Szef komisji ds. pedofilii o sprawie 15-letniej Marysi. "Mamy alarm, a instytucje nie reagują"

Michał Janczura opisał dramat dziecka, któremu instytucje państwa nie pomogły, mimo że - jak twierdziło - było molestowane. Później osamotnione próbowało odebrać sobie życie. - Organy państwa, mając tak alarmową sytuację, powinny działać na cito, natychmiast, w tym momencie! - mówił w TOK FM Błażej Kmieciak, przewodniczący Państwowej Komisji ds. pedofilii.
Zobacz wideo

Dziennikarz Michał Janczura opisał na tokfm.pl historię 15-latki, która twierdzi, że padła ofiarą przemocy, w tym molestowania. Prokuratura, sąd, pomoc społeczna byli wielokrotnie o tym informowani. Mimo to Marysia nie miała innego wyjścia i musiała wrócić do przyczepy, w której próbowała odebrać sobie życie. Lekarz, który ją ratował i widział brak reakcji instytucji, ostrzega, że dziewczynka jest o krok od tragedii.

Błażej Kmieciak, który - jako przewodniczący Państwowej Komisji ds. Pedofilii - wielokrotnie zajmował się podobnymi historiami, mówił w TOK FM, że czytając o braku reakcji instytucji państwa w tej sprawie, uderzył go głównie brak zaufania z ich strony do dziecka. - Jemu w takich dramatycznych sytuacjach trzeba uwierzyć. A nawet jeśli mamy pewne wątpliwości, to powinno się podjąć działania od razu, by zabezpieczyć dobro dziecka. Mam na myśli działania ze strony opieki społecznej, ale też organów ścigania i sądu rodzinnego. Chodzi o to, by doprowadziły do sytuacji, by dziecko nie trafiało do miejsca, w którym przebywa sprawca (przemocy wobec niego) – podkreślił.

Zwrócił uwagę, że nie może powtórzyć się sytuacja, która została opisana w reportażu Michała Janczury - ojczym, czyli domniemany sprawca molestowania dziewczynki miał "wpaść" do miejsca, w którym przebywała, by się z nią policzyć. Obwiniał dziewczynkę o to, że jej koleżanka opublikowała w mediach społecznościowych serię jego SMS-ów. "Zawierały one wulgarne treści seksualne z propozycjami aktów seksualnych" - tak określił je lekarz w pismach do różnych instytucji.

- Konstytucja gwarantuje szczególną ochronę praw dziecka. A w tym przypadku one są zagrożone, bo dziewczynka jest w niebezpieczeństwie. Trzeba jej dać takie miejsce, w którym ona będzie czuła się bezpiecznie. To jest fundament. Instytucje państwa są do tego powołane – tłumaczył.

"Instytucje powinny działać na cito, natychmiast, w tym momencie!"

Jak dodał gość TOK FM, kierowana przez niego Państwowa Komisja ds. Pedofilii od razu po zapoznaniu się z historią Marysi wystąpiła do opieki społecznej, prokuratury i sądu rodzinnego, by zabezpieczyły dobro dziecka. - Jeśli dowiaduję się o takiej historii, piszę na kartce "Pilne!!!" i kieruję sprawę natychmiast do realizacji, czyli występujemy do odpowiednich organów – tłumaczył i dodał, że w takich sytuacjach nie można zwlekać z działaniami, co pokazała wcześniej opisywana przez Michała Janczurę historia 12-letniej Kingi. Ta dziewczynka także była molestowana, ale nie dostała pomocy od dorosłych i odebrała sobie życie.

Kmieciak przyznał, że w sprawie Marysi nie może pogodzić się z myślą, iż tylko lekarz pogotowia i jej babcia starali się pomóc dziewczynce. - Tu budzi się we mnie alarm. To jest sprawa, która wymaga naszych emocji. Bo jeśli dziewczynka mówi, że padła ofiarą molestowania, to powinno być pierwszym elementem, który bierzemy pod uwagę. Dlatego organy państwa, mając tak alarmową sytuację, powinny działać na cito, natychmiast, w tym momencie! (…) Dramat opisanej sytuacji polega na tym, że poza babcią i lekarzem, nikt aktywnie nie dba o dobro tej dziewczynki – podkreślił.

Mówił również, że jego komisja wystąpiła do Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry o stworzenie "szybkiej ścieżki reagowania" przez śledczych w takich sprawach. - Bo jeżeli mamy tego typu sprawy, to nie zastanawiajmy się nad jakimiś wyrafinowanymi procedurami, tylko powinno to być natychmiastowe działanie, żeby zabezpieczyć dobro dziewczynki. Jeżeli ona była dwa razy była w konsultacjach psychiatrycznych po próbach samobójczych, to mamy alarm! - stwierdził.

DOSTĘP PREMIUM