Odra. Wędkarze wzywani do prokuratury. Brakuje dokumentacji. Zarzuca się im zaniedbadnia?

Członkowie Polskiego Związku Wędkarskiego są zaniepokojeni pismami, które dostają od prokuratury. Śledczy domagają się od nich dokumentacji i materiałów zebranych w czasie prac nad Odrą, gdy wyławiali tony śniętych ryb. - Jeżeli tą dokumentację sporządziliśmy to tylko i wyłącznie we własnym zakresie, bo takich wytycznych nie było - mówiła prezes Polskiego Związku Wędkarskiego, Beata Olejarz.

Zarządy okręgów Polskiego Związku Wędkarskiego w Gorzowie Wielkopolskim, Zielonej Górze, we Wrocławiu otrzymały wezwania do prokuratury w sprawie przekazania dowodów i sporządzonej dokumentacji podczas prac przy wydobywaniu śniętych ryb z Odry. Wędkarze nie rozumieją dlaczego są wzywani oraz dlaczego zarzuca im się zaniedbania i są tym faktem mocno zaniepokojeni.

Skażenie Odry. Wędkarze wzywani do prokuratury. Obawiają się problemów

- Jeżeli tą dokumentację sporządziliśmy to tylko i wyłącznie we własnym zakresie, bo takich wytycznych nie było. Bo okazuje, że te zaniedbania są po naszej stronie, a ja się z tym nie zgadzam absolutnie - mówiła prezes Polskiego Związku Wędkarskiego, Beata Olejarz. 

Zapytany w tej sprawie wiceminister klimatu Jacek Ozdoba podkreśla, że chodzi jedynie o zebranie dowodów, a nie o stawianie zarzutów.

- Jeżeli chodzi o wyjaśnianie przyczyn to wiadomo, że prokuratura prowadzi w tym zakresie postępowanie i wszystkie osoby, które mogą mieć informacje są na pewno bezcenne, bo być może wędkarze posiadają taką informację i na pewno podzielą się z odpowiednimi organami. Musimy wykluczyć hipotezę udziału ludzkiego - mówił wiceminister Jacek Ozdoba.

Zatrucie Odry. Powstaje specustawa w sprawie Odry

W mediach pojawiła się ostatnio też informacja, że Odra ma być odebrana spod zarządu Polskiego Związku Wędkarskiego, a wędkarze dzierżawią tereny nadodrzańskie w ramach umowy z państwowym przedsiębiorstwem Wody Polskie. Pełniący aktualnie obowiązki prezesa Wód Polskich Krzysztof Woś takim planom jednak zaprzecza.

- Nie ma powodów, aby te umowy rozwiązywać – mówi Krzysztof Woś.

 Pewnym jest natomiast, że rząd przygotowuje specustawę w sprawie Odry. Ma ona dotyczyć  m.in rewitalizacji rzeki oraz pomocy przedsiębiorcom, którzy żyją z rzeki, a z powodu kryzysu ekologicznego utracili swoje dochody.

Katastrofa na Odrze. Trwa wyjaśnianie przyczyn zatrucia wody w rzece

- To nie zmiany klimatyczne, ale działalność człowieka i zaniedbania instytucji doprowadziły do katastrofy ekologicznej na Odrze. Do takich wniosków po kontrolach poselskich w instytucjach odpowiedzialnych za stan rzek w Polsce doszli politycy Koalicji Obywatelskiej, o czym pisaliśmy tu.

Jak informuje PAP, z kontroli poselskiej wynika, że powodem katastrofy mogło być wysokie zasolenie Odry spowodowane zrzutami wód przemysłowych. 

 Od końca lipca obserwowany był pomór ryb w Odrze na odcinku od Oławy w dół, martwe ryby zaobserwowano również m.in. w okolicach Wrocławia. Zakaz wstępu do Odry został wprowadzony w województwach: zachodniopomorskim, lubuskim i dolnośląskim. Nadal nieznana jest przyczyna masowego pomoru ryb. Sprawą zanieczyszczenia Odry z zawiadomienia Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (WIOŚ) zajmie się Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu.

W ubiegłym tygodniu minister klimatu i środowiska Anna Moskwa poinformowała, że Instytut Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie w próbkach wody z rzeki znalazł tzw. złote algi, których zakwit może spowodować pojawienie się toksyn zabójczych dla ryb i małży. Obecność toksyn potwierdziły badania naukowców z Gdańska, Czech, Holandii i Anglii oraz Niemiec.

Co zatruło Odrę? Potencjalne przyczyny

Jak poinformował  Dziennik Gazeta Prawna pierwszą poważnie braną przez władze przyczyną jest splot niefortunnych zdarzeń. Na Dolnym Śląsku przez suszę, mniejszą ilość wody w rzece i tym samym wyższą temperaturę rzeki to co jest regularnie wpuszczane do Odry przy normalnym stanie wód i niższej temperaturze, teraz spowodowało masowe śnięcie ryb.  Druga  potencjalna przyczyna zatrucia Odry zakłada, że ktoś regularnie wprowadzał utleniacze lub inne substancje do kanalizacji miejskiej, która trafia do rzeki. - Niekoniecznie musiała to być firma z wydanym pozwoleniem wodnym, a to tylko utrudni namierzenie winnego - czytamy w DGP.

 Trzeci wariant zakłada zrzucanie do rzeki silnych chemikaliów przez nieustalonych sprawców. Wyjaśnianie sprawy wciąż trwa. 

Trwa również kontrola w zakładach przemysłowych w tym w KGHM.

DOSTĘP PREMIUM