Rząd "sypie piach w tryby" negocjacji z kontrolerami lotów. "To szukanie kozła ofiarnego"

Zdaniem Mariusza Piotrowskiego, z portalu fly4free, kryzys wokół polskiego nieba zdominowała polityka. - Wydaje mi się, że jest w tym jakiś cel polityczny, czyli próba przedstawienia kontrolerów jako grupy superchciwej - mówił w TOK FM.
Zobacz wideo

Spór władz Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej z kontrolerami lotów trwa już kilka miesięcy. Pracownicy wież z Warszawy masowo składają wypowiedzenia. Odchodzą z dwóch powodów. Nie zgadzają się na obniżenie pensji, czyli rozwiązanie forsowane przez poprzednie kierownictwo agencji. Ale wskazują też na warunki pracy. Według nich na wieży nie może pracować tylko jedna osoba, bo stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu lotniczego. Brak porozumienia grozi częściowym paraliżem na polskim niebie, może dojść do wielu odwołanych lotów. 

- Czasu na porozumienie jest mało, PAŻP chciałby się szybko dogadać, żeby uniknąć skandalu. Bo to będzie skandal, jeżeli stracimy kontrolę nad polskim niebem, bo część kontroli przejmą sąsiednie ośrodki. Z kolei kontrolerzy chcieliby całościowego porozumienia dotyczącego wszystkich kwestii, o których mówią od dwóch lat, a które wciąż nie są rozwiązane - mówił w TOK FM Mariusz Piotrowski z portalu fly4free.

W Sejmie - gdzie strony spotkały się w poniedziałek na posiedzeniu podkomisji ds. transportu lotniczego, minister infrastruktury Andrzej Adamczyk przekonywał, że w kwestii standardów bezpieczeństwa PAŻP i kontrolerzy już się porozumieli, a do ustalenia pozrastały jedynie sprawy płacowe. Po czym - przedstawił dane - z których jego zdaniem wynika, że mają zbyt wygórowane oczekiwania. O ogromnych postulatach płacowych kontrolerów mówił też rzecznik rządu Piotr Müller. Według niego strona związkowa proponuje, aby średnie wynagrodzenie kontrolera lotów w Warszawie wynosiło ok. 80 tys. zł miesięcznie podczas gdy osoby te obecnie zarabiają średnio ok. 33 tys. zł miesięcznie. Zdaniem kontrolerów - rząd i PAŻP manipulują danymi, po to żeby nastawić opinię publiczną przeciwko nim. 

Jak zauważył Mikołaj Lizut, Ministerstwo Infrastruktury "sypie w tych negocjacjach piach w tryby, mówiąc rzeczy, które doprowadzają kontrolerów do furii podczas komisji sejmowej". Także zdaniem Mariusza Piotrowskiego kryzys wokół polskiego nieba zdominowała polityka. - Wydaje mi się, że jest w tym jakiś cel polityczny, czyli próba przedstawienia kontrolerów jako grupy super chciwej - ocenił.

Dodał, że według kontrolerów podwyżki rzeczywiście mają być, ale przede wszystkim dla pracowników portów regionalnych. - Ze względu na to, że poprzednia propozycja PAŻP-u - dotycząca anulowania wypowiedzeń zmieniających dla kontrolerów z Warszawy - oznaczałaby, że kontrolerzy z Warszawy zarabialiby jak przed pandemią, a ich koledzy z portów regionalnych zarabialiby znacznie mniej - wyjaśnił ekspert.

Gość TOK FM po raz kolejny podkreślił więc, że jego zdaniem trudno "szukać jakichkolwiek innych powodów tak ostrej retoryki niż powody polityczne". Według niego rząd, widząc możliwą katastrofę, stara się zmyć odpowiedzialność z siebie. - Wydaje mi się, że to szukanie winowajcy. Będzie jasny kozioł ofiarny, który jest możliwie jak najdalej od PAŻP-u, od rządzącej partii politycznej - mówił.

Piotrowski wskazał jednak wyraźnie, że to na Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej spoczywa wina za kryzys. - Mamy do czynienia z sytuacją, w której pracodawca de facto zwolnił kontrolerów, którzy nie zgadzali się na zmianę warunków zatrudnienia. I teraz, w toku tych negocjacji prosi ich o to, aby łaskawie zgodzili się do tej pracy wrócić. Więc to na PAŻP-ie spoczywa pełna odpowiedzialność za ewentualne odwołane połączenia - podkreślił.

- Być może strona rządowa zdaje sobie sprawę z tego, że tego czasu [na porozumienie - red.] właściwie już nie ma. Wcześniej mówiono, że ten czas mamy do piątku, dziś jest poniedziałek i po tej porannej komisji bardzo trudno być optymistą - podsumował ekspert.

DOSTĘP PREMIUM