"Za mieszkania zapłacimy nawet o 150 proc. więcej". Ekspert: Może skończyć się odcinaniem od mediów

Przez inflację, rosnące ceny ogrzewania i konserwacji zapłacimy średnio o ok. 80 proc. więcej za mieszkania w nowym budownictwie i ok. 150 proc. więcej za lokale w starszych budynkach - prognozował w TOK FM Mariusz Łubiński, prezes firmy zarządzającej nieruchomościami. Jak dodał, wzrośnie ryzyko niewypłacalności lokatorów, a to może skończyć się odcinaniem "całych budynków od mediów".
Zobacz wideo

Wojna w Ukrainie i wynikające z niej sankcje, które Unia Europejska nałożyła na Rosję, spowodowały kryzys energetyczny, również w Polsce. Przekłada się to na rosnące w zastraszającym tempie ceny energii, co – jak mówił w TOK FM Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami – już uderza w lokatorów m.in. spółdzielni mieszkaniowych. - W tym roku energia cieplna w Warszawie zdrożała już o 31 proc., ale wszyscy przygotowujemy się do kolejnej podwyżki, która jest zapowiadana na poziomie kolejnych 300 proc. - mówił w rozmowie z Tomaszem Settą.

Ekspert sceptycznie odniósł się do zapowiedzi rządu Mateusza Morawieckiego, który zapowiada, że zamrozi ceny za ciepło. - To mrożenie może okazać się złudne. Bo proszę pamiętać, że może być jak z obniżeniem VAT-u na prąd do 5 proc. Niby dzięki temu nie odczuwamy tak bardzo tych obniżek, ale to rozwiązanie wprowadzone tylko do końca października. Czyli wtedy, gdy będziemy wchodzili w sezon grzewczy, a obniżka VAT-u nie zostanie przedłużona, to koszty będą dla nas zdecydowanie wyższe – podkreślił.

Zwrócił uwagę, że rosną ceny nie tylko energii cieplnej, ale także ogrzewania elektrycznego, z którego także korzysta wielu lokatorów. - Dzisiaj dostajemy wyceny za megawatogodzinę nawet na poziomie 2,6 tys. zł, a przed rokiem było to ok. 300 zł. Więc jest to podwyżka o ponad 770 proc.! - alarmował.

Jak dodał, ten wzrost kosztów muszą pokrywać spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe, które finansują się z opłat lokatorów mieszkań. - A proszę pamiętać, że inflacja wynosi teraz 15,6 proc., co oznacza także wzrost kosztów utrzymania budynków, konserwacji, sprzątania. Według naszych symulacji, które przeprowadziliśmy w firmie Admus, przez te wszystkie podwyżki zapłacimy w całej Polsce średnio o ok. 80 proc. więcej za mieszkania w nowym budownictwie i ok. 150 proc. więcej za lokale w starszych budynkach. Ta różnica wynika z tego, że starsze budynki nie są odpowiednio docieplone i ich ogrzewanie będzie droższe – tłumaczył.

Przyznał również, że jego firma zarządzająca nieruchomościami już teraz przygotowuje się na przerwy w dostawach ciepła. - Mimo, że Polska ma wypełnione zbiorniki z gazem niemal w 100 proc., to w okresie zimowym ten zapas starczy na krótko. Więc tam, gdzie możemy, będziemy ograniczali dość skrajnie zużycie energii. Nawet zastanawiamy się nad tym, czy - wzorem niektórych niemieckich landów – nie zrezygnować z cyrkulacji ciepłej wody. Chcemy też obniżyć nieco temperaturę grzejników – powiedział.

"Wysokie koszty utrzymania lokali zostaną już z nami na stałe"

Ekspert wskazał, że już teraz właściciele mieszkań dostają "skrajnie wysokie podwyżki", a ryzyko ich niewypłacalności rośnie. - Widzieliśmy w mediach historie osób, które wcześniej za 47-metrowe mieszkania płaciły ok. 500 zł, a teraz 1500 zł. Do tego wzrosły ceny żywności i wysokości rat kredytów. To wszystko wpływa na to, że w portfelach lokatorów zostaje coraz mniej pieniędzy. Dlatego w mniejszych miejscowościach - typu Ząbki pod Warszawą - widzimy już wzrost zaległości lokatorów sięgające nawet 25 proc. miesięcznych wpłat. A normalny poziom zaległości to ok. 5 proc. osób, które nie płacą w terminie. Więc pod tym względem mamy skokowy wzrost – ocenił i dodał, że jeśli coraz więcej lokatorów nie będzie płaciło rachunków w terminie, to może skończyć się tym, iż spółdzielnie popadną w zadłużenie i "całe budynki będą odcinane od mediów".

Gość TOK FM prognozował, że ta trudna sytuacja nie ograniczy się jedynie do najbliższego sezonu grzewczego. - Obawiam się, że wysokie koszty utrzymania lokali zostaną już z nami na stałe. Będziemy musieli zupełnie zmienić swój styl życia. Włochy i Hiszpania już wprowadziły w budynkach użyteczności publicznej ograniczenia. W lecie, gdy temperatura sięga powyżej 27 st. Celsjusza, nie można chłodzić budynków, a zimą nie wolno ich ogrzewać, gdy temperatura nie spada poniżej 19 st. Ograniczono też podświetlanie budynków. Myślę więc, że ta zmiana już z nami zostanie – podsumował Mariusz Łubiński.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM