Mobbing - dlaczego nikt nie reaguje? Sędzia: świadkowie są jak trzy małpki, nie widzą, nie słyszą, nie mówią

"Wybaczam" - tak Tomasz Lis zareagował na artykuł "Rzeczpospolitej" dotyczący wyników kontroli Państwowej Inspekcji Pracy w "Newsweeku". Aczkolwiek to nie PIP, tylko sąd może stwierdzić czy zgłaszana przemoc była mobbingiem. I robi to bardzo rzadko. Tylko 5-7 procent spraw trafiających do sądu kończy się wyrokiem korzystnym dla ofiar. Sprawdzamy, dlaczego ofiary nie potrafią udowodnić mobbingu w sądzie, a otoczenie widzi i nie reaguje.

Tomasz Lis — mobbing w "Newsweeku". Czy kontrola PIP rozstrzyga sprawę?

W czerwcu tego roku pracownicy tygodnika "Newsweek" oskarżyli byłego redaktora naczelnego o mobbing. Jedna z dziennikarek, Renata Kim przyznała, że to ona zgłosiła do PIP i Związków Zawodowych, że w redakcji stosowany jest ten rodzaj przemocy. Tomasz Lis pożegnał się z redakcją "Newsweeka", choć do końca nie przyznawał się do winy. Został też zawieszony — do wyjaśnienia sprawy — jako komentator piątkowej, porannej audycji Jacka Żakowskiego, w TOK FM.

We wtorek "Rzeczpospolita" opublikowała artykuł, w którym ujawniła wnioski po kontroli Państwowej Inspekcji Pracy w redakcji "Newsweeka". PIP potwierdziła, że "procedury antymobbingowe w firmie działały sprawnie". Co warto zaznaczyć, inspekcja nie ma narzędzi do tego, żeby sprawdzać, czy faktycznie w redakcji dochodziło do mobbingu. - Państwowa Inspekcja Pracy nie ma uprawnień do tego, aby określać, czy był mobbing, czy nie było. PIP sprawdza, czy są odpowiednie procedury w firmie - precyzował w Poranku Radia TOK FM Tomasz Sekielski, nowy redaktor naczelny tygodnika. 

Tomasz Lis "wybacza"

We wtorek Tomasz Lis na swoim Twitterze opublikował dość wymowny wpis. - Na wiele tygodni zamieniono moje życie i życie moich najbliższych w koszmar. Nie oszczędzono mi żadnego epitetu. Niczego. Nie oczekuję przeprosin ani nawet refleksji. Jako chrześcijanin mam tylko jedno wyjście- wybaczam. Ale nie wiem czy kiedykolwiek będę umiał zapomnieć - napisał dziennikarz. 

Sędzia sądu pracy: "ile razy zasądziłam odszkodowanie? Ani razu"

Dlatego kontrola PIP nie rozstrzyga, czy w "Newsweeku" dochodziło do mobbingu. W tej sprawie jednoznacznie może się wypowiedzieć dopiero sąd.  Mówiąc o mobbingu, trzeba pamiętać o dwóch rzeczach, na które w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz zwrócił uwagę mecenas Grzegorz Ilnicki. Najważniejszym elementem jest ochrona ofiar, natomiast drugim — także bardzo istotnym — jest ochrona przed fałszywym oskarżeniem o mobbing — powiedział Ilnicki w "Światopodglądzie" w TOK FM.

Dopóki więc nie zapadnie wyrok, sprawa cały czas pozostaje otwarta. A wyroki, korzystne dla ofiar zapadają bardzo rzadko. Według mec. Moniki Wieczorek to tylko 5-7 proc. wszystkich przypadków.

Użytkowniczka Facebooka "Merida Waleczna" - w swoim wpisie — poruszyła temat powszechnego braku odszkodowań dla ofiar mobbingu. "Jestem sędzią sądu pracy od kilkunastu lat — można przeczytać na jej Facebooku - "Gdyby zapytał Pan o to, ile razy zasądziłam odszkodowanie w związku z mobbingiem, odpowiedziałabym: ani razu".

Mobbing - 2 powody fiaska spraw o mobbing

Prawnicy zwracają uwagę na dwa podstawowe powody braku wyroków skazujących dla mobberów. Pierwszym jest trudność w zdobyciu dowodów na przemoc w pracy. Mecenas Monika Wieczorek przypomniała, że zasada dowodowa w tego typu sprawach sprowadza się do reguły: "kto żąda - ten udowadnia". To powoduje, że to skarżący, nękany pracownik, często będący w stanie rozstroju nerwowego, musi dostarczyć sądowi dowody na mobbing. Nie pomaga w tym też fakt, że ofiara mobbingu ma tylko dwa lata na złożenie oskarżenia. Z reguły jest to kluczowy czas, potrzebny na terapię i dojście ofiary do równowagi psychicznej. Często dzieje się tak, że do tego czasu sprawa już się przedawnia.

Drugi problem — jak napisała "Merida Waleczna" — to świadkowie. "W charakterze świadków występują zazwyczaj trzy małpki. Nic nie widziałem, niczego nie słyszałem, niczego nie powiem" - wskazała. 

Autorka wpisu zaznaczała, że jeśli ktoś pracuje w grupie, to właśnie ta grupa — obserwująca przemoc — powinna zareagować, pokazując, że nie zgadza się na niewłaściwe traktowanie.

"W swojej praktyce nie spotkałam się jednak ani razu z takim przypadkiem. Grupa zawsze jest milczącą masą małpek. Ba, grupa jest masą małpek składającą nieprawdziwe zeznania przed sądem, bo za nieprawdziwe zeznania uważa się także zatajanie prawdy" - dodała prawniczka. 

DOSTĘP PREMIUM