Przez efekt domina zabraknie nabiału, mięsa, leków? "Wpadliśmy w korkociąg, z którego prędko nie wyjdziemy"

Przez rosnące ceny gazu zagrożona jest produkcja nawozów, nabiału, warzyw, mięsa i leków. Uruchamia się efekt domina. - Gdy nie dojdzie do poważnej interwencji państwa, jeśli chodzi o zakupy gazu, to polska gospodarka leży na łopatkach - alarmowali goście EKG w TOK FM.
Zobacz wideo

Grupa Azoty i spółka Anwil poinformowały o czasowym wstrzymaniu produkcji m.in. nawozów i CO2. Decyzję uzasadniono "nadzwyczajnym i bezprecedensowym wzrostem cen gazu ziemnego". W konsekwencji browary i zakłady mleczarskie już ostrzegły, że mogą wstrzymać produkcję, bo dwutlenek węgla jest niezbędny do wytwarzania piwa, napojów oraz serów.

Niestety to ledwie początek problemów, z jakimi możemy mieć niebawem do czynienia. Joanna Solska z tygodnika "Polityka" wskazała, że kryzys gazowy może doprowadzić do problemów z dostępnością leków.

- Kilka tygodni temu polski przemysł farmaceutyczny zwrócił się z prośbą do rządu, żeby zrobił plan na wypadek przykręcania kurków z gazem. Bo producentom leków również on jest potrzebny. Rząd wtedy powiedział, żeby nie straszyć, bo wszystko będzie w porządku. Teraz nie ma jeszcze sezonu grzewczego ani deficytu gazu, a już jego ceny są coraz wyższe i dochodzi do wyłączeń. A rząd dalej uważa, że to straszenie i nie ma żadnej propozycji - mówiła w TOK FM.

Jak dodała rozmówczyni Tomasza Setty, kłopoty mogą mieć też rolnicy. Solska przypomniała, że minister rolnictwa Henryk Kowalczyk uspokajał, iż zapasy nawozów niezbędne do jesiennego siewu są wystarczające. - Natomiast jeśli Azoty i Anwil już teraz ich nie produkują, to tym bardziej nie będą robiły tego zimą. Czyli nie będzie nawozów również wiosną. Więc to jest jazda bez trzymanki. Ludzie nie wiedzą, co dalej. Co gorsza, nie wie tego również rząd – oceniła.

Komentatorka Magazynu EKG zwróciła uwagę na to, że obecnym kryzysie traci także nasz eksport, który w najbliższych miesiącach "błyskawicznie będzie malał". - A jeśli tak się stanie, to złoty dalej będzie taniał. A jeśli będzie coraz mniej warty, to za ropę i gaz będziemy płacić jeszcze więcej i to już będą horrendalne ceny. Wpadliśmy więc w korkociąg, z którego prędko nie wyjdziemy. Wszyscy w Europie mają kłopoty, ale w Polsce jakimś cudem one są największe – uważa dziennikarka.

"Ceny gazu uruchamiają efekt domina"

Justyna Piszczatowska oceniła, że "nie ma powrotu do tańszego gazu". - Ani w perspektywie kolejnego roku, ani kilku następnych lat. Prawdopodobnie kosmiczne ceny tego surowca będą się utrzymywać w Europie przez dłuższy czas. Gdy nie dojdzie do poważnej interwencji państwa, jeśli chodzi o zakupy gazu, to polska gospodarka leży na łopatkach - alarmowała.

Redaktor naczelna Green-news.pl uważa, że rosnące ceny gazu uruchamiają efekt domina, bo zrywają się kolejne łańcuchy dostaw. - Nie ma dwutlenku węgla, bo gaz jest drogi. To skutkuje nie tylko tym, że browary przestają produkować piwo, ale też tym, że za chwilę staną zakłady mięsne i szklarnie, które produkują warzywa. Bo one też używają dwutlenku węgla. To się dzieje już teraz, a przecież nawet jeszcze nie dojechaliśmy do zimy – podkreśliła.

"Co się będzie działo z ludźmi, gdy prywatne ciepłownie zbankrutują?"

Zdaniem Macieja Samcika najgorsza w obecnej sytuacji jest nieprzewidywalność. - Gdybym miał piekarnię i nagle bym się dowiedział, że muszę płacić pięć razy więcej za surowiec, w związku z czym chleb musi u mnie podrożeć z 3 zł do 15, to nie wiem, czy nie wstrzymałbym produkcji. Bo, kurcze, czy byłbym w stanie sprzedać ludziom chleb za 15 zł? A gdyby piekarz czy zakłady azotowe wiedzieli mniej więcej, jak wygląda polityka rządu dotycząca amortyzacji tych podwyżek, to byliby w stanie przewidzieć, co będzie dla nich opłacalne – tłumaczył publicysta ekonomiczny i autor strony "Subiektywnie o finansach".

Tymczasem – kontynuował – rząd dopiero pracuje nad kolejnymi rozwiązaniami, co przypomina wielką improwizację. - Chwilę wcześniej rozdał 45 mld zł, żeby zafundować wszystkim, bogatym i biednym, rachunki za ciepło. A teraz pewnie będzie dokładał do zakładów azotowych. Tylko że za tydzień co innego wybuchnie, a za dwa – jeszcze coś innego. Idąc bez planu, rząd przepala gotówkę na totalnie niezaplanowane interwencje – mówił w rozmowie z Tomaszem Settą.

Joanna Solska nazwała to "dorzucaniem gotówki do inflacji". - To drukowanie pustych pieniędzy i od tego tylko rosną ceny. A wszystko dlatego, że rząd przez ponad pół roku nie zrobił nic, by energii było więcej i by wolniej drożała. W konsekwencji my, jako społeczeństwo, w szybkim tempie biedniejemy. Ubiegłej zimy, gdy ceny były niższe, szacowano, że w Polsce jest 1,3 mln ludzi znajdujących się w ubóstwie energetycznym, a więc takich, które nie mogą płacić rachunków za prąd i ogrzewanie. A tej zimy ta liczba będzie wielokrotnie większa! Co się będzie działo z ludźmi, gdy prywatne ciepłownie zbankrutują, bo ich klienci nie zapłacą za to ciepło? - podsumowała gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM