wszystkie są w ogromnym stresie. Kiedy do nas docierają, na początku bardzo się boją. Chowają się za budami, ale później powolutku się oswajają. Po kilku dniach podchodzą do ludzkiej ręki, potem zaczynają się przytulać i miziać. Mamy filmiki, które pokazują, jak bardzo te psy się zmieniają. Kiedy widzą, że mamy dobre intencje, przełamują się.

Widziałam jeden taki filmik, na którym dwa psiaki ze strachu próbują wcisnąć się w najmniejszą szczelinkę między budą a ścianą boksu - tak bardzo są przestraszone. I rzeczywiście było to niezwykle poruszające.

Są to dwie suczki. Wołamy na nie Uszatki ze względu na śmieszne uszy. Powoli podchodzą do człowieka! Machają ogonkami, cieszą się na nasz widok. Dziś to już zupełnie inne psy. Przeszły ogromną metamorfozę i bardzo się z tego cieszymy. Takim psiakom później też jest łatwiej znaleźć dom.

 

A są takie, gdzie ten proces socjalizacji trwa trochę dłużej?

Tak. Mamy dwa takie pieski, które wciąż bardzo się boją, ale pracujemy nad tym. Wchodzimy do boksu, siedzimy przy nich. Powoli podchodzą do nas, wąchają. Wcześniej czy później na pewno się oswoją. Po tym, co przeszły, mają prawo tak się zachowywać.

A jaki jest stan fizyczny tych zwierząt? Wspomniała pani o tej jednej suni z poranionymi łapkami. Takich przypadków jest więcej?

Jest też druga suczka, która utyka na prawą łapkę. Ma uszkodzony staw kolanowy i będzie kulała do końca życia. Ale jest przesympatyczna i na pewno szybko znajdzie dom. Siedzi teraz koło mnie i zapewne słucha [śmiech].

Poza tym mieliśmy kilka psów bardzo chudych, z zapadniętymi bokami. Większość z nich jest jednak w dobrej kondycji fizycznej. W psychicznej już niestety nie.

Wspomniała pani wcześniej o kwarantannie - ile taka kwarantanna trwa?

15 dni. W tym czasie obserwujemy zwierzęta, sprawdzamy, czy są zdrowe. Szczepimy przeciwko chorobom zakaźnym, choć część zwierząt była wcześniej zaszczepiona - na granicy albo jeszcze w Ukrainie. Staramy się robić wszystko, żeby do nowych opiekunów trafiły zdrowe, z książeczką zdrowia. Choć oczywiście, jeśli później coś złego będzie się działo, zawsze można do nas przyjść - mamy lekarzy weterynarii i oczywiście pomożemy.

A gdyby ktoś chciał adoptować takiego psa czy kota, to gdzie powinien szukać informacji? Najlepiej na naszej stronie internetowej i na naszym Facebooku. Tam informujemy o zwierzętach z Ukrainy i nie tylko. Robimy im zdjęcia, filmiki. Opisujemy ich cechy charakterystyczne oraz ich historię.

Na Facebooku można też znaleźć pierwsze nasze adopciaki, czyli zwierzęta z Ukrainy w nowych, cudownych domach.

Obowiązuje jakaś konkretna procedura adopcyjna?

Trzeba przyjechać osobiście i przejść rozmowę adopcyjną. Kota lub psa można zobaczyć, zabrać na spacer, poznać się. Potem na spokojnie zastanowić się i podjąć decyzję. Dobrze, aby na takie spotkanie przyjechała cała rodzina - żeby wszyscy się poznali i zaakceptowali wybranego zwierzaka. Bardzo często przychodzą do nas osoby, które już mają psy i koty z naszych polskich schronisk. Biorą trzeciego czy czwartego zwierzaka, bo chcą pomóc.

Czyli już sprawdzone domy.

Tak. Cieszymy się, że jest wiele osób wrażliwych na psią i kocią krzywdę.

