Aż 17 procent badanych osób ze społeczności LGBT+ doświadczyło bezdomności. Na jakie wsparcie mogą liczyć?

Chodzi m.in. o osoby młode, wyrzucane z domu przez rodziców tylko dlatego, że przyznają się do swojej orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej. "Wynoś się" - słyszą często od najbliższych. Wsparciem dla nich jest m.in. mieszkanie interwencyjne i hostel w Warszawie.
Zobacz wideo

19-letni Kamil (imię zmienione) z dnia na dzień znalazł się na ulicy. Po tym, jak wyznał rodzicom, że jest gejem, ci wygonili go z domu. - Wynoś się - wykrzyczeli mu prosto w twarz. Usłyszał też, że nie chcą takiego syna i że nic ich nie obchodzi, dokąd pójdzie.

Wybiegł z domu dosłownie z tym, co miał pod ręką. - Dziś wiem, że dobrze się stało. Owszem, znalazłem się "na lodzie", zostałem na chwilę bezdomnym, ale było warto - mówi z perspektywy kilku miesięcy. Na kilka dni zatrzymał się u koleżanki, a potem w sieci znalazł informację o mieszkaniu interwencyjnym dla takich jak on - osób ze społeczności LGBT+ w kryzysie bezdomności.

Mieszkanie jest prowadzone przez trzy organizacje pozarządowe: Fundację PO DRUGIE, Kampanię Przeciw Homofobii i Stowarzyszenie My Rodzice. Skontaktował się z fundacją. - Powiedzieli, że zrobią wszystko, by mi pomóc - opowiada. I tak się stało.

Chłopak w fundacyjnym mieszkaniu mieszkał przez dwa miesiące. W tym czasie podjął pracę w gastronomii, jednocześnie był pod opieką psychologa, złożył dokumenty na studia i się na nie dostał. Dziś mieszka już na stancji - stara się na nowo ułożyć swoje relacje z rodzicami. - To mieszkanie, do którego trafiłem, było dla mnie wsparciem. Miałem gdzie spać - tłumaczy.

Mieszkanie ma swój regulamin. Nie można w nim np. pić alkoholu. Od marca 2021, gdy mieszkanie ruszyło, dach nad głową znalazło tu już kilkadziesiąt osób. Gdy jedni się wyprowadzają, wprowadzają się inni. Nie ma wygórowanych wymagań. - Jeśli uznajemy, że sytuacja jest trudna, dramatyczna, pomagamy - tłumaczy Agnieszka Sikora.

W Polsce wielu młodych ludzi we własnych domach - ze strony swoich rodziców - doświadcza przemocy z powodu orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej. U Kamila najpoważniejsze problemy zaczęły się tuż przed maturą. To wtedy na imprezie poznał Wojtka (imię zmienione). Świetnie im się dyskutowało, zaczęli się regularnie spotykać. Chłopak po raz pierwszy na poważnie się zakochał. W maju został u Wojtka na noc. Gdy wrócił nad ranem do domu, w drzwiach czekali rodzice. Z awanturą.

- Wiele razy słyszałem od nich, że nic nie potrafię, nic nie osiągnę, jestem beznadziejny. Płakałem w samotności. W naszym domu codziennością była cisza - opowiada. Tego majowego dnia ciszy nie było. Doszło do szarpaniny, ale też wyzwisk i słownej nienawiści. W końcu wybiegł przed siebie. Nie chciał dłużej się wstydzić ani niczego ukrywać.

***

Osoby LGBT+ w Polsce bardzo często doświadczają różnych form przemocy związanej z homofobią czy transfobią. Sprzyja temu m.in. obecna sytuacja polityczna i nagonka na LGBT+ ze strony partii rządzącej i Kościoła - choćby słowa jednego z kościelnych hierarchów o "tęczowej zarazie" .

Ale zachowań przemocowych wobec gejów, lesbijek czy osób trans dopuszczają się m.in. ich najbliźsi. Rodzice nie przyjmują do wiadomości, że ich dziecko jest homoseksualne czy transpłciowe. Bywa, że z tego powodu zamykają syna czy córkę w domu, nie pozwalają się z nikim spotykać, zabierają komórki czy dostęp do internetu, "odcinają" od pieniędzy czy od jedzenia. Za karę.

