"Będziemy palić świeczki i wstawiać koksowniki". Ekspertka: Nie mam czasu na "wszystko będzie dobrze" rządu

Nie każdy ma w ogródku marchewkę i ziemniaki, tylko musi pójść do sklepu, a tam panuje drożyzna. Dlatego ludzie się boją. My dostaliśmy takie rachunki za prąd, że bez wsparcia będziemy palić świeczki i wstawiać koksowniki do budynków! - mówiła w TOK FM Adriana Porowska z Kamiliańskiej Misja Pomocy Społecznej. Dodała, że rząd reaguje z opóźnieniem na kryzys, który sam wywołuje. I nie ma ochoty już od niego słyszeć: "Wszystko będzie dobrze".
Zobacz wideo

Inflacja po raz kolejny zaskoczyła ekonomistów i pobiła nowy rekord. W sierpniu ceny rosły w tempie 16,1 procent - podał Główny Urząd Statystyczny. A to oznacza, że - wbrew oczekiwaniom - inflacja znowu przyspieszyła, choć tym razem miała nieznacznie spaść.

Galopujący wzrost cen i rachunków za prąd i inne media coraz mocniej uderza w gospodarstwa domowe. Budżety rodzin się kurczą, a raty kredytów i kwoty na paragonach rosną. Zdaniem Adriany Porowskiej z Kamiliańskiej Misja Pomocy Społecznej – placówki dla osób w kryzysie bezdomności – coraz więcej Polaków jest zagrożonych utratą dachu nad głową. - Teraz o wiele szybciej można stać się osobą doświadczającą bezdomności. Trzeba pamiętać, że to nie odbywa się z poniedziałku na wtorek, tylko to jest proces, który już ruszył w przypadku niektórych ludzi. Bo jeśli w tej chwili ktoś przestaje płacić raty kredytów, to straci mieszkanie za jakiś czas. Będzie jeszcze zaciągał jakieś pożyczki, żeby się ratować, ale one spowodują spiralę zadłużenia – tłumaczyła w rozmowie z Filipem Kekuszem.

Jeśli ktoś taki straci dach nad głową, potencjalnie może szukać pomocy w Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej. Problem jednak w tym, że tego typu placówki właśnie stanęły na skraju przepaści - z powodu rosnących cen. Adriana Porowska mówiła, że jeszcze w styczniu 2022 roku za prąd płaciła niespełna 8 tys. zł, a w styczniu 2023 roku te rachunki urosną do prawie 30 tys. - To absolutnie sparaliżuje działanie, bo nie jesteśmy w stanie zapłacić takich kwot. Zresztą za chwilę przyjdą kolejne podwyższone rachunki, bo nasz budynek jest ogrzewany gazem – przyznała.

Jak dodała, prawdopodobnie wszystkie pieniądze, które ma przeznaczone na działanie organizacji, "zjedzą rachunki za prąd i gaz". - Czyli ja chyba generalnie powinnam zwolnić u siebie wszystkich. Więc nie będzie pracowników socjalnych, nie będzie doradców zawodowych, nie będzie psychologa. Nie będzie nikogo, kto pomaga ludziom wyjść z bezdomności! Utkniemy w martwym punkcie – prognozowała.

Porowska zwróciła uwagę, że jej pracownicy mają zaciągnięte kredyty na mieszkania i sami borykają się z szalejącą inflacją. W związku z tym zwracają się do niej z prośbą o podwyżkę. - Bo ich po prostu już nie stać na utrzymanie się i normalne funkcjonowanie. I nie mówię o ludziach, którzy jeżdżą na drogie wakacje, tylko o takich, którzy zwyczajnie mają do zapłacenia rachunki. Nie wyobrażam sobie, żeby tak ogromny koszt podwyżek mieli ponieść zwykli obywatele! Tylko jak ja mam dać te podwyżki? Mogę zamknąć placówkę, czego na pewno nie zrobię, albo prosić Polaków o wsparcie. Ale co, mam prosić co miesiąc ludzi, żeby wpłacali nam 30 tys. na sam prąd? To jest po prostu nienormalne! - podkreśliła. 

