Emeryci rozwiążą problem braku nauczycieli? Broniarz: Mogliby sytuację podreperować

Mimo że do początku roku szkolnego zostało już mało czasu, to wielu rodziców nadal nie wie, czy ich dzieci będzie miał kto uczyć. Jak mówił w TOK FM Sławomir Broniarz, dyrektorzy szkół zapewne będą musieli szukać pomocy u swoich byłych pracowników. - Istotne jest pytanie, jak zareagują na te problemy nauczyciele, którzy mają uprawnienia emerytalne i którzy mogliby tę sytuację podreperować, wracając do szkół na kilka godzin - stwierdził prezes ZNP.
Zobacz wideo

Zbliża się początek roku szkolnego, a dyrektorzy szkół i związki zawodowe nauczycieli alarmują, że w wielu placówkach brakuje pedagogów. Jak mówił w TOK FM Sławomir Broniarz, problem nie jest nowy, ale ostatnio przybrał na sile. - We wrześniu 2021 roku mogliśmy mówić, że brakuje 3-5 tys. nauczycieli, a dziś możemy mieć już do czynienia z brakiem ponad 20 tys. nauczycieli. Sytuacja nie jest komfortowa ani dla dyrektorów szkół, ani dla rodziców i uczniów, którzy nie wiedzą, kto ich będzie uczył - ocenił w rozmowie z Jackiem Żakowskim prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Jak dodał, dyrektorzy szkół zapewne będą musieli szukać pomocy u swoich byłych pracowników. - Istotne jest pytanie, jak zareagują na te problemy nauczyciele, którzy mają uprawnienia emerytalne i którzy mogliby tę sytuację podreperować, wracając do szkół na kilka godzin - stwierdził, podkreślając, że "przekonamy się, jak będzie, 3-4 września".  

Gość TOK FM zwrócił przy tym uwagę, że jeśli nie uda się rozwiązać problemu braków kadrowych w polskich szkołach, to dzieci będą miały o wiele mniejszy komfort nauki. - Musimy liczyć się z tym, że klasy będą przepełnione. W dodatku do tych klas wejdą dzieci z Ukrainy. I to będzie nasza codzienność - podkreślił. I od razu dodał: "Minister edukacji (Przemysław Czarnek - przyp. red.) mówi, że samorządy sobie z tym problemem poradzą, ale one znajdują się w bardzo trudnej ekonomicznie sytuacji i muszą wprowadzać elementy racjonalizacji w wydatkowaniu, co niestety odbywa się kosztem szkoły i ucznia". 

Będzie strajk nauczycieli we wrześniu?

Sławomir Broniarz zwrócił uwagę, że problem z brakami kadrowymi w polskich szkołach ma związek również z tym, że nauczyciele są słabo wynagradzani. - Pan minister edukacji jeszcze dwa-trzy tygodnie temu mówił, że miał ofertę 36-procentowej podwyżki dla nauczycieli, ale ponoć związki zawodowe z tego nie skorzystały. To jest absurd, bo takiego projektu na stole nie było - mówił w TOK FM. - Miał okazję skorzystać z uchwały Senatu, która zakładała podwyżki dla nauczycieli rzędu 20 proc., ale tego nie zrobił. Mówił, że chce pomóc tylko nauczycielom, którzy wchodzą do zawodu, bo chce ich przyciągnąć do szkół. Tyle tylko, że 90 proc. nauczycieli jest mianowanych i dyplomowanych, a początkujących jest tylko ok. 20 tys. - dodał. 

Rozmówca Jacka Żakowskiego przypomniał też, że nawet po podwyżce oferowanej przez Przemysława Czarnka początkujący nauczyciel może liczyć na wynagrodzenie w wysokości 3400 zł brutto. A to - jak zaznaczył - "nie jest kwota, która przyciągnie do szkół kogokolwiek po Uniwersytecie Warszawskim czy Uniwersytecie Jagiellońskim". - Bo przecież ten młody człowiek musi wynająć mieszkanie w dużym mieście. A pan minister oferuje mu 3400 zł i mówi, że na pewno ta kwota przyciągnie go do pracy. Tak nie jest - stwierdził.

Prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego nie chciał jednak wypowiadać się na temat możliwości wrześniowego strajku nauczycieli. Wskazał, że nadal nauczyciele są "w traumie strajku w 2019, nie tylko z powodu utraty ogromnych pieniędzy przez protestujących, ale także hejtu, z jakim się wtedy spotkali". - Dlatego dzisiaj o strajku wolałbym nie mówić - podkreślił. - Natomiast wszystkie środowiska nauczycieli mówią o tym samym: nie będzie dobrej edukacji, jeśli nauczyciele będą tak traktowani na rynku pracy - podsumował gość Poranka TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM