Mówił: "Chodź, będziemy się pieścić". Potem uderzał młotkiem. "Najbardziej niebezpieczny powojenny przestępca"

- Dotarłem do siostry Tuchlina, przez przepadek. Widziała się z nim na miesiąc przed egzekucją. Powiedziała mi wtedy: "Paweł przyznał mi się do wszystkiego. Od tego momentu przestał być moim bratem" - mówi w TOK FM dr Adrian Wrocławski. Adwokat i wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego wskazuje, jak wpadł drugi co do liczby ofiar śmiertelnych seryjny zabójca. Po "Wampirze z Zagłębia", czyli Zdzisławie Marchwickim.
Zobacz wideo

W 2023 roku minie 40 lat od schwytania Pawła Tuchlina. Skorpion - bo tak też go nazywano - za zabójstwo dziewięciu kobiet i usiłowanie dalszych dziesięciu zabójstw został w 1985 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano dwa lata później.

Zdaniem dr Adriana Wrocławskiego, adwokata i wykładowcy w Zakładzie Kryminalistyki i Prawa Dowodowego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego, szacuje się, że przez osiem lat Tuchlin dopuścił się, usiłował lub też przygotowywał się do 38 ataków na kobiety. - To najbardziej niebezpieczny przestępca powojenny. Potrafił jeździć co noc. Nie zawsze atakował, bo np. okazywało się, że nie było potencjalnej ofiary. Pora była niesprzyjająca albo np. pojawili się świadkowie. Duża liczba kobiet uszła więc z życiem - mówił w "Przedpołudniu Radia TOK FM". Mimo to, jak zastrzegł, to drugi co do liczby ofiar śmiertelnych seryjny zabójca. Po "Wampirze z Zagłębia", czyli Zdzisławie Marchwickim.

Tuchlin dopuszczał się też wielu kradzieży. - Ukradł lub przywłaszczył prawie 19 samochodów - wskazał u Przemysława Iwańczyka. I od razu dodał, że Skorpion "kradł wszystko, co się dało ukraść. Nawet bańki, które stały przy drodze, a które zostawił mleczarz". - Potrzebował paliwa, to kradł. Potrzebował melasy, by świnie szybciej rosły, to kradł. Potrzebował świni, kradł. Socjopata, pozbawiony empatii. Samo zło - ocenił autor książki "Skorpion. Sprawa zabójcy Pawła Tuchlina i seryjnych przestępstw na tle seksualnym na Pomorzu, popełnionych w latach 1975-1983". 

1,5-kg młotkiem w głowę

Tuchlin działał w dawnym województwie gdańskim, a także w województwach ościennych. Wybierał kobiety młode. Szczupłe. Wieczorami kręcił się w okolicach przystanków PKS i obserwował potencjalne ofiary. - Jak kobietę już namierzył, szedł za nią w pewnej odległości, obserwował, co się dzieje. Czy są świadkowie. Czy nie przejeżdżają samochody, traktory. Kiedy był pewny, że jest dla niego bezpiecznie, podchodził do kobiety. Zwykle łapał za rękę lub ramię i mówił np. "Chodź, będziemy się pieścić". Miał charakterystyczne sformułowania - wskazał dr Adrian Wrocławski.

- Kobieta wyszarpywała się, wtedy drugą ręką zwykle uderzał półtorakilogramowym młotkiem w głowę. Kobieta padała, odciągał ją na pobocze i gwałcił. Potem przeszukiwał, kradł pierścionki, wracał po torebkę, brał pieniądze i odchodził - dopowiedział.

Gra z organami ścigania 

Przez wiele lat Skorpion pozostawał nieuchwytny. Nie zostawiał żadnych śladów. Choć dziś, jak zastrzegł rozmówca TOK FM, "można by uznać, że to wina techniki kryminalistycznej". Był zamknięty w sobie. Z natury milczek. Poza tym "zawsze miał potężne alibi - był złodziejem. Recydywistą".