Kamiliańska Misja Pomocy Społecznej pomaga też uchodźcom z Ukrainy, którzy szukają w Polsce schronienia. Jednak – jak mówiła gościni TOK FM – ich sytuacja tutaj też jest zagrożona. - Wiemy już, że ich sytuacja w Ukrainie będzie zimą trudną ze względu na brak ogrzewania i jedzenia. Więc ci ludzie będą do nas uciekali przed zimnem i głodem. A nasze placówki, w których ramionach dotąd mogli się schronić, też będą w bardzo trudnej sytuacji. Ja już jestem tym tak zmęczona i przeorana przez pandemię, a teraz nikt o nas nie myśli - mówiła w rozmowie z Filipem Kekuszem.

"Już nie mam czasu na 'wszystko będzie dobrze', które słyszę od rządu"

Adriana Porowska nie kryła, że jest po prostu przerażona, a winą za całą sytuację obarczyła rządzących. - Oni powinni przewidywać takie kryzysy! Bo to nie dotyczy wyłącznie mojej organizacji, ale tysięcy w całej Polsce. Chodzi także o placówki dla osób z niepełnosprawnościami, dla matek samotnie wychowujących dzieci, hospicja, szpitale, domy pomocy społecznej itd. One też dostaną takie rachunki. Rządzący powinni objąć nas specjalnym wsparciem, bo w innym wypadku będziemy palić świeczki i wstawiać koksowniki do budynków! - alarmowała.

W jej ocenie ta dramatyczna sytuacja prędzej czy później dotknie większość Polaków. Opowiedziała Filipowi Kekuszowi, że już teraz przychodzą do niej po wsparcie ludzie, którzy nie mogą udźwignąć ciężaru rosnących rat kredytów mieszkaniowych. - Napisała do mnie ostatnio matka, że rata tak jej wzrosła, iż nie stać ją już na wykupienie leków dla dziecka. Poprosiła, żebym zrobiła jej paczkę żywnościową. Zaznaczyła, że się bardzo wstydzi i przeprasza, ale nie wie, co zrobić. Więc takich sytuacji w Polsce będzie bardzo dużo. A nie każdy ma dokąd zwrócić się po pomoc. I nie każdy ma w ogródku marchewkę i ziemniaki, tylko musi pójść do sklepu. Dlatego ludzie się boją tego, co będzie zimą – stwierdziła.

Podkreśliła, że "wszyscy jedziemy na tym samym wózku" i powtarzała pytanie: "Co mamy zrobić?". - Myślę, że dojdzie do ogromnych protestów społecznych, bo ludzie tego nie wytrzymają. Ja sama będę szła na czele pochodu tych milionów ludzi, którzy zobaczą, że trzynasta emerytura i 500 zł na dziecko już dawno zostały zjedzone przez inflację – zadeklarowała.

Jej zdaniem rząd w walce z inflacją i kryzysem energetycznym jest wyjątkowo krótkowzroczny. - Myśli tylko na dwa-trzy tygodnie do przodu. Zresztą sam wywołuje kryzysy, które później próbuje gasić – oceniła. Dodała, że nie ma już nawet siły chodzić do przedstawicieli rządu i mówić o sytuacji, w jakiej ludzie się znajdują.

- Ja już nie wierzę w takie rozmowy, podczas których ktoś stawia przede mną szklankę wody i mnie uspokaja, że wszystko będzie dobrze. Bo ja już nie mam czasu na "wszystko będzie dobrze". Już dawno powinnam mieć zrobiony budżet na przyszły rok, bo jestem odpowiedzialna za 100 osób! To naprawdę nie jest już czas na to, żeby ktoś mnie klepał po ramieniu – podsumowała Adriana Porowska z Kamiliańskiej Misja Pomocy Społecznej.

DOSTĘP PREMIUM