"Polski premier był tutaj. Nie widziałem kanclerza niemieckiego nad brzegiem Odry". Wojewoda zachodnipomorski atakuje

Wojewoda zachodniopomorski Zbigniew Bogucki odpierał zarzuty dotyczące zbyt późnego działania służb i administracji państwowej w sprawie skażenia Odry. Krytykował za to Niemców i rozliczał z tego, jak reagują na zatrucie granicznej rzeki.
Zobacz wideo

W związku ze skażeniem Odry w województwach dolnośląskim, lubuskim i zachodniopomorskim obowiązują zakazy korzystania z wody z zatrutej rzeki. W Zachodniopomorskiem obowiązuje on do dziś - do 18 sierpnia.

Zgodnie z zapowiedzią, jaką złożył wojewoda zachodniopomorski w TOK FM, zakaz na terenie tego województwa został przedłużony. Jak poinformowało Radio RMF FM - do 25 sierpnia.

Do tej pory ze skażonej rzeki na terenie Pomorza Zachodniego wyciągnięto 82 tony śniętych ryb, a także np. skorupiaków.

Dominika Wielowieyska pytała wojewodę zachodniopomorskiego o zarzuty Niemców, którzy uważają, że zostali zbyt późno poinformowani przez stronę polską o zagrożeniu.

- Ja stronę niemiecką poinformowałem pierwszego dnia, kiedy pojawiły się pierwsze, pojedyncze śnięte ryby, a więc 11 sierpnia. Jeżeli zarzutem strony niemieckiej jest to, że nie zostali powiadomieni odpowiednio wcześnie, a w związku z tym nie mogli podjąć odpowiednich działań, to proszę zauważyć, że w województwie zachodniopomorskim od 148 kilometrów wiedzieli, że płynie śnięta ryba - zapewniał Bogucki. I to Niemcom wytykał niemrawe działania.

- Dzisiaj u nas w 15 miejscach mamy zbudowanych 26 zapór, po stronie niemieckiej na tym odcinku zachodniopomorskim w dwóch miejscach są trzy zapory. Co wynika z tego, że strona niemiecka się o tym dowiedziała? - pytał retorycznie. Zarzucał też Niemcom, że w minioną sobotę w rozmowach ministerialnych obiecali, że będą intensywnie budować zapory. - Od tamtego czasu powstało jedno miejsce z dwiema zaporami - stwierdził.

- Polski premier był tutaj. Ja nie widziałem kanclerza niemieckiego nad brzegiem Odry, mimo że jest to nasza wspólna rzeka, nasze wspólne dziedzictwo przyrodnicze - dodał Bogucki. Wojewoda uznał za uzasadnione porównanie tej sytuacji do pożaru u sąsiada. - Jeżeli płonie wspólny dom i zaczyna się pożar u sąsiada i pani go widzi, to czy pani gasi ten pożar czy czeka na informację i szuka winnych? - pytał Bogucki.

Wielowieyska zwróciła uwagę na to, że kalendarium zdarzeń pokazuje wyraźnie, iż to nasze służby zlekceważyły informacje o pojawiających się śniętych rybach. Zwróciła uwagę, że w dużej mierze są one upolitycznione. - Na przykład prezesem Zarządu Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Szczecinie jest Marek Subocz, który jest synem polityka PiS. Prezesem wojewódzkiego inspektoratu ochrony środowiska jest pan, który głównie jest znany z tego, że kierował klubem "Gazety Polskiej" w Szczecinie - wyliczała dziennikarka.

Zdaniem wojewody zachodniopomorskiego wojewódzki inspektor ochrony środowiska zachował się jednak prawidłowo. - Pani odnosi się do kwestii politycznych i ja to rozumiem, bo być może z poziomu Warszawy te kwestie polityczne są najważniejsze. Dla mnie tutaj na miejscu najważniejsze są kwestie merytoryczne - zapewniał gość TOK FM.

Posłuchaj rozmowy:

DOSTĘP PREMIUM