- Jeżeli coś skradziono w Gdańsku, na Kociewiu czy w Starogardzie Gdańskim, w pierwszej kolejności filtrowane były osoby, które miały już do czynienia z tego typu zdarzeniami. Tuchlin pojawiał się zawsze. Okradziono kiosk, Tuchlin był przesłuchiwany. Ukradziono melasę z zakładu rolnego, Tuchlin był przesłuchiwany  - zapewnił gość Przemysława Iwańczyka. Za to nigdy, jak podkreślił, "Tuchlin nie był przesłuchiwany, kiedy dochodziło do gwałtu czy innych przestępstw o charakterze seksualnym. W tych ewidencjach go nie było". - Nigdy nie dał się złapać na podglądactwie, obnażaniu się - zastrzegł.

Zanim został skazany, zatrzymano go tylko raz. W 1980 roku. Szedł wtedy za kobietą i mężczyzną, którzy wysiedli z autobusu. Prawdopodobnie, tłumaczył ekspert Uniwersytetu Gdańskiego, chciał poczekać, aż się rozdzielą i zaatakować. - Miał pecha, bo mężczyzna był milicjantem. Tuchlin został zatrzymany, przesłuchany - miał metalową rurkę. Ale uznano, że rozglądał się, gdzie by tu dokonać włamania - przypomniał.

Inna rzecz, jak dodał ekspert, że "Tuchlin wiedział też, jak prowadzić grę z organami ścigania". - Był gitem, czyli osobą należącą do subkultury więziennej. To powodowało, że przeszedł uniwersytet więzienny. Wiedział, jak rozmawiać z milicjantami - zastrzegł rozmówca TOK FM. 

"No to teraz ja wam wszystkim pokażę"

Jak wpadł Skorpion? MO w Gdańsku zaczęła badać listy kierowców z okolic, w których ataki się nasilały. - W tamtych czasach prawo jazdy było rzadszym dobrem - zastrzegł adwokat i wykładowca. 

Nazwisko po nazwisku sprawdzono każdą z osób. Tak trafiono na Tuchlina. - Ten pracował w ZNPK. A do tego np. pobrał z magazynu takie buty, jakich ślady zostały znalezione na miejscach zbrodni. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę - mówił gość TOK FM.

Po zatrzymaniu Tuchlin nie przyznał się od razu. Przed pięć godzin nic nie mówił. - Kiedy zaczęto pokazywać mu dowody, przyznał się do dwóch-trzech zbrodni. Był kapryśny. Cwaniakował. Z czasem rozmowy wyglądały tak: "Wiesz Paweł, za dwie-trzy zbrodnie, które mamy udowodnione dostaniesz ks, czyli karę śmierci. A jak się przyznasz do 20, czy ile ich tam miałeś, to każdy sąd uzna, że jesteś nienormalny. Pójdziesz do zakładu zamkniętego, wyjdziesz po paru latach" - mówił dr Adrian Wrocławski. 

Tuchlin zaczął się przyznawać do kolejnych zbrodni. Po tym jednak, jak zapoznał się z opinią sądowo-psychiatryczną, zobaczył, że jest zdrowy i załamał się. Próbował popełnić samobójstwo. - Potem zobaczył też akta i wtedy nastąpiła zmiana. Powiedział sobie: "No to teraz ja wam wszystkim pokażę" - dodał gość TOK FM.

Od tego momentu Tuchlin zaprzeczał wszystkiemu, o czym wcześniej mówił. Utrzymywał też, że jest ofiarą działań milicji. - Pisał nawet do generała Jaruzelskiego i do prezydenta Reagana. Próbował wszystkim zainteresować tym, że został wrobiony. Co było nieprawdą. Nawet nieliczne dowody były potężnie mocne. Ślady obuwia, znaleziona u niego w domu obrączka jednej z ofiar, zegarek drugiej ofiary. Nie było wątpliwości, że to on -  zapewnił dr Adrian Wrocławski.  

Skorpion został skazany na karę śmierci. - Dotarłem do siostry Tuchlina, przez przepadek. Widziała się z nim na miesiąc przed egzekucją. Powiedziała mi wtedy: "Paweł przyznał mi się do wszystkiego. Od tego momentu przestał być moim bratem" - skwitował adwokat i wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego.

DOSTĘP PREMIUM