"Rano pracował w sklepie, potem dla podziemia". Jan Krzysztof Bielecki o człowieku o "finezyjnym" pseudonimie

- Składa tekst w redakcji i okazuje się, że potem nie ma z nim kontaktu. A nie wiedzieli, jak podpisać artykuł. Ja też nie pisałem pod swoim nazwiskiem, tylko pod pseudonimem. Była dyskusja, podobno, jaki mu dać pseudonim. A ponieważ pracował w sklepie pasmanteryjnym, to wymyślono bardzo finezyjny: Andrzej Stankiewicz. I tak już zostało - Jan Krzysztof Bielecki, były premier opowiadał w TOK FM o działalności Andrzeja Zarębskiego, który w ośrodku odosobnienia w Strzebielinku spędził 354 dni.
Zobacz wideo

"Między Grudniem a grudniem. Zapiski z internowania" - pod takim tytułem ukazała się książka Andrzeja Zarębskiego. W ośrodku odosobnienia w Strzebielinku - za działalność opozycyjną - dziennikarz solidarnościowej prasy przebywał od 13 grudnia 1981 do 1 grudnia 1982 roku. I zaczyna prowadzić dziennik, który teraz opublikowano.

W TOK FM o Zarębskim opowiadał były premier Jan Krzysztof Bielecki. Przyznał, że nie jest w stanie odtworzyć dokładnego momentu, w którym po raz pierwszy spotkał się z przyszłym rzecznikiem swojego rządu.

- Nigdy z Andrzejem zresztą na ten temat nie rozmawiałem. Ale jest pewne, że w Gdańsku były dwa środowiska: Ruchu Młodej Polski, w którym najbardziej znanymi postaciami byli: Aleksander Hall jako ideolog i Maciej Płażyński jako głównodowodzący. I było też środowisko gdańskich liberałów, gdzie Donald Tusk to był czołowy ideolog. Oni mieli nawet swoją firmę, czyli spółdzielnię Świetlik, "robili" na kominach (roboty na wysokości - przypis red.). Przewinęło się tam setki osób - mówił w "A Teraz na Poważnie".

Bielecki wspominał, że gdańscy opozycjoniści próbowali działać także jako konsultanci, którzy wynajdują luki w obowiązujących w PRL-u przepisach i doradzają przedsiębiorstwom. - Dwa środowiska, siłą rzeczy się, spotykały ze sobą. Biznesowo, towarzysko, sportowo - dodał w rozmowie z Mikołajem Lizutem. 

Z czasem zaczęli wspólnie zakładać kolejne firmy. Tak powstała spółka budowlana Korina. Jej prezesem został Andrzej Zarębski, a członkami założycielami - Jacek Kozłowski (liberał), Grzegorz Grzelak (RMP) i Maciej Płażyński (spółdzielnia Świetlik, "która to błogosławiła"). - W ten sposób Andrzej Zarębski w drugiej połowie lat 80. stał się przedsiębiorącą - dopowiedział były premier. 

"Finezyjny" pseudonim 

Andrzej Zarębski urodził się w 1957 roku w Gdyni. W 1980 ukończył studia polonistyczne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Gdańskiego. Pracował jako nauczyciel języka polskiego, następnie w czasie pierwszej Solidarności związany był z prasą studencką i związkową. Współorganizował Biuro Informacji Prasowej Komisji Krajowej "S". Za działalność opozycyjną w stanie wojennym został internowany w ośrodku odosobnienia w Strzebielinku, gdzie spędził 354 dni.

Kiedy wyszedł, jak wspominał Jan Krzysztof Bielecki, zaczął pracować w sklepie pasmanteryjnym. - Ale to był PRL-owski sklep pasmanteryjny, bo były też tam elementy bielizny damskiej. Pomagał ojcu. Był regularnym sprzedawcą - mówił, podkreślając, że "Zarębski rano pracował dla chleba w sklepie, a po południu - dla opozycji, dla podziemia". - Pisał i drukował. To zawsze była wspaniała głowa i wspaniały erudyta - dopowiedział. 

Po zwolnieniu z internowania Zarębski wchodził też w skład redakcji niezależnego "Przeglądu Politycznego", który ukazywał się od 1983 r. Redaktorem naczelnym pisma był Donald Tusk. To z tych czasów zachowała się też jedna z barwniejszych anegdot.

- Jest 1984 rok, może później. Zarębski zaczyna pisać tekst. Składa go w redakcji. I okazuje się, że potem nie ma z nim kontaktu. A nie wiedzieli, jak podpisać artykuł. Ja też nie pisałem pod swoim nazwiskiem, tylko pod pseudonimem. Była dyskusja, podobno, jaki mu dać pseudonim. A ponieważ pracował w sklepie pasmanteryjnym, to wymyślono bardzo finezyjny: Andrzej Stankiewicz. I tak już zostało - przytoczył Jan Krzysztof Bielecki. On sam najpierw pracował na pół etatu, potem na cały w ośrodku Prac Społeczno-Zawodowych. - Z Leszkiem Kaczyńskim. Jedno biurko dzieliliśmy i wszystkie nasze ścieżki się przecinały. Nie było między nami dużych różnic. To byli ludzie 30 plus - wspominał.

Siedem lat w KRRiT

Zarębski w kolejnych latach był posłem (1991-1993), rzecznikiem rządu Jana Krzysztofa Bieleckiego (1991) i sekretarzem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (1993-1999).

- Pamiętam, jak skończyliśmy działalność rządową i potem był powrót do rządu Suchockiej, w którym zasiadałem. Zacząłem pisać, wspólnie z Jackiem Merkelem, o KRRiT. Popatrzyłem, jak to jest we Francji i Wielkiej Brytanii i starałem się znaleźć polskie rozwiązanie. Wydawało się, że media publiczne oddajemy w bezpieczne ręce i w ten sposób nigdy nie wrócimy do PRL. Na początku działało. Wtedy też Zarębski postanowił kandydować. Tak znalazł się w radzie. Był w niej siedem lat. Bardzo długo - opowiadał Jan Krzysztof Bielecki.

Po zakończeniu kadencji Andrzej Zarębski został doradcą na rynku mediów elektronicznych. W 2012 roku prezydent odznaczył go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2021 r. Krzyżem Wolności i Solidarności.

Radio TOK FM jest patronem medialnym książki Andrzeja Zarębskiego. "Między Grudniem a grudniem. Zapiski z internowania" można kupić >>TUTAJ<<.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM