Rząd narozrabiał w Puszczy Białowieskiej i "zwija się po angielsku". "Degrengolada"

Na pograniczu polsko-białoruskim zakończył się stan wyjątkowy. - Zostawili rozwaloną przyrodę, rozwaloną psychikę bardzo wielu mieszkańców, a kraj w degrengoladzie. Niszczono markę Puszczy Białowieskiej. I wszystko to się teraz odbywa w charakterze: "Ojej nic się nie stało, przy 1 lipca się zwijamy" - mówił w TOK FM Adam Wajrak, dziennikarz "Gazety Wyborczej" i mieszkaniec pogranicza polsko-białoruskiego.
Zobacz wideo

Od 1 lipca nie obowiązuje już tzw. stan wyjątkowy w 183 miejscowościach przy granicy z Białorusią. W czwartek skończyły się bowiem prace przy budowie muru na 187 kilometrach podlaskiego odcinka granicy, który - według rządzących - uniemożliwia migrantom przedostanie się do Polski. Na działaniach władz suchej nitki nie zostawił w "Popołudniu" Radia TOK FM Adam Wajrak, dziennikarz "Gazety Wyborczej" i mieszkaniec pogranicza polsko-białoruskiego.

Jego zdaniem "potwornie narozrabiali" i teraz "zwijają się po angielsku" z tego terenu. - Zostawili rozwaloną przyrodę, rozwaloną psychikę bardzo wielu mieszkańców, a kraj w degrengoladzie. Niszczono markę Puszczy Białowieskiej. I wszystko to się teraz odbywa w charakterze: "Ojej nic się nie stało, przy 1 lipca się zwijamy" - mówił Wajrak.

I tłumaczył, dlaczego - w jego opinii - stały się rzeczy "przerażające". - Rozporządzeniem, w pewnym momencie już nawet nie ustawą, ograniczono prawa obywatelskie tysięcy polskich obywatelek i obywateli. Postawiono ich w bardzo trudnej psychicznie sytuacji, w której musieli i muszą dalej, bo ta sytuacja się absolutnie nie skończyła, ratować życie i zdrowie innych ludzi, które jest zagrożone w lesie - wskazał. - Ludzi uciekających przed wojną, inną wojną niż ta w Ukrainie, trochę daleką, ale też często prowadzoną przez tego samego Putina, którego tak bardzo ten rząd nienawidzi - dodał.

Sytuacja na granicy to "degrengolada państwa"

Rozmówca Filipa Kekusza podkreślił, że mamy do czynienia z "niezwykłą, niespotykaną po 1989 roku sytuacją, degrengoladą państwa". - Żadne majstrowania przy Trybunale Konstytucyjnym nawet tego nie przypominają, bo tutaj po prostu użyto armii przeciw cywilom. Polscy żołnierze się maskowali, ściągali z siebie odznaczenia, byli de facto jak tzw. zielone ludziki - powiedział Wajrak.

Dziennikarz "GW" alarmował, że taki pseudostan wyjątkowy może zostać równie dobrze wprowadzony przez ten rząd w każdym innym miejscu. - Chcę to podkreślić, to nie dotyczy wyłącznie polsko-białoruskiego pogranicza. Bo jeżeli ludzie w Poznaniu, Warszawie widzą, że PiS zamknął Białowieżę, Krynki i coś tam jeszcze, i zrobił to niemal bezkarnie, to błagam - nie myślcie, że w pewnym momencie nie zamknie wam Poznania, Warszawy, Krakowa czy Gdańska - przekonywał. Wajrak stwierdził, że komuś może się np. nie spodobać wynik wyborów. - Użyje armii, wojska przeciwko cywilom, wyłączy kontrolę mediów i powie: Przecież to już było. Już to trenowaliśmy i nie protestowaliście - wskazał.

Dodał, że za mało było głosów sprzeciwu, poświęconej uwagi, także ze strony opozycji. Tymczasem, jego zdaniem, stworzenie tej strefy wpłynie na przyszłość Polski. - Po coś tam to się stało i będziemy za to płacić, jeżeli nie wypalimy tej patologii rozgrzanym żelazem, a ludzi odpowiedzialnych za to przykładnie nie ukarzemy - podkreślał. 

"Nigdy nie widziałem w lesie tylu imigrantów"

Wajrak odniósł się także do kwestii samego muru. Jak mówił, z jego informacji wynika, że płot nie jest jeszcze zakończony i prace nad nim trwają. Dodał, że rząd oszukuje swoich zwolenników także w kwestii jego skuteczności. - Powiedziano im, że już zapewniono tzw. bezpieczeństwo i już nie ma tych "złych imigrantów". To jest nieprawda. Ta granica jest kompletnie nieszczelna. Po wybudowaniu muru i przy tych olbrzymich ilościach wojska, nigdy nie widziałem w lesie tylu imigrantów, co teraz. Może nie ma ich w statystykach straży granicznej, ale to jest też wrażenie bardzo wielu osób - relacjonował mieszkaniec polsko-białoruskiego pogranicza. 

- Spotkałem starszego pana w bardzo złym stanie zdrowotnym, który przeszedł podkopem pod tym murem - mówił. Dodał, że takiego podkopu nie robi się w 15 minut. - Widać, że tego (muru-red.) nikt nie pilnuje. On jest przecinany, rozginany, przechodzą górą, przechodzą dołem. To jest po prostu plaster na ropiejącą ranę, łatka propagandowa i tyle. Za dwa miliardy złotych - podkreślił Wajrak.

PiS nie może darować

Gość TOK FM apelował też o ratowanie Puszczy Białowieskiej i wspieranie tamtejszej turystyki. Wskazał, że "ma obawy, że wobec zniszczonego wizerunku polskiego pogranicza i braku odwiedzających, mieszkańcy Białowieży powiedzą: Nie możemy żyć z turystyki, to będziemy żyć z cięcia, z wyrzynania tego lasu". - Mam swoją teorię, być może bardzo spiskową, że Prawo i Sprawiedliwość nie mogło zniszczyć Puszczy piłami, to chce ją zniszczyć w ten sposób. Nie mogą darować Puszczy Białowieskiej, że stała się pierwszym punktem oporu przeciw ich szalonym rządom - powiedział.

Dodał, że Puszczę traktowano bardzo źle. - Żołnierze nie mieli jasnych rozkazów, że są w niezwykłym, delikatnym miejscu i zachowywali się w dużej mierze bardzo nieodpowiedzialnie, palili ogniska, wycinali drzewa i śmiecili. Apeluję do wszystkich: Błagam, przyjeżdżajcie do Puszczy Białowieskiej, odbudujmy wspólnie markę tego regionu, zniszczoną z wyrachowania - podsumował Wariak. 

DOSTĘP PREMIUM