Marsz Powstania Warszawskiego. Narodowcy nazywają LGBT totalitaryzmem

1 sierpnia ulicami Warszawy po raz dziesiąty przeszedł organizowany przez środowiska narodowe Marsz Powstania Warszawskiego. Jak co roku organizatorzy zarówno swoimi wystąpieniami, jak i symbolami manifestowanymi podczas zgromadzenia wywołali lawinę krytyki. Czy rocznica Powstania Warszawskiego to dobry moment na współczesną politykę i atakowanie środowisk LGBT?

"Tu jest Polska, nie Bruksela" - 10. Marsz Powstania Warszawskiego z ksenofobicznymi hasłami

Zorganizowany przez Roty Niepodległości, Stowarzyszenie Marsz Niepodległości i Straż Narodową marsz wyruszył z centrum Warszawy i dotarł na Plac Krasińskich, gdzie znajduje się pomnik ku czci Powstania Warszawskiego. Organizatorzy zdjęli ze znajdujących się przy pomniku stojaków dwie flagi Unii Europejskiej, a w ich miejsce wsadzili flagi Polski.

"Dziś jest polskie święto, a nie europejskie", "Tu jest Polska, nie Bruksela" - mówił Robert Bąkiewicz, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

Na czele Marszu Powstania Warszawskiego szła grupa uczestników trzymających baner, na którym obok przekreślonej swastyki oraz sierpa i młota, widniały przekreślona tęcza, będąca symbolem środowisk LGBT oraz twarz prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Na banerze widniał również napis "Stop totalitaryzmom".

Ośrodek Monitorowania zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zapowiedział, że zawiadomi w tej sprawie policję.

Kim jest Robert Bąkiewicz? Twierdzi, że wie, o co walczyli powstańcy

Kontrowersje wzbudza nie tylko symbolika wykorzystana przez uczestników  marszu, którzy porównali środowiska LGBT do totalitaryzmów, ale także samo przemówienie jednego z organizatorów, Roberta Bąkiewicza. Prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości (Bąkiewicz) zasugerował, że podczas Powstania Warszawskiego Polacy nie walczyli o równość: 

- Oni walczyli nie o te wszystkie rewolucyjne hasła, które się dzisiaj pojawiają, nie o te hasła wyimaginowanej równości. Oni walczyli o konkret, o niepodległe, suwerenne państwo polskie. Niech nikt nam nie wmawia, że jako Polacy walczyliśmy z nazistami. Niech nikt nam nie wmawia, że walczyliśmy o tą równość rewolucyjną, którą nam tutaj próbowano zaproponować. Dzisiaj jest wielu małych ludzi, którzy chcą tą ideę niepodległego i suwerennego państwa polskiego niszczyć. Są to ludzie, którzy uderzają w podstawy naszego bytu narodowego i chcą go zniszczyć.

Tymczasem uczestnicy marszu pod pomnikiem na placu Krasińskich skandowali: 

"Musimy wyrzucić Rafała Trzaskowskiego z ratusza"

Bąkiewicz oddaje cześć powstańcom, a co z Wandą Traczyk-Stawską?

 My dziś chcemy, oddając cześć powstańcom, również pomordowanym cywilom, oddając cześć temu bohaterskiemu miastu, pamiętać o tym, że powinniśmy być godnymi naśladowcami ich idei, że powinniśmy walczyć o suwerenne państwo polskie - deklarował Robert Bąkiewicz podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego

Tymczasem kilka miesięcy wcześniej swoim zachowaniem pokazał, że niewiele ma wspólnego z powstańczymi wartościami i nie wszystkich uczestników tego zrywu traktuje z należytym im szacunkiem. Podczas zorganizowanej 10 października 2021 roku prounijnej manifestacji, Bąkiewicz swoimi krzykami przez megafon zagłuszał wystąpienia uczestników, w tym Wandy Traczyk-Stawskiej. Sanitariuszka Powstania Warszawskiego w końcu straciła cierpliwość i skierowała w jego stronę ostre słowa:

– Milcz głupi chłopie! Chamie skończony, bo ja jestem żołnierzem, który pamięta, jak krew się lała, jak moi koledzy ginęli. Ja tu jestem po to, aby wołać w ich imieniu – powiedziała wyraźnie wzburzona 

 

Bąkiewicz w rozmowie z Interią stwierdził później, że chętnie spotka się z weteranką, choć jego zdaniem nie do końca rozumie ona współczesną rzeczywistość i jest wykorzystywana przez lewicę do promowania idei "sprzecznych z tymi, o które ta pani walczyła w powstaniu"

Wanda Traczyk-Stawska w rozmowie z Onetem odniosła się do słów Roberta Bąkiewicza.

– Wie pan, ile mnie obchodzi, co mówi ten Bąkiewicz? Niech sobie bąka, co chce. Ja wiem swoje. On udaje, że jest od Dmowskiego, tymczasem on jest tak naprawdę od Kaczyńskiego, bo tak samo jak on myśli. W jednej ręce ma różaniec, a w drugiej ręce pałę, żeby bić kobiety – powiedziała po tamtym incydencie weteranka Powstania Warszawskiego.

DOSTĘP PREMIUM