"PIP nie chce zajmować się mobbingiem". Prawnik punktuje słabości systemu, w którym pracownik szuka pomocy

Zdaniem mec. Grzegorza Ilnickiego Państwowa Inspekcja Pracy jest najgorszym adresem, pod który można się zgłosić w przypadku mobbingu. - Rekomenduję pisać do PIP w kwestii niewypłaconych wynagrodzeń. I w sprawach bhp. W żadnych innych sprawach raczej do inspekcji pisać nie należy, przy tej kondycji, którą ona dzisiaj ma - uważa specjalista prawa pracy z OPZZ.
Zobacz wideo

"Rzeczpospolita" poinformowała, że Państwowa Inspekcja Pracy zakończyła kontrolę w RASP, wydawcy "Newsweeka". Jak podkreślił w TOK FM nowy naczelny gazety Tomasz Sekielski, nie rozstrzygnęła ona, czy poprzedni szef redakcji Tomasz Lis stosował mobbing wobec pracowników gazety. - To, co wynika z tekstu "Rzeczpospolitej", to fakt, że w całej firmie są procedury antymobbingowe i one działają - wskazał Sekielski.

Mikołaj Lizut pytał specjalistę prawa pracy o to, czy PIP rzeczywiście nie ma narzędzi do badania mobbingu u pracodawców.

- Myślę, że Państwowa Inspekcja Pracy nie chce zajmować się mobbingiem u pracodawców - ocenił mec. Grzegorz Ilnicki, ekspert prawa pracy z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Gość audycji "A teraz na poważnie" przypomniał, że kiedy blisko 20 lat temu w Polsce pojawiły się przepisy antymobbingowe, PIP podejmował różne działania w tym zakresie. - Natomiast przez brak środków oraz liczbę skarg inspekcja przyjęła stanowisko, że w ogóle się mobbingiem nie zajmuje. Więc oficjalne stanowisko PIP w sprawie mobbingu jest takie, że inspekcja nie jest właściwa do tego rodzaju spraw - mówił prawnik.

"Jeżeli Państwowa Inspekcja Pracy zamyka oczy na problemy, to kto ma się nimi zajmować?"

Mec. Ilnicki podkreślił, że inspekcja powinna zgłaszać odpowiednim organom wszelkie nieprawidłowości. - PIP nawet przy braku własnych narzędzi ustawowych, żeby egzekwować właściwe zachowania, powinna skierować zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa np. jeśli chodzi o groźby bezprawne przy wypowiadaniu umów o pracę, o zmuszanie do podpisywania różnego rodzaju porozumień. Jest cała masa zachowań, które mobbingami nie są, ale są niepożądane, toksyczne, niewłaściwe - wyliczał. - Jeżeli Państwowa Inspekcja Pracy zamyka oczy na te problemy, to kto ma się nimi zajmować? - pytał retorycznie.

Gość TOK FM wskazał, że kiedy pracownik pisze skargę do inspekcji pracy w sprawie mobbingu, zazwyczaj otrzymuje w odpowiedzi standardowe pismo. - Najczęściej inspektorzy mają przygotowane "wzorki" na to, żeby odpowiadać, że nic się nic nie da zrobić i proszę pójść do sądu pracy. Tylko w sądzie trzeba poczekać kilka lat na wyrok. Bo ministrowie sprawiedliwości zlikwidowali w ostatnich latach około 100 sądów pracy w Polsce. W wielu miastach na pierwszy termin (rozprawy) czeka się po sześć-osiem miesięcy. Ostatnio padł rekord. W Warszawie czekaliśmy na pierwszy termin rozprawy półtora roku - alarmował prawnik.

"Antypracownicza" linia orzecznicza sądów

Według prawnika pracownik w sądzie ma niewielkie szanse na wygraną. Jak argumentował, sądownictwo nie jest przygotowane do spraw związanych z mobbingiem.  - Sporów mobbingowych w Polsce jest relatywnie niewiele. I statystyczny sędzia w sądzie pracy bardzo rzadko spotyka się ze sprawą mobbingową. A kiedy się już spotyka, to kieruje się orzecznictwem Sądu Najwyższego, który jest tutaj nieracjonalnie antypracowniczy - argumentował.

