Turystów w hotelach przybyło. Ale hotelarze i tak mają kłopoty. "Wcześniej płaciła 79 tys. zł, a teraz 198 tys."

Wbrew oczekiwaniom tegoroczne wakacje są całkiem udane dla hotelarzy. Jak mówił w TOK FM sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego, początek lipca nie napawał optymizmem, ale potem liczba rezerwacji już tylko systematycznie rosła. Byłoby więc powody do zadowolenia, gdyby nie podwyżki. - Koleżanka rok temu płaciła za prąd 79 tys. zł, a teraz 198 tys. zł - przekazał Marcin Mączyński.
Zobacz wideo

Branża hotelarska to jedna z najciężej doświadczonych przez pandemię. Kiedy przyszedł czas na odrabianie start wybuchła wojna w Ukrainie. Dlatego, jak przyznał w TOK FM sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego Marcin Mączyński, hotelarze spodziewali się, że również tegoroczne wakacje nie pozwolą im stanąć na nogi.

Początek lipca wskazywał, że pesymistyczne prognozy mogą się sprawdzić. Ale - jak mówił gość TOK FM - szybko nastąpiło odbicie: Polacy ruszyli na wakacje. I zdecydowali się - wbrew prognozom - spędzić się je w kraju.

- Pierwsze dwa tygodnie lipca były gorsze, niż się spodziewaliśmy. Na szczęście w drugiej połowie tego miesiąca to się bardzo mocno zmieniło. A to dlatego, że była ładna pogoda w tym czasie. Bardzo mocno osłabiła się też złotówka, więc każdy przeliczał, ile musi wydać za granicą pieniędzy na wakacje. Trzecim powodem poprawy naszej sytuacji jest duży kryzys w branży lotniczej. Pokazywane w telewizji dantejskie sceny z lotnisk sprawiły, że wiele osób, które miały wyjechać za granicę, stwierdziło, że jednak wakacje spędzi w Polsce – tłumaczył w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Mączyński zastrzegł jednak, że kolejne miesiące nie jawią się już dla branży optymistycznie. Powodem jest trudna sytuacja gospodarcza w kraju. - Branża hotelarska i turystyczna jest papierkiem lakmusowym gospodarki. Jeśli w tej ostatniej zaczyna dziać się coś złego, to ludzie rezygnują z wyjazdów albo je skracają. Stąd też żyjemy w dużej niepewności – podkreślił.

Rachunki za prąd skoczyły z 79 do 198 tys. zł

Gość TOK FM wyjaśniał, jak duże znaczenie mają dla hotelarzy podwyżki ceny prądu, gazu oraz żywności. - Rozmawiałem wczoraj z koleżanką, która pokazywała mi faktury za prąd z lipca tego i zeszłego roku. Wcześniej płaciła 79 tys. zł, a teraz 198 tys. zł. To wielka różnica! Teraz właściciele hoteli właściwie co miesiąc muszą robić zmiany w budżetach, bo wysokość rachunków tak dynamicznie się zmienia. Dlatego w porównaniu do zeszłego roku polscy hotelarze podnieśli ceny średnio o 20 proc. Czyli delikatnie powyżej progu inflacji, która wynosi ok. 15 proc. - mówił gość TOK FM.

Jak dodał, niestety dalszych podwyżek w hotelach należy się spodziewać, bo nic nie wskazuje na to, żeby inflacja w Polsce wyhamowała, a rachunki za media przestały rosnąć z miesiąca na miesiąc. - Przecież nie jesteśmy oderwani od rzeczywistości. Zarabiamy na obsłudze naszych gości, nie mamy dodatkowych źródeł dochodu w biznesie. Dlatego jeśli wszystko nadal będzie drożało, to również i my musimy podnosić ceny – podsumował sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego.

DOSTĘP PREMIUM