W grudniu 2021 Kampania Przeciw Homofobii opublikowała raport "Sytuacja społeczna osób LGBT+ w Polsce", który powstał na podstawie badania przeprowadzonego przez naukowców z Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego. Wynika z niego m.in., że młodzi ludzie coraz rzadziej mogą liczyć na pomoc ze strony najbliższych - nastąpił spadek poziomu akceptacji. Wśród matek, które wiedzą o nieheteronormatywności swoich dzieci, zaakceptowało ją tylko 61 procent. Jeszcze gorzej jest wśród ojców - 54 procent. 

Przemoc w domu, ale też wynikająca z niej bezdomność młodych osób LGBT+

Badanie Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej z 2020 roku wskazało, że nawet 1 na 5 osób LGBT+ w Europie, w tym w Polsce, w ciągu życia doświadcza kryzysu bezdomności.

Na podobną tendencję zwraca również uwagę wspomniany wcześniej raport Kampanii Przeciw Homofobii. Po raz pierwszy w historii odniesiono się w nim do kwestii bezdomności osób LGBT+. Prawie 17 procent ankietowanych doświadczyło co najmniej jednego epizodu bezdomności, przy czym w 10 procentach przypadków brak dachu nad głową trwał ponad rok.

Warto przy tym odnotować, że co dziesiąta osoba LGBT+ była wyrzucona z rodzinnego domu, a 20 procent z niego uciekło. Chodzi przy tym szczególnie o ludzi młodych, uczących się.

Dlatego tak ważna jest działalność organizacji pozarządowych, w tym m.in. otwarcie przez nie w Warszawie mieszkania interwencyjnego dla osób ze społeczności LGBT+. To organizacje płacą za wynajem mieszkania na wolnym rynku. Organizacje, które same utrzymują się z dotacji, grantów, projektów czy wpłat z 1 procenta podatku. Nie mają żadnych dodatkowych środków np. z budżetu państwa.

- Bywa, że młody człowiek po coming oucie traci wszelkie wsparcie ze strony najbliższych. Staje się wrogiem, balastem, wstydem. Nasze działania zmierzają do zapewnieniu mu poczucia bezpieczeństwa oraz usamodzielnienia się - mówiła tuż po otwarciu mieszkania Ewa Miastkowska ze stowarzyszenia My Rodzice.

W mieszkaniu, które uruchomiono od marca 2021 roku, jednocześnie mogą przebywać cztery osoby. Muszą mieć skończone 18 lat. Obok młodych ludzi, wyrzucanych z domów przez rodziców, trafiają tu też m.in. osoby transpłciowe i homoseksualne - byli wychowankowie domów dziecka. Uczą się odpowiedzialności i współpracy. Służy temu choćby możliwość wspólnego przygotowywania posiłków.

Jeśli mieszkaniec zaczyna pracę, symbolicznie dokłada się do czynszu (z reguły kwoty są niewielkie, maksymalnie do 500 zł). Jak słyszymy, chodzi o to, by uczyć młodzież, że w życiu nie ma nic za darmo i że warto czuć się odpowiedzialnym m.in. przy współpłaceniu za mieszkanie.

Dlaczego takie mieszkanie stworzono? Przyczyniła się do tego pandemia

W czasie pandemii do Fundacji PO DRUGIE zaczęło trafiać więcej niż wcześniej sygnałów od młodych ludzi, którzy nagle znaleźli się na bruku. Przedtem z fundacją miesięcznie kontaktowały się 1- 2 młode osoby w kryzysie bezdomności, natomiast w czasie pandemii ta liczba wzrosła do 3-4 osób tygodniowo. Wiele z nich to były osoby transpłciowe.

- Jako Fundacja PO DRUGIE od kilku lat prowadzimy mieszkania dla młodych ludzi w kryzysie bezdomności. Ale osoby transpłciowe nie mogły się tam odnaleźć, porozumieć z dziewczynami, które tam mieszkały. Dlatego postanowiliśmy stworzyć nowe miejsce - tak, by również osoby transpłaciowe mogły się czuć w nim bezpiecznie - opowiada Agnieszka Sikora, prezeska Fundacji PO DRUGIE.