Ekspert podkreślił, że sędziowie SN uznali w licznych wyrokach, że mobbing to "najbardziej wyeskalowana forma nękania, prowadząca do skrajnego rozstroju zdrowia". - I kiedy sądy dostają takie sprawy do rozstrzygania, to poszukują właśnie takich objawów. A mobbing jest zjawiskiem dynamicznym, na początku prawie niezauważalnym, na starcie wywołującym drobny rozstrój zdrowia, problemy ze snem, poczucie niedocenienia. Im dłużej trwa, tym bardziej narasta - tłumaczył rozmówca Mikołaja Lizuta.

Ilnicki ocenił, że sądy pracy często nie potrafią dostrzec tego rodzaju zjawisk. - Sędziowie z powodu braku doświadczenia nie douczają się z zakresu psychologii zarządzania, psychologii pracy. I popełniają liczne uproszczenia, które sprawiają, że wypaczają istotę przemocy w miejscu pracy. To bardzo niepokojące zjawisko, podobnie jak zachowanie inspekcji pracy - stwierdził.

Gdzie zwrócić się w przypadku mobbingu? PIP jest najgorszym adresem

Prawnik ocenił więc, że Państwowa Inspekcja Pracy jest najgorszym adresem, pod który można się zgłosić w przypadku mobbingu. - Rekomenduję pisać do inspekcji pracy w kwestii niewypłaconych wynagrodzeń, ale już nie premiowych. I w sprawach bezpieczeństwa, i higieny pracy. W żadnych innych sprawach raczej do inspekcji pisać nie należy przy tej kondycji, którą ona dzisiaj ma - stwierdził mec. Ilnicki.

Kiedy pojawi się w pracy mobbing - jak tłumaczył gość TOK FM - pracownik ma trzy możliwości. Pierwszym jest zgłoszenie sprawy do pracodawcy. - Jeżeli pracownik ma zaufanie do pracodawcy i wie, że to, czego doświadcza, to nie jest polityka firmy, warto informować o nieprawidłowościach, poprosić o pomoc i wskazać konkretne zachowania - radził. Druga opcja, na którą wskazał prawnik, to użycie istniejących w firmach narzędzi reagowania. - Czasem są jakieś sytuacje mediacyjne, powołane komisje. Jeśli mamy do nich zaufanie, należy z tego korzystać - podkreślił.

Ilnicki zwrócił też uwagę na asertywną postawę wobec mobbera. - Zdarza się, że zachowania przemocowe w miejscu pracy są realizowane w sposób nie do końca świadomy, wynikają z pewnego tempa, z niewłaściwego stylu. I kiedy mobberowi pokaże się, jak się zachowuje, to potrafi się cofnąć. To nie jest bardzo częste, ale bywa i tak - powiedział.

"Rekomenduję zmienić pracę"

Mecenas ocenił, że w najcięższym położeniu są pracownicy małych firm, w których przypadków mobbingu właściwie nie ma do kogo zgłosić. - W małych przedsiębiorstwach najczęściej menadżerem jest jednocześnie właściciel i on ma poczucie, że pracownik jest "mój". I wymienia to "mój" w zasadzie jednym tchem z kserokopiarką, samochodem służbowym czy lokalem. Tam powstrzymanie sprawcy mobbingu jest najtrudniejsze - wyjaśnił.

Specjalista prawa pracy dodał, że jeżeli skorzystamy ze wszystkich dostępnych w firmie możliwości i uznamy, iż na poprawę sytuacji nie ma szans, to on "rekomenduje zmieniać pracę". - Wiem, że to nie brzmi najlepiej i słuchacze woleliby usłyszeć, że istnieją w Polsce takie instytucje, które będą tą jutrzenką sprawiedliwości, które ich wybronią. Ale żeby dbać o siebie, o swój dom, rodzinę i zdrowie psychiczne, jeżeli nie ma możliwości, żeby sytuację uzdrowić, należy pracę zmienić - przekonywał mec. Grzegorz Ilnicki.

DOSTĘP PREMIUM