Nadużycia w DPS-ach to norma. "Ktoś karmi osobę z niepełnosprawnością i być może wykrzywia jej dłoń"

Bardzo wiele osób, które na co dzień pracują z osobami z intelektualną niepełnosprawnością, nie ma do tego odpowiedniego przygotowania - mówiła w TOK FM prawniczka dr Monika Zima-Parjaszewska. Prezeska Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością oceniła, że w przypadku pracowników DPS-u w Jordanowie "zabrakło elementarnych, podstawowych zasad, które każdy człowiek pracujący z osobami z niepełnosprawnością powinien znać".
Zobacz wideo

"W Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie pod Krakowem od lat trwa koszmar" - napisała Wirtualna Polska. Według ustaleń portalu, prowadzące ośrodek siostry prezentki znęcają się nad dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną. W grę wchodzi m.in. "bicie, wiązanie, zamykanie w klatce". 

Jak zauważa adwokatka dr Monika Zima-Parjaszewska - prezeska Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną - to "o tyle przerażające, że nie jest to jednostkowa historia". - To nie jeden DPS. Dokładnie o tej godzinie prawdopodobnie ktoś karmi osobę z niepełnosprawnością i być może wykrzywia jej dłoń. Karmi ją papką, która jest niedoprawiona i niedobra. Być może robi to jeszcze w sposób niehigieniczny, który brudzi ubranie i twarz tej osoby, a ona będzie w tym brudnym ubraniu chodziła do godziny 17-tej - mówiła w "A Teraz na Poważnie" u Mikołaja Lizuta.

Przekonywała, że w takich ośrodkach zazwyczaj ogranicza się wolności i prawa człowieka. A do tego dochodzi przemoc. - Poniżające nieludzkie traktowanie, które - nie boję się użyć tego sformułowania - na pewno jest torturą niezgodną z przepisami prawa międzynarodowego. A osoby, które je stosują, powinny  podlegać odpowiedzialności karnej - wyjaśniła.

Bez przygotowania, wykształcenia, kompetencji 

Gościni TOK FM podkreślała, że opinia społeczna przez lata "unikała tematu osób z niepełnosprawnościami, szczególnie tą intelektualną". - Bo są specjalne miejsca, ośrodki, domy dla takich jak oni. Nie wchodziliśmy do środka. Nie widzieliśmy, co się dzieje. Udawaliśmy, że tego nie widzimy. Nie chcieliśmy tego widzieć. A jeszcze jak się okazało, że są to miejsca prowadzone przez siostry zakonne, to dawało nam to  - jako społeczeństwu - gwarancję tego, że osoby te są tam w sposób odpowiedni traktowane - mówiła.

Problem jednak w tym, jak zastrzegła, że zakonnice "często nie mają ani przygotowania, ani wykształcenia, ani kompetencji, by zajmować się osobami z niepełnosprawnością intelektualną". - Bardzo wiele osób, które na co dzień pracuje z osobami z intelektualną niepełnosprawnością, nie ma do tego odpowiedniego przygotowania. A już na pewno w DPS opisanym w reportażu WP zabrakło elementarnych, podstawowych zasad, które każdy człowiek pracujący z osobami z niepełnosprawnością powinien znać - wskazała. 

W sprawie Jordanowa zarzuty związku ze znęcaniem się nad niepełnosprawnymi dziećmi usłyszały dwie zakonnice. To jedna z opiekunek i dyrektorka DPS-u.

"Polska powinna odrobić lekcję" 

Rejestr placówek pomocy społecznej prowadzi wojewoda. To on wydaje też zezwolenie na ich działanie - po spełnieniu odpowiednich warunków. On także zobowiązany jest do nadzoru i kontroli nad tymi placówkami.

- Niestety NIK już dwa lata temu alarmował, że w Polsce powstaje tyle samo nowych DPS, ile tych, które działają bez zezwolenia - skomentowała prezeska Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną. I od razu dodała: "Sytuację mamy katastrofalną, mimo że organy międzynarodowe powiedziały: żaden DPS w Polsce więcej nie powinien powstawać. A Polska powinna odrobić lekcję zaległą sprzed 10-15 lat; lekcję deinstytucjonalizacji, czyli wymyślenia formuły wspierania osób nie w wielkich instytucjach". 

Czeskie wzory

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął już z urzędu sprawę doniesień o przypadkach znęcania się nad podopiecznymi Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie pod Krakowem. Rzecznik wezwał do wyjaśnienia sprawy władze województwa małopolskiego.

W ocenie ekspertki to nadal mało. Tym bardziej że coraz więcej jest sygnałów od osób, które mieszkają w tej typu ośrodkach. Jakich? - Że nie mogą opuszczać swojego pokoju, zapraszać gości, trzymać pieniędzy przy sobie, że szafki zamykane są na kłódki, a klucze są u dyrektora DPS - wyliczyła dr Monika Zima-Parjaszewska.

W jej opinii "każda forma całodobowego wspierania osób chorych somatycznie przewlekle, z niepełnosprawnością intelektualną, psychiczną" powinna spełniać konkretne wymogi. - Nie tylko te architektoniczne, przeciwpożarowe, ale też te dotyczące jakości świadczonych tam usług, opieki nad tymi osobami. I powinny być one rejestrowane - podkreśliła. 

Zdaniem rozmówczyni Mikołaja Lizuta najlepszym rozwiązaniem byłoby jednak nieotwieranie nowych Domów Pomocy Społecznej. A pójście za przykładem Czech, Słowacji czy np. Mołdawii, "gdzie można zobaczyć, jak można zamieniać instytucje w mniejsze formy mieszkalnictwa".

- Ministerstwo dostrzegło ten problem i w zeszłym roku stworzyło dokument, który ma tworzyć ramy dla procesu deinstytucjonalizacji. Jednak wyznaczone w tym dokumencie terminy są tak odlegle, że wiele osób może już nie zdążyć. Nie mogą czekać, bo są w trudnej sytuacji tu i teraz - podkreśliła prezeska Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną.

DOSTĘP PREMIUM