Ziobro nie wiedział, kto chciał "tłuc kaściaków"? "Powinien stracić urząd już dawno temu"

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wciąż twierdzi, że nie wiedział, że w podległym mu resorcie działała grupa hejterów. - Aż o tak daleko idący brak wiedzy bym go nie podejrzewał, bo on raczej jest znany z tego, że lubi dużo wiedzieć. Pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości były przekazywane m.in. na zakup Pegasusa, więc ta wiedza ministra na ogół jest naprawdę na wysokim poziomie - mówił w TOK FM prof. Krystian Markiewicz, sędzia, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia".
Zobacz wideo

"Afera hejterska" w Ministerstwie Sprawiedliwości, dotycząca akcji dyskredytowania niezależnych sędziów, wybuchła trzy lata temu. W ostatnim czasie OKO.press i Onet dotarły do zapisów rozmów, które w grupach na komunikatorach - WhatsAppie i Signalu - prowadzili sędziowie, którzy popierają zmiany w sądach wprowadzane przez obecną władzę. Byli oni skupieni wokół byłego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka, a w konwersacjach posługiwano się m.in. sformułowaniem "utłucz jakiegoś kaściaka". 

W piątek afera miała być tematem sejmowej komisji sprawiedliwości. Jednak jej posiedzenie zostało przerwane. Komisja miała wysłuchać informacji resortu sprawiedliwości na temat ujawnionych w mediach nowych okoliczności w sprawie. Na sali nie pojawiły się jednak władze resortu, byli za to sędziowie, którzy chcieli o aferze opowiedzieć. Przewodniczący komisji, Marek Ast z PiS, uznał, że ich obecność jest nieuprawniona. 

Prezes "Iustitii": Domagamy się dymisji ministra Ziobry

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wciąż twierdzi, że nie wiedział, że w podległym mu resorcie działała grupa hejterów. Zdaniem prof. Krystiana Markiewicza, sędziego, prezesa Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" i jednej z ofiar afery, to by oznaczało, że "minister nie jest w ogóle kompetentny do tego, żeby kierować jakimkolwiek urzędem". Jak zaznaczył, istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że minister "po prostu kłamie". - Aż o tak daleko idący brak wiedzy bym ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego nie podejrzewał, bo on raczej jest znany z tego, że w różny sposób lubi dużo wiedzieć. Pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości były przekazywane m.in. na zakup Pegasusa, więc ta wiedza ministra na ogół jest naprawdę na wysokim poziomie - mówił gość Pierwszego Śniadania w TOK-u.

Jak wskazał rozmówca Piotra Maślaka, w ciągu tych trzech lat, które minęły od ujawnienia sprawy, nikt nie poniósł za nią absolutnie żadnych konsekwencji. - Wszystkie osoby, które były związane z tą aferą, mają się jak pączek w maśle. Kształcą sędziów w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, zasiadają w Krajowej Radzie Sądownictwa, gdzie decydują, kto będzie sędzią Rzeczpospolitej Polskiej, sprawują funkcje prezesów sądów, awansują, a prokuratura nie robi nic - podkreślił prof. Markiewicz.

W jego ocenie minister Ziobro nie chce, aby wyjaśniony został sposób działania wymiaru sprawiedliwości pod jego nadzorem. - Funkcjonowania tych, którzy dumni są z tego, że np. przesłuchują sędziów i mówią o swoim miejscu pracy "katownia". Jeżeli ktoś posługuje się takim sformułowaniem, to zakrawa już o potrzebę przeprowadzenia jakichś poważnych badań psychiatrycznych - mówił sędzia. Jak pisało Oko.press określeniem "katownia" lub "kastownia" zastępcy rzecznika dyscyplinarnego określali biuro centralnego rzecznika dyscyplinarnego dla sędziów.

- Domagamy się od premiera takich działań, które doprowadzą do dymisji ministra Ziobry - wskazał prezes "Iustitii". - Przecież to, co się dzieje w wymiarze sprawiedliwości, powinno skutkować tym, że powinien stracić swój urząd już dawno temu - argumentował sędzia Markiewicz. 

Tzw. sędziowie hejterzy kandydatami do KRS na nową kadencję

Członkami grupy Kasta/Antykasta byli m.in. też, przedstawieni obecnie jako kandydaci do Krajowej Rady Sądownictwa, Dariusz Drajewicz, Rafał Puchalski i Maciej Nawacki. Zdaniem prezesa "Iustitii" nie można dopuścić do wyboru tych sędziów.

- Nie mam wątpliwości, że na ten moment kluczowe jest zatrzymanie wyborów tych członków do Krajowej Rady Sądownictwa. Bo już nie tylko sam sposób wyboru tych członków jest niezgodny ze standardami, ale i te osoby - wskazał. Dodał, że "nie może być tak, że członkiem organu konstytucyjnego jest osoba, której dialogi nie przypominają jakichkolwiek słów parlamentarnych, ale raczej działanie w grupie przestępczej". Jak wskazał, nie chodzi jednak tylko o język. - To skandal, że organ konstytucyjny wybiera, jak to oni mówią: naszych sędziów, bo inaczej mogliby pomarzyć o takim awansie. To przypomina naprawdę dialog z "Ojca chrzestnego", a nie rozmowy sędziów czy prawników - ocenił.

- Jeżeli będziemy przechodzić nad takimi rzeczami do porządku dziennego, to znaczy, że już nie mamy jakiejkolwiek reakcji na tworzenie z państwa demokratycznego państwa autorytarnego. A potem będziemy się ewentualnie zastanawiać tylko, jak bardzo dzieli nas działanie polskich władz od działania władz Federacji Rosyjskiej - podsumował prof. Markiewicz.

DOSTĘP PREMIUM