100 dni wojny w Ukrainie. NGO-sy wyliczają długą listę wyzwań. Wskazują na "najbardziej palący problem"

Potrzebujemy pomysłu, jak w uporządkowany sposób zareagować na to, co się dzieje w naszym państwie - alarmują aktywiści. I wymieniają długą listę wyzwań, przed którymi stoi nadal Polska w związku z wojną w Ukrainie.

3 czerwca mija 100 dni od rozpoczęcia wojny w Ukrainie. Od początku agresji Putina przez polsko-ukraińską granicę wjechało około 3,8 miliona osób - to oficjalne dane Straży Granicznej. Eksperci szacują, że część pojechała na zachód Europy, ale połowa najprawdopodobniej została w Polsce. Od 24 lutego uchodźcom pomagają głównie organizacje pozarządowe, samorządy i wolontariusze. To właśnie aktywiści (Stowarzyszenie Homo Faber, Stowarzyszenie Nomada, Ukraiński Dom, Chlebem i Solą oraz Fundacja Polskie Forum Migracyjne) przygotowali listę stu wyzwań, przed którymi - w związku z wojną - stoi nasz kraj. 

NGO-sy zwracają uwagę, że na poziomie zarządzania państwem - na różnych szczeblach - brakuje rozwiązań systemowych, planu na kolejne miesiące i lata. "Potrzebujemy pomysłu, jak w uporządkowany sposób zareagować na to, co się dzieje w naszym państwie" - piszą aktywiści. Organizacje wymieniają obszary, w których może być najtrudniej. Piszą m.in. o problemie mieszkaniowym. "Mieszkanie kątem u życzliwych gospodarzy nie jest rozwiązaniem na dłuższą metę. To duże obciążenie dla obydwu stron i pole do nadużyć" - piszą i alarmują, że nadciąga bezdomność na wielką skalę. Dowodzą, że potrzebne są odgórne działania i system koordynacji.

- Najbardziej palący i niebezpieczny problem to bezdomność kobiet i dzieci, do tego żebranie na ulicach. To wiąże się ze strachem i ryzykiem dużej przemocy, bo może rodzić niechęć wobec tych osób. A to jest kolejne wrzucenie w cierpienie i traumę - mówi Maciej Mandelt ze Stowarzyszenia Nomada.

Wsparcie socjalne

Organizacje piszą też o tym, że kluczowe jest wsparcie socjalne. To ze strony państwa często jest niewystarczające. 300 zł zasiłku to kropla w morzu potrzeb, a 500 zł na dziecko jest wypłacane z dużym opóźnieniem. "Bez numeru PESEL właściwie nic nie przysługuje. Jak ma poradzić sobie np. matka, która uciekła z wojny z trójką dzieci, z czego jedno jest niepełnosprawne, drugie ma roczek, a trzecie stany depresyjne? To nie są odosobnione przypadki. A takie osoby muszą tak samo ustawiać się w kolejkach i czekać" - piszą organizacje. 

Wskazują, że w wielu obszarach potrzebna jest klarowna i precyzyjna informacja w języku ukraińskim, by rodziny wiedziały, na czym stoją. Już teraz pojawiają się np. wątpliwości interpretacyjne dotyczące tego, czy jadąc na chwilę na Ukrainę, Ukrainka czy Ukrainiec nie traci uprawnień wynikających ze specustawy. NGO-sy obawiają się, że to pole do nadużyć. 

"W Polsce kwietnie niewolnictwo"

Jednym z kluczowych aspektów pomagania na dziś jest także rynek pracy. By wynająć mieszkanie czy samodzielnie się utrzymać, trzeba podjąć zatrudnienie, by mieć pieniądze. "W Polsce kwitnie niewolnictwo - np. zmuszanie ludzi do pracy w zamian za miejsce do spania. Nikt tego nie kontroluje. Nie znamy skali nadużyć tego rodzaju, ale regularnie dostajemy o nim informacje. Bez kontroli zjawisko będzie narastać" - wskazują organizacje pozarządowe. Dodają też, że brakuje choćby doradztwa zawodowego, jak również objaśniania Ukraińcom, jak działa polski rynek pracy, jakie są rodzaje umów czy np. uprawnienia dla młodych mam. 

Kluczowa jest też dziedzina związana z edukacją. Zdaniem ekspertów, wakacje pokażą, ile dzieci ostatecznie trafi do szkół od września. Na razie bardzo duża grupa młodzieży uczyła się zdalnie albo nie uczyła się wcale. Od 1 września może się to zmienić, a to stanowi określone wyzwania. "Brak rzetelnej, kompleksowej wiedzy na temat edukacji dzieci z Ukrainy budzi obawy o wykluczenie edukacyjne części dzieci. Według danych Biura Edukacji Miasta st. Warszawy tylko około 10 procent dzieci w wieku szkolnym korzysta z edukacji publicznej w polskiej szkole. Losy pozostałych nie są znane" - piszą organizacje. 

Wyzwaniem - jak czytamy w dokumencie - jest też język debaty. Musi to być język inkluzywny i wspólnotowy. "Pojawia się i narasta wrogość Polaków względem osób z Ukrainy. To, co nie działało dobrze przed wojną - działa teraz jeszcze gorzej, a najłatwiej jest obwiniać nowych" - przekonują organizacje.  Wskazują, że konieczna jest przyjazna kontrnarracja i walka z dezinformacją. 

"Dostrzegajmy korzyści z tej sytuacji! Do Polski przyjechało mnóstwo wspaniałych osób, będą tu pracować i żyć, będziemy uczyć się od siebie, wzajemnie się słuchać i rozwijać" - apelują przedstawiciele NGO-sów. 

DOSTĘP PREMIUM