"Złapałam się za głowę". Posłanka o "przerażających" wnioskach z raportu NIK o komisji ds. pedofilii

- Jeżeli są pieniądze państwowe, czyli nasze, z naszych podatków, to każda złotówka powinna zostać wydatkowana zgodnie z rachunkowością, z gospodarką finansową. Nie może być tak, że nasze pieniądze nie są wydatkowane zgodnie z prawem - mówiła w TOK FM posłanka Nowej Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus.
Zobacz wideo

"Gazeta Wyborcza" dotarła do wstępnego raportu Najwyższej Izby Kontroli z kontroli wykonania przez Państwową Komisję d. Pedofilii budżetu za ubiegły rok. Najwyższa Izba Kontroli zarzuca w nim komisji niegospodarność. Miała ona polegać m.in. na zatrudnieniu dodatkowych osób, gdy prace nad wszczynaniem postępowań dotyczących pedofilii zostały wstrzymane, do czasu przyjęcia zmian w prawie. Mimo, że komisja nie prowadziła swojej statutowej działalności, zatrudniono w departamencie postępowań wyjaśniających trójkę pracowników. A ci zarabiają bardzo dobrze. W ubiegłym roku szef komisji wystąpił o podwyżkę zarobków dla jej członków do poziomu sekretarzy stanu. Prezydent Duda się zgodził i członkowie komisji zaczęli otrzymywać 12,6 tys. złotych wynagrodzenia plus dodatki. 

Kontrolerzy NIK dopatrzyli się także wielu nieprawidłowości przy udzielaniu zewnętrznych zleceń. Chodzi między innymi o nowe logo komisji, które kosztowało ok. 40 tys. złotych. Poprzednie, było zamówione pół roku wcześniej - za 8 tys. złotych. Do tego oferta i umowa na doradztwo przy przygotowaniu kampanii społecznej miała być zawarta przez SMS. Komisja nie chciała się odnieść do sprawy, ponieważ ostateczny kształt raportu NIK nie został jeszcze przez Izbę przyjęty, a do wstępnego złożyła zastrzeżenia. 

Do raportu NIK dotarła też posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus. - Powiem szczerze, że złapałam się za głowę, bo nie przypuszczałam, że można w tak niegospodarny sposób funkcjonować - mówiła w TOK FM. 

Gościni Mikołaja Lizuta relacjonowała, że na pierwszych stronach raportu, z którymi się zapoznała, są informacje jeszcze bardziej wstrząsające, niż wymienione wyżej. - Główne wnioski, które zostały opisane przez kontrolerów, mówią o tym, że brak jest dokumentów finansowych, nie było w ogóle prowadzonej gospodarki finansowej, nie było żadnego planu wydatków. Nie ma się zatem do czego odwołać i nie można stwierdzić czy pieniądze zostały wydane zgodnie z planem, czy nie. Nie były prowadzone księgi rachunkowe. To jest porażające - oceniła Scheuring-Wielgus.

Posłanka Lewicy alarmowała, że w świetle tych informacji zarządzanie komisją to "jakaś totalna porażka". - Jeżeli są pieniądze państwowe, czyli nasze, z naszych podatków, to każda złotówka powinna zostać wydatkowana zgodnie z rachunkowością, z gospodarką finansową. Nie może być tak, że nasze pieniądze nie są wydatkowane zgodnie z prawem - podkreśliła.

"Zrobiono taką pozorowaną komisję, żeby zamknąć ludziom buzię"

Przypomnijmy, że państwowa komisja ds. pedofilii została powołana w 2019 r. w reakcji na filmy braci Sekielskich o nadużyciach w Kościele. Wnioski zaczęła jednak przyjmować dopiero pod koniec 2020 r. - Powołanie komisji od samego zarania było źle skonstruowane. Zrobił to minister Ziobro po to, żeby ludziom zamknąć buzię i powiedzieć: tak, my zajmujemy się pedofilią - oceniła Scheuring-Wielgus.

Jej zdaniem komisja ds. pedofilii powinna wyglądać zupełnie inaczej. - Złożyłam projekt komisji z prawdziwego zdarzenia, gdzie ludzie pracujący w komisji mają narzędzia do tego, żeby wszystkie dokumenty sprawdzać, mieć nacisk na biskupów czy księży - mówiła. - To nie zostało przyjęte, tylko zrobiono taką pozorowaną komisję - podsumowała posłanka Nowej Lewicy. 

DOSTĘP PREMIUM