Jak tłumaczy, ci, którzy trafiają do mieszkania dla osób LGBT+, nie zawsze spotykają się z transfobią czy homofobią w swoich domach. - Z reguły te osoby mają na głowie więcej niż jeden problem, choćby uzależnienie. Przestają się uczyć, mają problemy emocjonalne, rodzinne, osobowościowe - mówi Agnieszka Sikora.

Maksymalny czas pobytu w mieszkaniu to 12 miesięcy, z możliwością przedłużenia. Podopieczni dostają indywidualne wsparcie opiekuna - "dobrą duszę", która im na co dzień pomaga i nad nimi czuwa (chodzi choćby o to, by nie było alkoholu czy narkotyków); mają też zapewnioną pomoc psychologiczną czy wsparcie prawnika. Jeśli mają problem z uzależnieniem, pracuje z nimi też terapeuta uzależnień.

Może się również włączyć doradca zawodowy - to szczególnie ważne, bo osoby młode, bez większego doświadczenia życiowego, najczęściej nie potrafią się odnaleźć na rynku pracy. Niejednokrotnie nie mają pojęcia, kim chciałyby być i w jakim kierunku się kształcić. Niejednokrotnie nie potrafią napisać CV czy pokazać swoich mocnych stron. Nie wiedzą, jak być asertywnym czy jak utrzymać samodyscyplinę.

W mieszkaniu interwencyjnym nabywają m.in. tzw. kompetencje miękkie - uczą się komunikatywności, odporności na stres, dążenia do celu czy dobrej organizacji dnia. Dowiadują się choćby, gdzie szukać ofert pracy czy jak znaleźć mieszkanie do wynajęcia. Mówiąc krótko - uczą się życia.

Co ważne, tworzy się ich "sieć wsparcia". Poznają osoby, dla których nie są "dziwolągiem", "dewiantem" czy "pedałem". Osoby, które służą im radą i pomocą; do których można w trudnej chwili zadzwonić albo - jeśli jest taka potrzeba - po prostu się przytulić. Uczą się, czym jest przyjaźń, poleganie na sobie czy dotrzymywanie słowa.

"Takie mieszkanie może być trampoliną"

Psycholog i psychoterapeuta Jan Świerszcz współprowadzi w Warszawie Ośrodek Terapii i Rozwoju "Dobrze, że jesteś". Na co dzień pomaga m.in. osobom ze społeczności LGBT+. Nie ma wątpliwości, że tworzenie bezpiecznych miejsc dla takich osób jest niezwykle potrzebne - w innych krajach świetnie się to sprawdza, a w Polsce tego brakowało. - Takie mieszkanie może być dla młodych osób LGBT+ trampoliną, która pozwoli im się wybić. Mogą dostać wsparcie środowiskowe, socjalne, a dzięki temu również - zasoby do radzenia sobie w życiu: co i jak załatwić, gdzie pójść, jak wyjść z jakiegoś kryzysu - tłumaczy psycholog.

Osoba doświadczająca przemocy może odżyć i próbować wyjść na prostą dopiero wtedy, gdy wyrwie się z przemocowego kręgu. Przemoc tak samo boli kobietę, która mieszka pod jednym dachem z agresywnym mężem, jak i nastolatka, który jest dyskryminowany i prześladowany przez rodzinę ze względu na swoją orientację czy tożsamość płciową.

- Doświadczanie poniżania, krzywdy, bólu jest podobne, choć próby wychodzenia z tego mogą być różne. W przypadku, gdy sprawcą przemocy jest np. ojciec rodziny, sąd może nakazać mu opuszczenie mieszkania. W rodzinie z nastolatkiem LGBT+ to nie wchodzi w grę - mówi mówi Renata Durda, kierowniczka "Niebieskiej Linii", czyli Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie. - Dlatego takie bezpieczne miejsce, w którym mogą zamieszkać osoby LGBT+, jest dla nich ważne - dodaje.

Mieszkanie to nie wszystko. Warszawa od września 2021 ma również hostel dla osób LGBT+

To kolejna forma wsparcia dla osób w kryzysie bezdomności. Udało się go otworzyć dzięki władzom Warszawy, które - w ramach rozpisanego na trzy lata projektu - finansują działalność placówki. W roku 2021 Stowarzyszenie Lambda Warszawa, które go prowadzi, dostało na to 261.800 zł, a w latach 2022-2023 otrzyma po 255.500 zł.

Jak tłumaczy wiceprezydentka Warszawy, Aldona Machnowska-Góra, miasto zdecydowało się otworzyć hostel, bo nie mogło patrzeć na problemy, jakie dotykają osoby LGBT+. - Mamy falę wyrachowanego i zaplanowanego ataku na osoby ze społeczności LGBT+, mamy falę nienawiści wobec tej grupy w części mediów, mamy strefy antyLGBT+, ale pojawiły się też śmiałe ataki personalne na osoby np. z tęczowymi emblematami na ulicach - mówi samorządowczyni.

- Dostawaliśmy informacje choćby o tym, że na drzwiach mieszkań, w których żyją rodziny jednopłciowe, pojawiają się pełne nienawiści znaki, napisy. Trudno było tego nie zauważyć. Stąd nasza decyzja o podpisaniu Warszawskiej Deklaracji LGBT+ i o utworzeniu hostelu - dodaje Machnowska-Góra.

Do hostelu można się zgłosić drogą mailową na adres hostel@lambdawarszawa.org lub zadzwonić na nr 22 628 52 22.

- Gwarantujemy pobyt w hostelu do trzech miesięcy - z możliwością przedłużenia. Mamy też pomoc pracownika socjalnego, psychologa, terapeuty. Zależy nam na tym, by osoby wychodziły od nas z umiejętnościami społecznymi, by stały się jak najbardziej samodzielne - mówi Sulimir Szumielewicz, koordynator hostelu Lambdy.

Kto trafia do placówki? Młodzi, którzy doświadczają homofobii, bifobii, transfobii i innych uprzedzeń i z tego powodu muszą uciekać z domu. - Niedawno u progu Lambdy stanął młody człowiek, z jedną reklamówką w dłoni, w której miał szczoteczkę do zębów, koszulę i kilka innych drobnostek. - Schronienie w hostelu pozwala mu ustabilizować swoją sytuację - mówi Szumielewicz.

Sformułowanie "to coś" zamiast imienia

Koordynator hostelu Lambdy dodaje, że osoby LGBT+ teoretycznie mogłyby skorzystać ze schronisk dla bezdomnych, których w Polsce jest wiele, ale np. w przypadku osób transpłciowych jest to szczególnie trudne. Bo placówki umieszczają taką osobę zgodnie z płcią wynikającą z dowodu osobistego. Czyli jeśli ktoś ma wpisane w dowodzie "Jan Kowalski", to jest umieszczany razem z mężczyznami, mimo że czuje się kobietą.

- Znamy sytuacje, gdy osoby transpłciowe słyszały od personelu słowa o sobie "To coś". A to kolejna forma przemocy - mówi Sulimir Szumielewicz. W hostelu takich problemów nie ma - szanuje się tożsamość płciową wszystkich podopiecznych.

Jest jeszcze coś. W "typowych" schroniskach geje czy lesbijki - jeśli ich orientacja seksualna przypadkiem wychodzi na jaw - są dyskryminowani, wyzywani i wyśmiewani m.in. przez współlokatorów. - To jest bolesne i przykre. Takie osoby po doświadczeniu przemocowym we własnym domu - teraz, w takiej placówce - znów doświadczają upokorzenia i dyskryminacji - mówi psycholożka, Marta Radziszewska związana z Lambdą Warszawa.

Hostel działał w Warszawie już wcześniej, w latach 2015-2016. Był pierwszym tego typu miejscem w Europie Środkowo-Wschodniej. Wtedy z jego pomocy skorzystało ponad 70 osób, m.in. maturzysta, który mieszkając w hostelu zdał egzamin dojrzałości. Niestety, placówkę trzeba było wtedy zamknąć, bo zabrakło pieniędzy na jej działalność.

- Do hostelu trafiłem przypadkiem. Mieszkałem tu kilka miesięcy - opowiada Michał (imię zmienione) Nie ma wątpliwości, że tego typu wsparcie to "koło ratunkowe" dla wielu młodych ludzi. - Znalazłem pracę, zacząłem zarabiać, dziś życie się jakoś poukładało - dodaje. I cieszy się, że hostel znów zaczął działać.

***

Ale dziś pieniądze też są problemem. W przypadku Warszawy środki na działalność hostelu daje miasto, ale nie ma pewności, czy placówka się utrzyma. Na razie ma zapewnione finansowanie tylko na trzy lata. Co będzie dalej? Dziś nikt nie udziela stuprocentowej odpowiedzi.

Społeczność LGBT+ chciałaby móc tworzyć takie hostele czy mieszkania dla osób spod znaku tęczy także w innych większych i mniejszych miastach. Mieszkanie udało się uruchomić m.in. również w Poznaniu. Prowadzi je Stowarzyszenia Grupa Stonewall ze wsparciem władz Poznania. Dostało na to od miasta 60 tysięcy złotych. Takie marzenie ma również choćby Stowarzyszenie Marsz Równości z Lublina - na razie jednak bez konkretnych planów.

Problemem są pieniądze, ale też przychylność samorządu

Przy nagonce na społeczność LGBT+ - w dobie tworzenia stref antyLGBT w całej Polsce i homofobicznych wypowiedzich przedstawicieli władzy - prezydenci i burmistrzowie nie chcą przeznaczać środków na taką działalność. Obawiają się m.in. tego, że stracą na tym w oczach mieszkańców, że przy kolejnych wyborach nikt ich nie wybierze.

Problemem hostelu czy mieszkania jest też to, że można w nich mieszkać tylko przez określony czas. Trzy czy nawet sześć miesięcy pobytu nie wszystkim wystarczy, by stanąć na nogi i podjąć samodzielne życie. Wiele zależy od tego po jakich przejściach w swoim domu jest młody człowiek ze społeczności LGBT+, jaką ma osobowość, czy łatwo buduje relacje.

Niektórzy na zbudowanie swojej "sieci wsparcia" potrzebują po prostu więcej czasu. A ta "sieć wsparcia" to przyjaciele, na których można polegać; znajomi, których można poprosić o radę; psycholog, któremu można zaufać czy pracownik socjalny, który pomoże choćby w poszukiwaniu pracy czy ubieganiu się o zasiłek z pomocy społecznej.

Trzeba podkreślić, że wyrwanie się z kręgu przemocy domowej i zamieszkanie w przyjaznym miejscu jest ważne, ale nie oznacza, że przemoc z dnia na dzień zniknie. Młodzi ludzie LGBT+ w Polsce z homofobią czy mową nienawiści spotykają się niestety na co dzień - nie tylko w swoich rodzinach, ale również w prorządowych mediach, w wypowiedziach polityków czy księży, w sklepie, na ulicy. Od kilku lat jest na to swoiste przyzwolenie.

- Na dziś nie jest realne, by jednym konkretnym działaniem przerwać przemoc, jakiej doświadczają młodzi ze społeczności LGBT+. Bo to jest przemoc na tylu poziomach, że - mówiąc wprost - jest ona wpisana obecnie w nasze życie społeczne - mówi psycholog Jan Świerszcz. - Natomiast to, co można robić, to reagować i przerywać konkretne incydenty związane z przemocą - podkreśla.

Cała rzecz w tym, by osoby LGBT+ wiedziały, że obok homofobicznej rodziny czy nauczycieli są też ludzie, którzy chcą i mogą im pomóc - choćby udostępniając mieszkanie interwencyjne czy miejsce w tęczowym hostelu. W trakcie mieszkania w bezpiecznym miejscu poznaje się osoby, które chcą pomóc. Zawiązują się przyjaźnie.

To wszystko procentuje w przyszłości, gdy dana osoba zaczyna życie "na swoim". Bo wie, że w sytuacji trudnej ma do kogo zadzwonić, porozmawiać, wyżalić się czy poprosić o wsparcie. Nie mogąc liczyć na rodzinę, posiadanie takiej "sieci wsparcia" jest niezwykle ważne.

DOSTĘP PREMIUM