Rosja zakręciła kurek z gazem do Polski. Ekspert uspokaja. "To stacja benzynowa Putina potrzebuje nas, a nie my jej"

- Jesteśmy kilka godzin po rozpoczęciu kolejnego już w historii kryzysu gazowego, ale tym razem jesteśmy przygotowani. Można sobie wyobrazić, że będziemy mieli tyle gazu, że z naszej pomocy będą mogli skorzystać np. Niemcy. Wszystko zależy od tego, czy jesteśmy rodzynkiem w polityce rosyjskiej, czy zaraz zobaczymy przerwę dostaw w innych kierunkach - komentował w TOK FM Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.
Zobacz wideo

Rosja wstrzymała dostawy gazu do Polski w ramach kontraktu jamalskiego – dowiedział się nieoficjalnie Onet. Portal informuje też, że w Ministerstwie Klimatu zebrał się sztab kryzysowy. Informację tę potwierdziło wieczorem PGNiG. Polska spółka podała, że Gazprom poinformował ją, że od środy, od godziny 8 czasu polskiego, nastąpi całkowite wstrzymanie dostaw gazu w ramach kontraktu jamalskiego. Podanym przez Gazprom powodem jest odrzucenie przez PGNiG płatności w rublach.

- Zakręcenie kurka nastąpiło. Z oficjalnych danych przekazanych przez stowarzyszenie operatorów gazociągów przesyłowych w Europie wynika, że od ok. 2 w nocy dzisiaj nie płynie rosyjski gaz przez gazociąg jamalski w punkcie, w którym wchodzi na terytorium Polski z Białorusi - powiedział w TOK 360 FM Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. - Jest to kolejny argument za tym, żeby porzucić dostawy gazu z Rosji, bo nigdy nie można na nich polegać - wskazał gość Adama Ozgi.

Minister klimatu Anna Moskwa zapewniła na Twitterze, że "Polska posiada niezbędne rezerwy gazu oraz źródła dostaw, które chronią nasze bezpieczeństwo, a magazyny gazu są napełnione w 76 proc".

Także Jakóbik uważa, że Polska jest w stanie poradzić sobie bez gazu z Rosji, bo na ten kryzys przygotowywała się od wielu lat. - Gdyby Putin zakręcił kurek z gazem na dłużej, Polska przestawiłaby się w całości na dostawy gazu z innych kierunków i przyspieszyła plan, który miał zostać zrealizowany do końca 2022 roku. Mamy wypełnione magazyny w ponad 70 proc. co oznacza, że przez kilkadziesiąt dni moglibyśmy radzić sobie bez jakichkolwiek dostaw gazu. Natomiast nie mamy takiego przymusu, możemy sprowadzać gaz z innych kierunków - ocenił ekspert. Dodał, że możemy wykorzystywać chociażby powiększony terminal LNG, 1 maja rozpocznie pracę gazociąg Polska-Litwa, w wakacje będzie gotowy gazociąg Polska-Słowacja, a do końca roku ma być powstać także gazociąg Baltic-Pipe.

- Można sobie wyobrazić, że będziemy mieli tyle gazu, że z naszej pomocy będą mogli skorzystać np. Niemcy. Wszystko zależy od tego, czy jesteśmy rodzynkiem w polityce rosyjskiej, czy zaraz zobaczymy przerwę dostaw w innych kierunkach. A także, czy jest to sprawa chwilowa czy długoterminowa - mówił Jakóbik. - Jesteśmy kilka godzin po rozpoczęciu kolejnego już w historii kryzysu gazowego, ale tym razem jesteśmy przygotowani - podkreślił i dodał, że uzupełnianie zapasów gazu w Polsce zaczęło się 25 lutego - od razu po ataku Rosji na Ukrainę.

Czy należy się spodziewać podwyżek cen gazu?

Jak mówił redaktor naczelny BiznesAlert.pl nie do końca jeszcze wiadomo jaki wpływ na rynek będzie miał ewentualny brak dostaw rosyjskiego gazu. W tej chwili widać obawy inwestorów. - Europejska giełda zareagowała natychmiast kilkunastoprocentowymi podwyżkami. Po kilku minutach była już widoczna szybująca bardzo szybko linia w górę - relacjonował dziennikarz. 

Ekspert podkreślił jednak, że zostały wprowadzone różne mechanizmy chroniące odbiorców gazu, formy subsydiów, regulowania cen energii. - Jeszcze w grudniu 2021 r. pisałem o tym, że kryzys energetyczny, który trwa przecież od wakacji 2021 roku, zmusi Europę do wprowadzenia quasi wojennej gospodarki gazowej z tego względu, że Europa jako kontynent będzie miała za mało gazu przed zimą. A największy problem wystąpi przed zimą 2022/2023 roku. To wszystko jest przed nami - mówił.

- Natomiast radzimy sobie całkiem nieźle i jeśli jako Europa będziemy reagować, to szybko i skutecznie sobie poradzimy. Bo to stacja benzynowa Putina potrzebuje nas, a nie my jej - podsumował Jakóbik.

DOSTĘP PREMIUM