"Rząd musi obiecać pompowanie kolejnych miliardów euro do kopalń". Ekspert: Jesteśmy w oku cyklonu

Premier Mateusz Morawiecki oświadczył, że wierzy, iż uda się wypracować kompromis z protestującymi górnikami. Czy jednak do tego porozumienia dojdzie? Jeśli tak, to za jaką cenę? - Pytanie też, jak na to zareaguje Bruksela. Dalsze zwiększanie transferów finansowych do sektora wydobywczego rodzi ryzyko, że ta pomoc będzie musiała zostać zwrócona. A to oznaczać będzie przyspieszone bankructwo kopalń - mówił w TOK FM Robert Tomaszewski z Polityki Insight.
Zobacz wideo

Związkowcy z Polskiej Grupy Górniczej od poniedziałku okupują siedzibę firmy w Katowicach. Powodem protestu był brak odpowiedzi wicepremiera i szefa resortu aktywów państwowych Jacka Sasina na pismo, które wysłali do niego związkowcy w zeszłym tygodniu. Górnicy domagają się rozpoczęcia rozmów o inwestycjach w kopalniach, cenach węgla i podwyżkach dla załogi.

W środę premier Mateusz Morawiecki oświadczył, że wierzy, iż w ciągu najbliższych dni uda się wypracować kompromis z protestującymi górniczymi związkami zawodowymi. Tego samego dnia rozmowy między związkowcami a zarządem spółki - z udziałem wiceszefa MAP Piotra Pyzika - zakończyły się fiaskiem. W związku z tym górnicy rozważają zaostrzenie protestu. - Czekamy do niedzieli. Jeżeli nie (dojdzie do porozumienia), to od poniedziałku startujemy i będzie o nas głośno w Polsce - powiedział szef górniczej Solidarności Bogusław Hutek. Premier zapowiedział, że spotka się ze związkowcami dopiero w trzeciej dekadzie lipca.

Robert Tomaszewski - starszy analityk ds. energetycznych w Polityce Insight - zwrócił w TOK FM uwagę, że górnicy mają teraz dobrą pozycję negocjacyjną i mogą dyktować rządowi warunki. - Mamy deficyty węgla i bardzo wysokie jego ceny na rynku polskim, a jeszcze wyższe na rynku międzynarodowym. Historycznie jeszcze nie mierzyliśmy się z takimi cenami. Mówimy tu o 400 dolarach za tonę węgla w portach Amsterdamu i Rotterdamu - mówił w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Jak dodał, górnicy oczekują wywiązania się z obietnic, które rząd złożył im w ubiegłym roku. - Chodzi o tzw. umowę społeczną wynegocjowaną w sprawie wygaszania kopalń węgla w zamian za dopłaty do redukowania produkcji tego surowca. A teraz w sytuacji, gdy musimy zwiększyć tę produkcję, górnicy pytają, co mają robić. Bo raz mają redukować produkcję, a raz podwyższać. Więc sytuacja jest chaotyczna. W sytuacji, gdy wajcha się przechyliła w stronę zwiększenia wydobycia, rząd będzie musiał iść na daleko idące ustępstwa - stwierdził.

Wyjaśniał też, że chodzi o dodatki do pensji dla górników, a także o inwestycje, które mają zwiększyć możliwości wydobywania węgla. - Rząd musi obiecać pompowanie kolejnych miliardów euro do kopalń na Śląsku. Pytanie, jak na to zareaguje Komisja Europejska. Prawdopodobnie w okresie kryzysu energetycznego Bruksela nie będzie agresywnie dokazywać, ale to nie zostanie Polsce zapomniane. Bo pamiętajmy, że od lutego polski rząd nielegalnie wspiera pomocą publiczną kopalnie z PGG. Więc dalsze zwiększanie transferów finansowych do sektora wydobywczego rodzi ryzyko, że ta pomoc będzie musiała zostać zwrócona. A to oznaczać będzie przyspieszone bankructwo kopalń - ocenił.

"Jesteśmy w oku cyklonu"

Gość TOK FM podkreślił, że polski rząd znalazł się w trudnej sytuacji z własnej winy, bo przez lata nie traktował poważnie unijnej polityki klimatycznej, a więc nie odchodził od węgla ani nie stawiał na alternatywne źródła energii. - Teraz znalazł się w sytuacji schizofrenicznej. Bo unijna polityka klimatyczna była znana od lat, ale rządy, w tym polski, próbowały ją omijać jak najszerszym łukiem. W efekcie nie jesteśmy gotowi do przyspieszenia transformacji energetycznej i jesteśmy uwięzieni w węglu - powiedział. I dodał, że kryzys klimatyczny się nie zatrzymał i unijna polityka w tej sprawie nie została unieważniona. - Polska znalazła się więc w oku cyklonu - podkreślił.

Ekspert przypomniał również, że ceny gazu gwałtownie wzrosły po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Ten surowiec - jak ocenił - okazał się więc "ślepą uliczką", a Polska jest skazana na "brudne", ale tańsze paliwo, jakim jest węgiel. Czy jednak da się w Polsce szybko zwiększyć jego wydobycie tak, by Polacy "bezpiecznie przeżyli zimę"? 

- Nie ma na to szans. To są inwestycję, na które potrzeba lat i setek milionów złotych. A nawet jeśli teraz zostałyby podjęte decyzje, żeby zwiększać produkcję węgla - w co wątpię - to za kilka lat znowu znajdziemy się w sytuacji, w której będziemy mieli za dużo tego surowca i nikt go nie będzie chciał kupić. Więc zakładam, że do tych inwestycji w zwiększenie wydobycia nie dojdzie. Może nastąpić zmiana kontraktów z kopalniami, żeby miały więcej pieniędzy i wypłacać je górnikom. Ale za to zapłacimy w cenach energii - posumował gość Agnieszki Lichnerowicz.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM