Skala przemocy jest potężna, ale to "sprawcy domagają się współczucia". "Często słyszę: Ale co my mamy robić?"

- Przemoc wobec dzieci i osób niepełnosprawnych jest na porządku dziennym. W Warszawie są miejsca, gdzie osoby niepełnosprawne intelektualne wyprowadza się na spacer na smyczach. I to jest uważne za normalną praktykę - mówiła w TOK FM pedagożka specjalna dr Joanna Ławicka. Jak oceniła prezeska Fundacji Prodeste, przemoc wobec niepełnosprawnych ma w Polsce bardzo długą tradycję, więc trudno oczekiwać, że to się nagle zmieni. Szczególnie w sytuacji przyzwolenia na tego typu zachowania.
Zobacz wideo

Wirtualna Polska opublikowała w poniedziałek artykuł, w którym napisała o przypadkach znęcania się nad mieszkańcami Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie pod Krakowem. Miały się jej dopuszczać prowadzące placówkę zakonnice prezentki oraz świeccy pracownicy. Wiązanie do łóżek, zamykanie w klatce, bicie mopem - to tylko niektóre kary wymierzane dzieciom z niepełnosprawnościami, o których napisali dziennikarze WP.

Jak oceniła w TOK FM pedagożka specjalna dr Joanna Ławicka, placówka w Jordanowie nie jest wyjątkowa, jeśli chodzi o to, jak traktuje się tam podopiecznych. - To naprawdę nie jest wyjątek. Nawet jak przemoc nie jest tak drastyczna, to jej skala jest potężna. Proszę sobie wyobrazić: każdego dnia w naszym kraju setki dzieci w wieku szklonym, wczesnoszkolnym, są układane buzią do podłogi w przedszkolach i szkołach. I przetrzymywane z rękami wykręcanymi do tylu. To się nazywa interwencja fizyczna w sytuacji zagrożenia ze strony 5 czy 7-letniego dziecka - mówiła prezeska Fundacji Prodeste w rozmowie z Adamem Ozgą.

Podkreśliła, że w sytuacjach kiedy fundacja interweniowała, zawsze jej pracownicy słyszeli to samo: "To są metody pracy z osobami niepełnosprawnymi". - Mamy potężne przyzwolenie na takie rzeczy. Jesteśmy w stanie oburzyć się dopiero wtedy, kiedy widzimy dziecko przywiązane do łóżka. Nie chcemy w ogóle rozmawiać o przemocy. Tylko interesuje nas, kto to zrobił, że w wypadku (Jordanowa) siostry zakonne. I to się wybija na pierwszy plan. Ręce opadają. Jesteśmy daleko od możliwości rozwiązania tych problemów -  oceniła.

"Sprawcy domagają się współczucia"

Dr Joanna Ławicka dopytywana, z czego wynika przyzwolenie na przemoc, wskazała na jeden główny czynnik. To, jak mówiła, efekt myślenia o osobach niepełnosprawnych czy to intelektualnie, czy z innymi niepełnosprawnościami, które zakłada, że "jeśli one są agresywne czy autoagresywne, to wynika to bezpośrednio z ich rozwoju".

- Przyznam szczerze, że nie jestem w stanie wytłumaczyć nawet specjalistom, że jeżeli ktoś jest agresywny, bije, kopie przeklina, rzuca przedmiotami albo jest autoagresywny, to nie dlatego, że jest niepełnosprawny, autystyczny. Tylko dlatego, że jest nieszczęśliwy, sfrustrowany, a jego potrzeby są niezaspokajane - mówiła. - To jest problem, którego nie potrafimy przeskoczyć. Zawsze znajdujemy wytłumaczenie dla stosowania przemocy wobec osób niepełnosprawnych - oceniła gościni TOK FM.

Zdaniem Ławickiej mamy do czynienia z sytuacją, że to "sprawcy domagają się współczucia, zrozumienia". - Często słyszę od osób stosujących przemoc wobec niepoprawnych takie zdanie: "Ale co my mamy robić? Przecież nie mogę pozwolić na…" i tu pada litania rzeczy, które - zdaniem sprawcy - osoba niepełnosprawna robi źle - opowiadała. W efekcie - jak dodała - "dzieci są bite, unieruchamiane, karmione na siłę, zamykane w pomieszczeniach na szczotki". - Straszone, że nigdy w życiu matki nie zobaczą, że przyjedzie policja. To są normalne praktyki, z którymi mamy do czynienia na co dzień w Polsce - podkreśliła.

"Mamy prawo, ale go nie stosujemy" 

W jordanowskim DPS-ie trwa wizytacja z urzędu wojewódzkiego. Z kolei minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg "zwróciła się do wojewodów z prośbą o przeprowadzenie dodatkowych czynności kontrolnych w nadzorowanych przez nich DPS-ach i placówkach całodobowej opieki nad osobami niepełnosprawnymi, chorymi i seniorami". Doniesieniami o dramacie podopiecznych podkrakowskiej placówki zajął się także Rzecznik Praw Obywatelskich.

Zdaniem prezeski Fundacji Prodeste to nie tyle kwestia kontroli czy nawet rewolucji w myśleniu. - By zmienić myślenie, ludzie muszą tego po prostu chcieć. A w naszej rzeczywistości niekonieczne tego chcą - oceniła. 

Jej zdaniem, jedyną rzeczą, która "może zmienić  sytuację, jest radykalne przestrzeganie i egzekwowanie prawa". - Mamy prawo, które powinno chronić dzieci przed przemocą, tylko go nie stosujemy -  przekonywała. - W Polsce, jak nie dochodzi do maltretowania dziecka z zagrożeniem jego życia, to w zasadzie nikt się tym nie interesuje. Po prostu. A doświadczenie innych krajów pokazuje, że egzekwowania prawa, stawianie sprawcy przemocy wobec dzieci w stan oskarżenie przynosi skutek ogólnospołeczny - wskazała rozmówczyni Adama Ozgi.

"Na spacer na smyczach"

Pedagożka zwróciła uwagę na to, że w Polsce przemoc wobec dzieci, "w szczególności niepełnosprawnych, ma wielowiekową tradycję". I nie można oczekiwać, że nagle nastąpił zmiana, zerwanie z takimi zachowaniami. Jeśli chodzi o przemoc stosowaną w zamkniętych placówkach opiekuńczych, problemem jest m.in. to, że do takich ośrodków nie mają wstępu osoby trzecie. Innym, jak dodała, że "instytucje kościelne nie podlegają jurysdykcji świeckiej".

- Przemoc wobec dzieci i osób niepełnosprawnych jest na porządku dziennym. W Warszawie,  stołecznym mieście, są miejsca, gdzie osoby niepełnosprawne intelektualne wyprowadza się na spacer na smyczach. I to jest uważne na normalna praktykę - stwierdziła. Na pytanie dziennikarza TOK FM, gdzie w Warszawie dochodzi do takich praktyk, dr Joanna Ławicka odpowiedziała: "W niektórych placówkach, które zajmują się dorosłymi osobami niepełnosprawnymi intelektualnie". - Tej strategii uczy się również na studiach - dodała na koniec.

Czy wiesz, że możesz słuchać TOK FM przez internet bez reklam? W Radiu TOK + Muzyka zamiast reklam usłyszysz muzykę. Kup TOK FM Premium w promocyjnej cenie 1 zł za pierwszy miesiąc, później 13,99 zł za każdy kolejny.

Nie czekaj, wypróbuj Radio TOK FM bez reklam!

DOSTĘP PREMIUM