Polska wyśle gaz do Niemiec, nawet kosztem naszego przemysłu? "Dobrze, że ten mechanizm powstał"

Można wyobrazić sobie sytuację, że Polska - mając pełne magazyny gazu - będzie musiała ograniczyć jego dostawy do swojego przemysłu, by nie zabrakło tego surowca odbiorcom wrażliwym np. w Niemczech - mówił w TOK FM Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.
Zobacz wideo

Unia Europejska przyjęła w piątek rozporządzenie zakładające dobrowolne zmniejszenie zapotrzebowania na gaz ziemny o 15 proc. Jego celem są oszczędności na nadchodzącą zimę - tak, by przygotować się na ewentualne zakłócenia w dostawach surowca z Rosji, która stale używa dostaw źródeł energii jako broni.

Co konkretnie oznacza to porozumienie państw członkowskich UE, mówił na antenie TOK FM Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. - Na początku w całej Wspólnocie mamy dobrowolnie ograniczyć zużycie gazu o 15 proc. Natomiast w razie kryzysu mamy to zrobić obowiązkowo. A kryzys jest realnym zagrożeniem, bo w sezonie grzewczym Rosjanie mogą zakręcić kurek z gazem do zera. Wtedy w kilku państwach unijnych mogą pojawić się niedobory tego surowca i będziemy się dzielić tym, co nam zostanie. Decyzja w tej sprawie ma zapadać w UE większością kwalifikowaną – wyjaśniał gość Przemysława Iwańczyka.

Zwrócił uwagę, że Węgry odrzucają te rozwiązania, bo są "koniem trojańskim Władimira Putina i bardziej współpracują z Gazpromem niż z Komisją Europejską" w kwestii gazu. Z kolei premier Mateusz Morawiecki już zapowiedział sprzeciw w sytuacji, gdy ograniczenia w zużyciu tego surowca będą obligatoryjne. - Natomiast patrząc z punktu widzenia naszej integracji europejskiej i naszej efektywności reagowania na to, co prawdopodobnie będzie robił Władimir Putin, ten mechanizm jest zasadny i dobrze, że powstał – podkreślił.

Polska podzieli się gazem z Niemcami, nawet jeśli straci na tym jej przemysł?

Jak zadziała ten mechanizm, gdy Władimir Putin zakręci kurek z gazem i doprowadzi do poważnego kryzysu energetycznego w Europie? - Jest kategoria odbiorców wrażliwych i chronionych, którym w ostatniej kolejności ogranicza się dostawy gazu. To są szkoły, szpitale, hospicja i ośrodki użyteczności publicznej. Do nich gaz ma docierać do ostatniego momentu. Natomiast w innej sytuacji jest np. przemysł. Bo jego kosztem dane państwo członkowskie ma wysyłać gaz do kraju, który nie ma jego zapasów. Po to, żeby tamtejsi odbiorcy wrażliwi nie ucierpieli – tłumaczył.

Jak dodał, można więc wyobrazić sobie sytuację, że Polska - mając pełne magazyny gazu - ograniczy jego dostawy do swojego przemysłu, by "nie zabrakło tego surowca odbiorcom wrażliwym np. w Niemczech". - To może się nie podobać, ale spójrzmy na to inaczej. W roku 2023 Niemcy będą mieli terminale LNG i jeśli wtedy my będziemy mieli jakieś problemy, to na pewno od nich pomoc dostaniemy – stwierdził.

Gość TOK FM podał też drugi argument za tym, żeby podczas kryzysu dzielić się z Niemcami gazem. - Taki kryzys w największej gospodarce Europy, z którą ściśle jest związana nasza gospodarka, oznacza kryzys ekonomiczny także u nas. Dlatego warto się tym surowcem podzielić – ocenił.

Ekspert podkreślił również, że w dłuższej perspektywie powinniśmy liczyć się z wysokimi cenami gazu. - Idą lata chude, w których będziemy musieli zaciskać pasa. To argument za tym, żebyśmy go oszczędzali. Każda zaoszczędzona megawatogodzina to zysk dla naszego portfela, strata dla Władimira Putina i nasze większe bezpieczeństwo – podsumował Wojciech Jakóbik.

DOSTĘP PREMIUM