"Dzień dobry, poproszę polisę od wojny". Polacy zderzają się ze ścianą. "Co najmniej siedem powodów"

Wojna zmieniła rynek ubezpieczeń, a Polacy masowo chcą ubezpieczać domy, mieszkania i majątek. - Dzwonią hurtowo na infolinię, pytają bezpośrednio agentów albo też wysyłają maile do wyspecjalizowanych departamentów - produktowego i obsługi klienta. Zresztą pytają też sami agenci - i telefonicznie, i mailowo - mówi w rozmowie w tokfm.pl Beata Borkowska. Ekspertka Unilink wskazuje też na zakazy, które w ostatnich tygodniach już wprowadziła część towarzystw.
Zobacz wideo

Dorota Kalinowska-Bartosiewicz, tokfm.pl: Wojna w Ukrainie spowodowała, że Polacy jeden przez drugiego pytają o ubezpieczenie od wojny. Jak duże jest zainteresowanie?

Beata Borkowska: Dziennie otrzymujemy kilka, kilkanaście zapytań w tym temacie. Można zatem powiedzieć, że ich liczba idzie już w setki, choć przed 24 lutego, czyli przed wybuchem wojny w Ukrainie były to zaledwie pojedyncze przypadki. Teraz Polacy hurtowo dzwonią na infolinię, pytają bezpośrednio agentów albo też wysyłają maile do wyspecjalizowanych departamentów - produktowego i obsługi klienta. Zresztą pytają też sami agenci - i telefonicznie, i mailowo.

Do czego można ten nagły wzrost porównać?

Do zainteresowania panelami fotowoltaicznymi - szczególnie kiedy w 2019 roku wprowadzono do nich rządowe dofinasowane w programie "Mój prąd". Wcześniej niewielu o nich słyszało, a jeszcze mniej w ogóle zastanawiało się nad ich montażem. Z polisami od ryzyk wojennych jest teraz podobnie - nikt się nimi specjalnie nie interesował, a teraz nagle wszyscy. "To może i ja ich potrzebuję, w końcu wojna jest za naszą wschodnią granicą" - tak myślą teraz Polacy.

Takich ubezpieczeń nigdy nie było i nie ma w ofercie - usłyszą jednak w odpowiedzi od agentów ubezpieczeniowych.

Zgoda! Co do zasady nie można się ubezpieczyć na wypadek wojny. A to oznacza też, że Kowalski nie ma możliwości wykupienia indywidualnego ubezpieczenia od wojny, jak np. OC i AC dla kierowców.

Dlaczego?

Każda polisa - majątkowa, komunikacyjna, na życie lub na zdrowie - standardowo wyklucza w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia ochronę na wypadek szkód powstałych w wyniku wojny lub aktów terroryzmu, bo tak brzmi pełen standardowy zapis. To powszechna praktyka nie tylko w Polsce, ale i za granicą.

Czym szczegółowo tłumaczą to towarzystwa ubezpieczeniowe?

Powodów podają co najmniej siedem. Niemożliwe jest określenie ryzyka wybuchu konfliktu, czasu jego trwania, intensywności działań zbrojnych czy też maksymalnych kosztów zniszczeń i ewentualnie ich pokrycia w całości. W tym ostatnim przypadku, gdyby tak było, towarzystwa utraciłyby płynność finansową, a co za tym idzie stanęłyby na skraju bankructwa. A muszą przecież chronić własny portfel. Nie mówiąc już o tym, że przeprowadzenie wyceny szkody - nawet na ogólnie znanych zasadach - na terenie ogarniętym wojną jest niemal niemożliwe. Podobnie jak niemożliwe jest też np. wyliczenie wysokości składki. Wojna jako taka wymyka się statystykom.

Skoro już o składkach mowa - a gdyby jednak ktoś się uparł? "Kupię polisę na wypadek wojny, kasę mam. Cena nie gra roli".

Nie ma takiej możliwości - ryzyka wojenne nie podlegają negocjacjom.

Klient nasz pan - ta zasada w tym przypadku nie zadziała?

Nie działa, bo zapis o wyłączeniu ryzyk wojennych jest nie do ruszenia. Podobnie zresztą jak ten mówiący o aktach sabotażu, protestach czy stanie wyjątkowym - by wspomnieć tylko o tych najbardziej drastycznych. A to oznacza też, że w przypadku wojny nie ma możliwości, by ubezpieczenie pokryło np. koszty zniszczeń domu czy mieszkania.

A jeśli mieszkanie będzie własnością banku? To sytuacja milionów Polaków, którzy spłacają kredyt i mają cesję na bank.

Nadal nic się nie zmieni - działania wojenne są generalnym wyłączeniem, więc nie ma przesłanek do wypłaty odszkodowania. Co innego, jeśli na dom spadnie np. samolot NATO - a tych nie brakuje teraz na polskim niebie. Wtedy taka szkoda nie jest traktowana jako działanie wojenne. Upadek statku powietrznego - tak mówimy o tym w branży - to zdarzenie losowe, które mieści się w zakresie polisy. O ile wcześniej ją wykupiliśmy. Odszkodowanie nam się więc należy.

W rozmowach agenci ubezpieczeniowi zastrzegają jednak: Mogą się zdarzyć polisy "na specjalnych warunkach" rozszerzone o odpowiednie zapisy dotyczące wojny. Czego w takim razie dotyczą?

Ubezpieczenia sprzętu, który może się znaleźć na terenach objętych wojną. W tym przypadku chodzi m.in. o wozy transmisyjne i kamery telewizyjne. Choć to sytuacje wyjątkowe. A i trzeba też wiedzieć, że wszystko zależy od decyzji konkretnego towarzystwa ubezpieczeniowego - nie ma gwarancji, że będzie ona pozytywna i klient otrzyma ochronę w tym zakresie. To firma decyduje, kogo i w jakim zakresie objąć ochroną.

Jedno z towarzystw ubezpieczeniowych pisze też wprost: "w przypadku śmierci ubezpieczonego w wyniku działań wojennych, w których wziął udział nieświadomie i wbrew własnej woli, nasza firma wypłaci świadczenie".

To wyjątek od wyjątku. I nie tyle specjalne ubezpieczenie na wypadek wojny, a dodatkowe zapisy w ramach polisy. Po drugie - firma wypłaci odszkodowanie, o ile ubezpieczony sam z siebie nie pojedzie na front, żeby np. zobaczyć wojnę "z bliska". Albo np. dobrowolnie nie przyłączy się do działań zbrojnych.

To ubezpieczenia majątkowe czy np. na życie i zdrowie. A co z ubezpieczeniami transportowymi?

Nadal nie ma tu możliwości zawarcia umów rozszerzonych o specjalne klauzule od następstw wojny. Jedynym wyjątkiem jest ubezpieczenie cargo - i to też pod warunkiem, że w chwili zawierania umowy na danym terenie nie wybuchła wojna. Co więcej, i w tym przypadku ostateczną decyzję podejmie towarzystwo ubezpieczeniowe: jeśli uzna, że ryzyko jest za duże, może odmówić zawarcia umowy.

Weźmy kolejną kategorię - ubezpieczenia turystyczne.

Niektóre towarzystwa proponują rozszerzenie ochrony od ryzyk wojennych w sytuacji pasywnego udziału w wojnie np. o koszty transportu, pokrycia kosztów leczenia, uszkodzenia ciała czy nawet śmierci. Przy czym dotyczy to tylko tych ubezpieczonych, których działania zbrojne dotknęły w trakcie podróży zagranicznej. W kraju taka polisa nie obowiązuje. Co ważne, to stan na dziś - w związku z sytuacją na Ukrainie wiele towarzystw już zaczęło się z tej oferty wycofywać i wstrzymuje w ogóle rozszerzenie zakresu polis turystycznych o działania zbrojne.

Ale są też ograniczenia terytorialne, które…

… wyłączają odpowiedzialność ubezpieczyciela do wybranych zdarzeń na terenie konkretnego państwa - np. ryzyka kradzieży dla ubezpieczeń komunikacyjnych w Ukrainie, Białorusi, Rosji i Mołdawii. Lub - to drugi przypadek - całkowicie wyłączają odpowiedzialność ubezpieczyciela w danym kraju. Przykładem - jak na razie jedynym - jest Ukraina.

Jak jeszcze wojna zmieniła rynek ubezpieczeń?

W ostatnich tygodniach część towarzystw wprowadziła np. zakaz zawierania polis turystycznych dla osób udających się na Ukrainę. Część zaczyna też weryfikować powiązania biznesowe ubezpieczanego z Rosją i Białorusią. Ostatnio dostaliśmy też kolejną informację - na razie od jednego z towarzystw. Także o zakazie zawierania umów w zakresie klauzul wojennych dla ubezpieczeń NNW i ubezpieczeń szkolnych, które co do zasady obowiązują tak w Polsce, jak i na całym świecie. A to oznacza, że jeśli ktoś wyjedzie tam, gdzie toczą się działania zbrojne i zdarzy się wypadek, to na ochronę nie ma co liczyć. Podobnych zaostrzeń uregulowań może być w przyszłości więcej. Można się spodziewać, że docelowo wprowadzi je większość towarzystw ubezpieczeniowych. Na razie zrobiło to kilka z ponad 40, które mamy w ofercie. Ale to firmy wiodące.

DOSTĘP PREMIUM