Pomagamy również w inny sposób. Przez granicę przerzuciliśmy ponad 30 ton karmy dla zwierząt. Dla schronisk z Ukrainy, ale i dla prywatnych właścicieli.

A pamięta pani te pierwsze chwile po wybuchu wojny? W kontekście właśnie waszej pracy i pomocy, z jaką ruszyliście? Były jakieś obawy, jak to wszystko uda się zorganizować, ogarnąć, pogodzić z bieżącą pracą dla zwierząt w Polsce, której przecież nie ubyło?

Do dzisiaj w zasadzie te emocje nas trzymają. Pamiętam, że wszyscy byli bardzo zmobilizowani. Od razu cała grupa - i pracowników, i wolontariuszy z naszej siedziby - pojechała na granicę. Do dziś zresztą tam jesteśmy, w Korczowej, gdzie mamy swoje stoisko i swojego człowieka, który cały czas pomaga właścicielom zwierząt przekraczającym granicę.

Będziemy pomagać dopóty, dopóki ten horror się nie skończy.

A jeśli ktoś chciałby pomóc w zbiórce i przekazać na przykład karmę, to jak się z państwem najlepiej kontaktować?

Najlepiej przez media społecznościowe. Mamy też adres e-mailowy adopcjeukraina@otoz.pl. Wystarczy do nas zadzwonić albo napisać, a my się skontaktujemy.

Oprócz karmy - bardzo potrzeba kontenerków i klatek dla zwierząt. Wiele osób, przekraczając granicę, swoje zwierzaki trzyma w torbie, w jakiejś siatce albo owinięte kocem. Potrzebne są nosidełka, kontenerki - aby zwierzęta, będąc w stresie, po prostu nie pouciekały.

Dla Ukraińców to jest bardzo ważne. Dla wielu osób zwierzęta to członkowie rodziny. Nie tylko ludziom, ale też i zwierzakom należy pomagać. Jeśli chcemy przyjąć kogoś, kto ma psa czy kota - przyjmijmy też ich czworonoga. Nie pozwólmy, aby uchodźcy byli zmuszeni do zostawienia swoich zwierząt na ulicach albo w schroniskach.

Niestety często się mówi, że Ukraińcy ze zwierzętami mają duży problem, by znaleźć jakieś mieszkanie w Polsce.

Jeśli ktoś z uchodźców ma psa lub kota i nie może znaleźć swojego miejsca, to prosimy, żeby się z nami kontaktował. Na Facebooku wrzucimy taką informację. Nie gwarantujemy, że na pewno uda się znaleźć takie miejsca, ale staniemy na głowie, aby pomóc. Dla kilkunastu osób udało się już znaleźć lokum.

To jaki jest plan na dalsze działania?

Na pewno znalezienie nowych domów dla kolejnych zwierząt. Zarówno dla tych z Ukrainy, jak i z Polski. Adopcja to bilet do nowego życia. Chcę podkreślić, że nie zapominamy o zwierzętach w polskich schroniskach. Prowadzimy 10 schronisk i przytulisk, dzięki naszej kampanii adopcyjnej ponad 90 procent naszych zwierząt znajduje nowe domy.

Oczywiście dalej będziemy pracować z wolontariuszami z Ukrainy. Dalej będziemy zbierać karmę, klatki, smycze, szelki i wysłać je do Ukrainy.

Wiemy, że to kropla w oceanie potrzeb. Chcielibyśmy zrobić dużo więcej, ale do tego potrzebujemy też wsparcia. Jesteśmy organizacją pożytku publicznego, która jest upoważniona do zbierania 1 procenta. Nasz Krajowy Rejestr Sądowy KRS to 0000069730.

Pomoc społeczeństwa jest dla nas bardzo istotna. To dzięki niej możemy ratować jeszcze więcej zwierząt. Wszystkim darczyńcom, ludziom wielkiego serca serdecznie dziękujemy.

DOSTĘP PREMIUM