PiS oddał nadzór nad wodą resortowi od betonu. "Koszmar i odejście od światowych trendów"

Służby państwowe - takie jak inspektorat wojewódzki - powinny reagować bez zielonego światła wojewody. Bo jeżeli one będą w każdej sprawie czekać, to nie poradzimy sobie z niczym - takie wnioski po katastrofie ekologicznej na Odrze wyciąga Adam Wajrak. Zdaniem dziennikarza "GW" powinny za tym iść także konkretne zmiany w ministerstwach, a nie powinno się stosować "trików z Dzikiego Zachodu".
Zobacz wideo

Stowarzyszenie ekologiczne BUND szacuje, że w ciągu ostatnich kilku dni w Odrze mogło zginąć nawet 100 ton ryb, a katastrofa ekologiczna dotknęła około 500-kilometrowy odcinek rzeki - informuje portal dziennika "Berliner Zeitung". Przyczyna nadal pozostaje nieustalona. "Fakt jest taki, że w martwych rybach nie wykryto żadnych pozostałości toksycznych substancji. Tak mówią wyniki ostatnich testów laboratoryjnych". Polskie władze o zatruciu milczały przez dwa tygodnie - choć wędkarze i mieszkańcy alarmowali o śniętych rybach w rzece. Nie ostrzeżono też Niemiec, z którymi Polska dzieli Odrę.

Jak wskazywał w TOK FM, Adam Wajrak, katastrofa ekologiczna pokazuje też katastrofę państwa. - Były ostrzeżenia ze strony GIOŚ, który prosił wojewodów o działanie. Niestety, inspektoraty wojewódzkie podlegają wojewodom - taką mamy strukturę. I okazało się, że tu nic nie działa - mówił w "A teraz na poważnie" dziennikarz "Gazety Wyborczej". - To jest kompletna zapaść państwa. Służby państwowe - jak inspektorat wojewódzki - powinny reagować bez zielonego światła wojewody. Bo jeżeli one będą w każdej sprawie czekać, to nie poradzimy sobie z niczym. Sposób działania służb to przepis na to, że będziemy wędrować od katastrofy do katastrofy - dodał rozmówca Mikołaja Lizuta.

Zdaniem Wajraka, zachowanie instytucji przypomina też zachowanie władz Związku Radzieckiego, a co za tym idzie także władz PRL, po katastrofie w Czarnobylu. - Władze mówiły, że wszystko jest w porządku. Nawet w szkołach uspokajano, że wszystko jest dobrze. Identycznie zabrzmiały teraz zapewnienia panów z partii rządzącej, że zaraz mogą wejść do Odry i się wykąpać - dodał gość TOK FM.

W jego ocenie, to klasyczne działanie służb w państwach autorytarnych. - One nie odbierają obrazu rzeczywistości taką, jaka ona jest. Starają się tą rzeczywistość wykreować, to bardzo niepokojące - ocenił, zapewniając, że jest tym bardzo zaskoczony. Choć, jak od razu dodał, nie powinien. - To, co widzę na granicy, to jest dokładnie to samo. Służby i premier Morawiecki zapewniły, że uchodźców nie ma, bo jest wspaniały mur, a w lesie uchodźców pełno - zastrzegł.

"Minister chciał realizować XIX-wieczne pomysły"

Według Adama Wajraka błędem była też "zmiana struktury zarządzania wodą przez PiS". Czyli stworzenie molochu pod nazwą Wody Polskie. Na wzór Lasów Państwowych, które są nastawione głównie na eksploatację. - I tu kolejna bardzo ważna rzecz: moloch został przeniesiony z resortu środowiska - już nawet nie ochrony środowiska - do resortu infrastruktury. Woda, od której zależy nasze życie została przeniesiona do resortu od betonu, asfaltu, autostrad - ubolewał w TOK FM.

- A została przeniesiona, bo minister chciał realizować swoje XIX-wieczne pomysły. Typu Przekop Mierzei czy np. droga wodna na Odrze. Nawet ministerstwo infrastruktury wydało takie oświadczenie, że im też zależy, żeby Odra była czysta, bo oni po czystej Odrze chcieliby wozić węgiel barkami - dodał, oceniając, że to "koszmar, odejście i zaprzeczenie wszystkim światowym trendom".

Wajrak zaapelował przy tym do opozycji. By ta nie tylko krzyczała: "Niech spadną głowy". Ale by wyraźnie powiedziała, że chce powrotu zarządzania wodami do resortu środowiska. - Aby zajmowali się faktycznie ekologią, a nie budowaniem XIX w. wymysłów oraz, że przestaną traktować rzeki jako miejsce, gdzie buduje się zapory, gigantomańskie zbiorniki. Że my wreszcie damy rzekom żyć - podkreślił. 

"Dowcipem 1 mln nagrody od komendanta policji"

- To w ogóle możliwe, że nadal nie ustalono, kto zatruł Odrę? - dopytywał też prowadzący. Zdaniem Adama Wajraka, tak. Głównie dlatego, że służby zareagowały późno. - Im szybciej by zareagowano, tym szybciej by wiedziano - zapewnił.

Dlatego w jego ocenie, możliwa jest też sytuacja, że za chwilę premier Morawiecki rozłoży ręce i powie: "Niestety, nie ustaliśmy sprawcy". Mimo że - jak zastrzegł - specjaliści wskazują, gdzie, jak i czego szukać. - Rozmawiałem z prof. Janem Marcinem Więcławskim, dobrym biologiem od ekosystemów wodnych. Podpowiada, by spojrzeć, co się dzieje z małżami. Gdzie i od którego momentu zaczynają zamierać. Ich nie ma dużo w Odrze, ale w przeciwieństwie do ryb, nie spływają - mówił też Adam Wajrak.

Zdaniem gościa TOK FM, przyczyn katastrofy ekologicznej może być kilka. Stać może za tym zakład przemysłowy. Uruchomienie procesów chemicznych, wywołane np. zasoleniem. Mogło też dojść do zrzutu wód kopalnianych, czy spłukania pestycydów z pól. - Pamiętam katastrofę na mniejszą skalę, ale była ona równie wstrząsająca. Na rzece Narewce w Puszczy Białowieskiej wszystkie ryby ginęły, raki uciekały masowo na brzeg. Choć woda wyglądała, jakby była źródlanie czysta. Później okazało się, że zatruto ją po stronie białoruskiej pestycydami, jak próbowano pryskać kornika - przywołał w TOK FM. 

Dziennikarz "GW" zastrzegł przy tym, że "dowcipem jest 1 mln zł nagrody od komendanta policji", za informacje o skażeniu Odry.  - Mam nadzieję, że komendant myśli o wypłacie pieniędzy ze swojej kieszeni. Policja powinna działać z naszych podatków. Powinna prowadzić śledztwo bez trików z dzikiego zachodu - skwitował. 

DOSTĘP PREMIUM