"Patostrefa" przy granicy znika, bo przecież jest mur. "Kolega budowlaniec dostał ataku śmiechu"

Panuje marazm, przygnębienie. Ten stan nadwyrężył zaufanie do całego systemu państwowego. Nie jest to temat, że strefa zostanie zostanie zniesiona. Tematem jest to, że leje, że ktoś utknął w błocie, znowu ktoś umarł. A pomysły władzy zeszły na drugi plan - tak o sytuacji w miejscowościach przy granicy opowiadała Marta Kurzyniec, antykwariuszka z Krynek.
Zobacz wideo

Z początkiem lipca przestanie obowiązywać zakaz przebywania na terenie przygranicznym. Dotyczy on 183 miejscowości przy granicy z Białorusią. O tej decyzji poinformował minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński. Oznacza to koniec stanu wyjątkowego, który obowiązuje od 2 września 2021 roku i zdaniem wielu prawników jest sprzeczny z konstytucją. Mieszkańcy nazywali to nawet "patostrefą". 

O sytuacji w miejscowościach przygranicznych Wojciech Muzal rozmawiał w "TOK 360" z mieszkanką Krynek, antykwariuszką Martą Kurzyniec. - Panuje marazm, przygnębienie. Ten stan nadwyrężył zaufanie do całego systemu państwowego. Nie jest to temat, że strefa zostanie zostanie zniesiona. Tematem jest to, że leje, że ktoś utknął w błocie, znowu ktoś umarł. A pomysły władzy zeszły na drugi plan, bo może zdejmą, może zdejmą tylko trochę, znowu coś wymyślą. Jest źle, a będzie jeszcze gorzej - takie są nastroje - relacjonowała. 

Oprócz bankructwa i spowolnienia wielu biznesów, antykwariuszka wskazała na inny poważny problem, jakim jest nadszarpnięcie więzi międzyludzkich. Podkreśliła, że przez tyle czasu mieszkańcy nie mogli żyć normalnie, urządzać wesel, jeździć na stypy, organizować dzieciom urodzin. Wszystko to spowodowało, jej zdaniem, że "to pękniecie w tej chwili jest bardzo głębokie". - Pewnie się da to wyrównać, ale to jest praca na lata - oceniła Kurzyniec.

"Nie będzie żadnego sezonu"

Zapytana o to, czy w związku ze zniesieniem ograniczeń, mieszkańcy myślą o sezonie turystycznym od 1 lipca, odpowiedziała, że "żadnego sezonu nie będzie".  - To nie jest tak, że cały kraj patrzy na ścianę wschodnią, czy im zdjęto stan wyjątkowy, czy nie. Zanim potencjalni turyści się zorientują, zanim ktoś pomyśli, że może zaplanować tutaj jakieś wakacje, to zaplanuje je gdzie indziej. Już to zrobił, przecież jest czerwiec - argumentowała.

Dodała, że także biznesy nie są przygotowane na przyjęcie turystów. - Wiele miejsc się zamknęło. Wiele osób nastawiło się już na pozyskiwanie środków na zewnątrz strefy. Nie wiem jak agroturystyki, które są w tej chwili zapchane mundurowymi, czy oni teraz wyjadą. Nikt nie poszerza bazy, bo nie ma z czego i nie ma jak. Decyzje z chwili na chwilę nie sprzyjają planowaniu biznesowemu - podkreśliła Kurzyniec.

Antykwariuszka zaznaczyła jednak, że mieszkańcy nie chcą się wyprowadzać i szukać spokojniejszej przestrzeni do życia czy pracy. - My tutaj jesteśmy bardzo przywiązani do naszego miejsca. Na pograniczu - przez decyzje wielkich mocarstw, może być tak albo inaczej - a żyć trzeba - powiedziała. - Tak się zawsze żyło na pograniczu i szkoda, że znów się tak żyje - dodała.

Reakcja na widok muru to śmiech. "To można rozwalić czymkolwiek"

Minister Kamiński przekonuje, że na otwarcie tych miejscowości pozwala teraz mur, który ma chronić przed - według rządu - "nielegalnymi imigrantami". Co o murze myślą sami mieszkańcy? - Jeżdżą ciężarówki, rozjeżdżają nam drogi. Sąsiedzi są wściekli. Mój kolega budowlaniec, którego akurat przewiozłam parę dni temu wzdłuż muru, akurat koło Usnarza, gdzie widać już postawiony kawałek, dostał nagłego ataku śmiechu. I spytał: to nas broni? - relacjonowała gościni TOK FM.

I dodawała, że solidność muru pozostawia wiele do życzenia. - To można rozwalić czymkolwiek: przeciąć kątówką, podkopać, a gdyby doszło do jakiejś rzeczywistej interwencji militarnej, no to się rozjedzie po prostu transporterem i tyle - podsumowała Kurzyniec.

DOSTĘP PREMIUM