PiS chce nałożyć "kaganiec na związki zawodowe". "Ryzyko buntu we własnych instytucjach"

Zakaz strajków solidarnościowych i ograniczenie prawa do wszczęcia sporu w pracy - według "Gazety Wyborczej" takie zmiany chce wprowadzić Prawo i Sprawiedliwość. - Jesień może być bardzo gorąca, dlatego rząd próbuje podjąć działania, które temu mogą przeciwdziałać - komentował w TOK FM Bogusław Chrabota, naczelny "Rzeczpospolitej".
Zobacz wideo

Według informacji "Gazety Wyborczej" Prawo i Sprawiedliwość pracuje nad zmianami mającymi uderzyć w związki zawodowe i ograniczyć możliwość protestu. Projekt ustawy o sporach zbiorowych w pracy miałby m.in. zakazać strajków solidarnościowych, a także ograniczyć prawo do wszczęcia sporu, które do tej pory miał każdy związek zawodowy. W myśl nowych przepisów - jak podaje "GW" - aby wszcząć spór zbiorowy w firmach, w których związków zawodowych jest więcej niż jeden, trzeba będzie zbudować koalicję i dogadać się z największym związkiem, którym przeważnie jest prorządowa "Solidarność".  

Przeciwko pomysłom obecnej władzy, jak czytamy w dzienniku, protestują wszystkie centrale związkowe. Po co więc PiS-owi konflikt ze związkowcami? 

Jak mówiła w Poranku Radia TOK FM Aleksandra Sobczak, wicenaczelna "Wyborczej", prawdopodobnie "rząd widzi, że jest ryzyko buntu w ich własnych instytucjach". - Przepisy, które chcą zmieniać, są wymierzone w organizacje związkowe głównie w takich miejscach jak poczta, administracja skarbowa i duże instytucje, takie jak ZUS - wskazała. - Pomysły uderzają w miejsca, gdzie oprócz dużego związku zawodowego - który w instytucjach państwowych często gra razem z władzą - są też mniejsze organizacje związkowe. A te często odpowiadały za wyraz prawdziwego nastroju pracowników i to one dostaną kaganiec - dodała Sobczak.

"Jesień może być bardzo gorąca"

Według redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej" pewne jest to, że Polska "musi się przygotować na falę strajków i protestów", bo niezadowolenie w różnych grupach zawodowych jest ogromne. Protesty te, jak mówił Bogusław Chrabota, odbędą się najpewniej już we wrześniu. - Jesień może być bardzo gorąca. Dlatego rząd próbuje podjąć działania, które temu mogą przeciwdziałać. Tyle że ta ustawa - jeśli jest w fazie projektu - nie zostanie uchwalona na wrzesień - stwierdził. Według publicysty zostało zbyt mało czasu. A w związku z tym "to nie jest lekarstwo, które pozwoli rządowi uratować się przed protestami".

Z drugiej strony Chrabota przekonywał, że nawet gdyby takie prawo weszło w życie, to i tak nie powstrzyma ono ludzi przed demonstrowaniem swojego niezadowolenia. - Myślę, że elementarne prawo obywateli do protestu czy do strajku w żaden sposób nie zostanie ubrane w kaganiec - podkreślił naczelny "Rzeczpospolitej".

Podobnego zdania był Tomasz Sekielski, naczelny "Newsweeka". - Nie wierzę, że w sytuacji, w której następuje tak potężne zubożenie społeczeństwa, jakikolwiek przepis zakazujący protestu rzeczywiście sprawi, że tych protestów nie będzie. To się nie uda - ocenił jednoznacznie.

Ponadto Sekielski wypomniał Prawu i Sprawiedliwości, że zniszczyło wszelką formę dialogu społecznego. - Ustawy, które przygotowuje rząd i które są przedstawiane później przez posłów, żeby te procedury uzgodnieniowe pominąć, pokazują, że PiS w warstwie werbalnej dużo mówi o szacunku do suwerena i wsłuchaniu się w głos ludzi. Natomiast w praktyce ma być tak, jak chce naczelnik i parta. Jakoś nie jestem zdziwiony tym, że są pomysły ograniczenia i nakładania jakiegoś kagańca na związki zawodowe - ocenił gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM