Dyrektor szkoły może karać uczniów za wykroczenia. Ekspert ostrzega: Już widzę te procesy

- 30 lat to odwracaliśmy. Tłumaczyliśmy, że praca społeczna to jest czynienie dobra. Uczenie solidaryzmu społecznego. Pomocniczości. I teraz raptem jednym zapisem ustawowym to wszystko się przekreśla. Dorobek nowej pedagogiki, dorobek całych pokoleń polskich pedagogów odrzucamy do kąta - tak prof. Marek Konopczyński, pedagog resocjalizacyjny, komentuje w TOK FM nowe uprawnienia dyrektorów szkół.
Zobacz wideo

1 września weszła w życie nowa ustawa o resocjalizacji nieletnich, która przekazuje część kompetencji sądów rodzinnych dyrektorom szkół. - Te przepisy zmieniają filozofię działania państwa w stosunku do nieletnich. Czasem lepiej, by w przypadku niewielkiego wykroczenia, dyrektor szkoły zlecił nieletniemu prace porządkowe na rzecz szkoły, niż by ta osoba stawała od razu przed sądem -  podkreślał jeszcze na etapie prac legislacyjnych wiceminister sprawiedliwości Michał Woś, który nadzorował prace nad ustawą.

Jak ocenił w TOK FM prof. Marek Konopczyński, to krok w złym kierunku.  - Od 1 września dyrektorzy szkół będą określali demoralizację swoich podopiecznych i nakładali kary na uczniów, którzy - zdaniem dyrektorów - źle się zachowują i wykazują cechy demoralizacji - mówił w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" pedagog resocjalizacyjny, profesor nauk społecznych. Tymi, jak wyliczył, mogą być np. narysowanie kredą tęczy na tablicy, albo np. udział w manifestacji prodemokratycznej. - To jest pierwszy taki znany mi przypadek, kiedy dochodzi do pomieszania systemu sprawiedliwości z system edukacji. Nie jestem w stanie zrozumieć intencji tego działania - dodał w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

Nowe kompetencje dyrektora szkoły definiuje artykuł 4 ustawy. Mowa jest w nim o katalogu środków wychowawczych, jakie ma on do swojej dyspozycji. Tymi są m.in. pouczenie, ostrzeżenie ustne albo ostrzeżenie na piśmie, przeproszenie pokrzywdzonego, przywrócenie stanu poprzedniego lub wykonania określonych prac porządkowych na rzecz szkoły. "Zastosowanie środka oddziaływania wychowawczego nie wyłącza zastosowania kary określonej w statucie szkoły" - można też przeczytać w dokumencie.

Ustawa definiuje też okoliczności świadczące o demoralizacji nieletniego. Zgodnie z jej zapisami są nimi "w szczególności dopuszczenie się czynu zabronionego, naruszanie zasad współżycia społecznego, uchylanie się od obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki, używanie alkoholu, środków odurzających, substancji psychotropowych, ich prekursorów, środków zastępczych lub nowych substancji psychoaktywnych, uprawianie nierządu".

"Przestrzegam dyrektorów, żeby z tego nie korzystali"

W ocenie prof. Marka Konopczyńskiego skutki zmian w prawie będą opłakane. Pogłębią one przepaść między młodymi ludźmi a nauczycielami i szkołą.  - A do tego jeszcze włączą się rodzice, bo proszę sobie wyobrazić, że jeżeli moje dziecko będzie karane przez dyrektora, tak, jak do tej pory karałby je sąd, to ja na to nie pozwolę. Absolutnie. Już widzę te procesy, które rodzice będą wytaczać szkole, czy dyrektorom szkoły, za - ich zdaniem - niesłuszne karanie dziecka - podkreślił.

Zdaniem gościa TOK FM, błędem jest też zastosowanie jako jednej z kar prac społecznych. Głównie dlatego, jak mówił, że była to kara stosowanie głównie w PRL-u. - 30 lat to odwracaliśmy. Tłumaczyliśmy, że praca społeczna to jest czynienie dobra. Uczenie solidaryzmu społecznego. Pomocniczości. I teraz raptem jednym zapisem ustawowym to wszystko się przekreśla. Dorobek nowej pedagogiki, dorobek całych pokoleń polskich pedagogów odrzucamy do kąta. To niezrozumiały dla mnie ruch - przekonywał pedagog resocjalizacyjny. - Przestrzegam dyrektorów, żeby z tego nie korzystali - skwitował gość TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM