Wójt z PiS wyrzucił ze świetlicy ukraińskie rodziny. "To wszystko się działo w Tygodniu Miłosierdzia"

30 ukraińskich kobiet z dziećmi zostało wyrzuconych ze świetlicy w Chotyńcu, bo wójt gminy Radymno postanowił ją zamknąć - informuje "Gazeta Wyborcza". Jak relacjonuje jedna z wolontariuszek, choć otrzymał od wojewody ćwierć miliona złotych, to domagał się opłacenia rachunków przez osoby, które pomagały rodzinom ukraińskim.
Zobacz wideo

Świetlica w Chotyńcu w województwie podkarpackim służyła uchodźcom przez dwa miesiące. Trafiły tam kobiety z małymi dziećmi, osoby niepełnosprawne, chore, które uciekły przed wojną. Przybysze byli tak straumatyzowani, że potrzebowali 2-3 dni, żeby nabrać zaufania - dopiero wtedy zaczynali rozmawiać. Pomagała im cała wieś - od kobiet z Koła Gospodyń Wiejskich, przez sołtyskę i radnego, po księdza. Dzięki temu uchodźcy poczuli się bezpiecznie i się zaaklimatyzowali.

Wolontariuszka z Chotyńca opowiada w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że jeszcze 23 kwietnia przebywający w tamtejszej świetlicy uchodźcy z Ukrainy świętowali prawosławną Wielką Sobotę. - Święta miały być taką namiastką normalności. Było święcenie koszyczków, dziewczyny zrobiły sałatki. Wspólnie z uchodźcami z Ukrainy święciliśmy pokarm. W naszej wsi są rzymskokatolicy, prawosławni i grekokatolicy. To były nasze wspólne święta - mówi Agata Małańczak.

Zaraz po świętach okazało się, że wójt miał zlecić zamknięcie świetlicy w trybie natychmiastowym. Wolontariuszka dowiedziała się o tym od jednego z radnych Chotyńca. Już we wtorek 26 kwietnia po uchodźców przyjechał autobus, który miał ich zabrać do Hali Kijowskiej w Korczowej.

- Nasze dziewczyny nie weszły do tego autobusu. Wezwano policję, ale policjanci zachowali się bardzo przyzwoicie. W końcu odjechali - relacjonuje Agata Małańczak. I dodaje, że wolontariusze zaczęli wtedy szukać nowego lokum dla swoich podopiecznych. Osiem osób miał przyjąć proboszcz nowej parafii w Radymnie, a kolejną grupę - rodzina z tej miejscowości. W tym czasie na polecenie wójta wymieniono wszystkie zamki w drzwiach do świetlicy. - Nie mamy pojęcia, dlaczego wójt zamknął świetlicę, dlaczego wyrzucił uchodźców. Z nami nie rozmawiał - podkreśla wolontariuszka w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Dodaje: "To wszystko się działo w Tygodniu Miłosierdzia".

Wolontariuszka mówi także, że wójt chciał zlikwidować ich świetlicę już krótko po tym, jak zaczęli przyjmować uchodźców. Zlikwidował wtedy świetlicę w Piaskach. - Nam powiedział, że jeśli chcemy dalej działać, to musimy wynająć świetlicę i opłacać rachunki. Nie zgodziłyśmy się na to, bo wiedziałyśmy, że wójt dostał od wojewody 250 tys. zł na pomoc uchodźcom. Jedzenie, wszystkie inne rzeczy pochodziły od darczyńców - mówi Agata Małańczak.

Wójt gminy Radymno Bogdan Szylar nie chciał rozmawiać z "Gazetą Wyborczą". W jego imieniu e-mailem wypowiedziała się sekretarz gminy Beata Gałęza: "Po kilku dniach od wybuchu wojny, na podstawie decyzji Wojewody powstał punkt recepcyjny w Młynach w Hali Kijowskiej, który jest w stanie przyjąć nawet kilka tysięcy osób. Ostatnie dni pokazują, że skala napływu uchodźców uległa znacznemu zmniejszeniu, co oznacza, że aktualnie nie ma konieczności funkcjonowania dodatkowych punktów dla uchodźców".

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM