"Żałosny obrazek pokazujący brak systemu kontroli". W Odrze może dojść do wtórnego skażenia

Katastrofa ekologiczna na rzece Odrze pokazuje, z jakim chaosem i brakiem systemu reagowania mamy do czynienia - mówił w TOK FM Piotr Nieznański z WWF Polska i Koalicji Ratujmy Rzeki. Jak dodał, do tej pory wyławianiem martwych ryb z rzeki zajmowali się wolontariusze i rybacy, którzy są do tego nieprzygotowani. - Nikt im nie udzielił instrukcji, jak to robić, żeby było to dla nich bezpieczne. Nikt ich nie wyposażył w rękawice ani fartuchy. Nikt nie kontroluje tej pracy - alarmował.
Zobacz wideo

W ostatnich dniach wędkarze wyłowili z Odry co najmniej kilka ton śniętych ryb. Zaobserwowano je już w województwach dolnośląskim i lubuskim, a w czwartek fala zanieczyszczonej Odry dotarła również do województwa zachodniopomorskiego. Sprawą masowego śnięcia ryb w Odrze zainteresowała się teraz Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu. Dotąd ich usuwaniem zajmowali się np. wędkarze. Dopiero w czwartek minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak poinformował, że do akcji wkroczą także terytorialsi i wojska operacyjne.

- To sytuacja, z którą nie mieliśmy dotychczas do czynienia. Jest to śnięcie ryb na odcinku kilkuset kilometrów Odry, czyli drugiej co do wielkości rzeki w Polsce. Więc absolutnie nie jest to problem błahy ani lokalny - mówił w TOK FM Piotr Nieznański z WWF Polska i Koalicji Ratujmy Rzeki.

W jego ocenie skala katastrofy jest ogromna i tym bardziej dziwi fakt, że instytucje państwa tak późno zareagowały, nie próbując wcześniej zapobiec problemowi. - Pierwsze poważne śnięcia ryb w Odrze wystąpiły już w marcu, o czym wędkarze informowali instytucje państwowe. To już był pierwszy znak ostrzegawczy, że dzieje się coś bardzo niedobrego. W większej skali skażenie zaczęło się pod koniec lipca, gdy zaobserwowano śnięcie ryb w okolicach Oławy - przypomniał.

Chaos i brak systemu reagowania 

Piotr Nieznański zwrócił również uwagę, że Odra ma teraz dość wysoką temperaturę i niski stan wody, a jeśli w najbliższych dniach on się podwyższy i zwiększy się turbulencja wody, to może dojść do wtórnego jej skażenia. - Tymczasem w tej chwili trwa usprawiedliwianie się poszczególnych instytucji państwa. A nie rzeczywista próba znalezienia przyczyny skażenia. O katastrofie u nas rozmawia się dopiero, gdy media ją nagłaśniają i wszyscy nagle się budzą. A mechanizmy, które pozwoliłyby nie dopuścić do powstania katastrofy, powinny zostać wypracowane wcześniej - podkreślił.

Gość TOK FM stwierdził też, że do tej pory wyławianiem martwych ryb z Odry zajmowali się ludzie do tego nieprzygotowani. - Nikt im nie udzielił instrukcji, jak to robić, żeby było to dla nich bezpieczne. Nikt ich nie wyposażył w rękawice ani fartuchy. Nikt nie kontroluje tej pracy. To są społeczne siły, np. mieszkańcy, wolontariusze i Społeczna Straż Rybacka. A to powinno być koordynowane przez państwo, łącznie z policją. Ten obrazek pokazuje, z jakim chaosem i brakiem systemu reagowania mamy do czynienia - ocenił.

"Żałosny obrazek pokazujący brak systemu kontroli"

W ocenie Piotra Nieznańskiego państwo nie zdało egzaminu podczas tej katastrofy ekologicznej. Przy czym taka sytuacja ma miejsce nie pierwszy raz. - Kilka tygodni temu został zaobserwowany na Odrze bardzo duży spływ fenolu. Od wysokości Malczyc aż do Szczecina wędkarze nad rzeką czuli chemiczny zapach. Zgłaszali to instytucjom, ale do dzisiaj sprawa nie została rozwiązana. Nie znaleziono sprawców. Zostało to zamiecione pod dywan - wskazał konkretny przykład. - Ponadto na co dzień mamy doniesienia o spuszczaniu ścieków do polskich rzek, także przez oczyszczalnie. Dzieje się to w piątek popołudniu, sobotę i niedzielę, gdy nie działają organy kontrolne. To żałosny obrazek pokazujący brak systemu kontroli jakości środowiska - dodał. 

Jako przyczynę takiego stanu rzeczy, wymienił brak niezależności organów kontrolnych od polityków. - Drugi powód to brak sprzętu. Kilka lat temu środkiem Wisły płynął olej i trzeba było pobrać próbki, by stwierdzić, co to za substancja. Jeden z Wojewódzkich Inspektoratów Środowiska odpowiedział nam, że nie ma łódki, by tam popłynąć. Jest XXI wiek i era dronów, a my borykamy się z takimi problemami - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM