"To niemożliwe, że w Odrze nie stwierdzono rtęci". Ekspertka piętnuje absurdy i mówi, czy Bałtyk jest bezpieczny

Fake newsem jest to, że w Odrze nie ma metali ciężkich w rybach. To niemożliwe - mówiła w TOK FM prof. Magdalena Bełdowska. Zdaniem ekspertki z Instytutu Oceanografii i Pracowni Chemii Morza i Atmosfery UG, informacje przekazywane przez służby są niepełne.
Zobacz wideo

Co najmniej 80 ton śniętych ryb odłowili strażacy na Odrze od piątku, podał rzecznik komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej bryg. Karol Kierzkowski. Badanie próbek wody nadal nie przyniosło odpowiedzi na pytanie, co spowodowało największą katastrofę ekologiczną ostatnich lat. Jak poinformował Główny Inspektorat Ochrony Środowiska, nie potwierdzono obecności rtęci.

Jak oceniła w TOK FM prof. Magdalena Bełdowska, to... niemożliwe. - Zajmuję się badaniem metali w środowisku wodnym od ponad 20 lat. Napisałam ponad 100 publikacji naukowych o metalach w środowisku, w tym o rtęci. Z pełną odpowiedzialnością mówię: to nierealne, że w wodzie z Odry, jak i w rybach, nie stwierdzono rtęci - mówiła ekspertka Instytutu Oceanografii i Pracowni Chemii Morza i Atmosfery Uniwersytetu Gdańskiego. - Rtęć i inne metale śladowe  naturalnie występują w środowisku - w glebie, osadzie, wodzie powietrzu - tłumaczyła w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u.

Ekspertka podkreśliła, że rtęć jest na tyle specyficznym metalem, że jest nawet w wodzie destylowanej. Dlatego do analiz chemicznych używa się wody dejonizowanej - jeszcze czystszej niż woda destylowana, zapewniła. - Czyli co, w Odrze płynie woda dejonizowana?! - pytała, nie kryjąc ironii.

- Kolejny absurd, to wypowiedzi o innych metalach ciężkich. Mamy te, które uważa się za toksyczne, ale w wysokich stężeniach. Jak np. miedź czy cynk. Ale w pewnych dawkach one są konieczne,  niezbędne do prawidłowego rozwoju. Zarówno człowieka, jak i ryb. Fake newsem jest więc też to, że nie ma metali ciężkich w rybach. To jest niemożliwe! One by się nigdy nie rozwinęły, gdyby nie było miedzi, cynku i manganu - podkreśliła rozmówczyni Piotra Maślaka.

Jak oceniła prof. Bełdowska, informacje przekazywane przez służby, są niepełne. Stwierdziła, że bardziej rzetelne byłyby dane o tym, że np. stężenie kadmu w rybach było wyższe niż sześć miesięcy temu.

"Tu też jest problem, co jest na dnie Odry"

- Co w takim razie wiemy? -  dopytywał dziennikarz TOK FM.  - Nic nie wiemy - odpowiedziała krótko ekspertka z Uniwersytetu Gdańskiego.

Jak stwierdziła, najbardziej prawdopodobna hipoteza jest taka, że to nie jedna substancja chemiczna spowodowała śmierć ryb, tylko kilka. - Nawet niewielki wzrost stężenia rtęci, do tego niewielki wzrost stężenia kadmu i ołowiu - to najbardziej toksyczne metale - a także niewielki wzrost innej toksycznej substancji - mogły odprowadzić do śmierci ryb w Odrze - argumentowała. 

Prof. Magdalena Bełdowska zwróciła także uwagę na to, że skażenie Odry to nie tylko tony martwych ryb, ale także i innych organizmów, w tym np. małży. Wyjaśniła, że je także należałby wyjąć z koryta rzeki. - Jak będą tam obumierały, może to prowadzić do pojawienia się siarkowodoru i dodatkowego pogorszenia jakości Odry. Tu też jest problem, co jest na dnie Odry. To, czego jeszcze nie widzimy - podkreśliła.

"Zalew Szczeciński traktować z dużą ostrożnością"

Ile lat zajmie odbudowa ekosystemu Odry? Według rozmówczyni Piotra Maślaka, może to zająć do 20 lat. Podobniej było np. z Zalewem Puckim. - Przyroda szybko się odbudowuje. Przy czym obowiązkowo należałoby Odrę zarybiać. A już na pewno nie wprowadzać do niej więcej zanieczyszczeń - wyjaśniła ekspertka z Instytutu Oceanografii i Pracowni Chemii Morza i Atmosfery UG.

W tej chwili skażona Odra stanowi zagrożenie dla Zalewu Szczecińskiego, który jest niemal zamkniętym akwenem. A to powoduje, że - jak opisała naukowczyni - to, co wpadnie do zalewu, zostanie tam na długo. 

- Zanieczyszczenia opadną, dostaną się do osadów, które są nazywane też magazynem zanieczyszczeń. Z czasem przedostaną się do obiegu, do wód, łańcucha pokarmowego. Stąd będzie wymagało ostrożności, np. pogłębianie wejść do portów czy do marin. Bo poruszanie osadów zwiększy dopływ zanieczyszczeń do obiegu. Trzeba Zalew Szczeciński traktować z dużą ostrożnością  - wyjaśniła.

A co z Bałtykiem? Według gościni TOK FM zanieczyszczenia do morza przedostaną się w niewielkim stopniu. - Zatoka Szczecińska zadziała jak filtr. Poza tym zanieczyszczenia w morzu się rozcieńczą. Zaobserwujmy co prawda wzrost stężenia substancji chemicznych, ale nie będzie zagrażało środowisku Bałtyku - uważa prof. Magdalena Bełdowska.

DOSTĘP PREMIUM