Minister zapewnia, że "o kurczaki nie musimy się obawiać". Jadczak: W tych paszach mogło być wszystko

Jeżeli w ciągu przynajmniej pięciu ostatnich lat jedliśmy drób, najprawdopodobniej wraz z nim spożywaliśmy olej techniczny - to wniosek płynący ze śledztwa dziennikarzy, którzy wzięli pod lupę działalność kilku polskich producentów paszy oraz drobiu. - To przez pięć lat trafiało do ludzi. Mogło tam być naprawdę wszystko - powiedział w TOK FM autor jednego z artykułów Szymon Jadczak.
Zobacz wideo Ile stracimy na aferze z mięsem z chorych krów?

W zeszłym tygodniu funkcjonariusze CBOŚ weszli do 66 zakładów produkujących pasze dla drobiu. Należą one do czterech przodujących w Polsce firm z branży mięsnej. Służby zatrzymały cztery osoby - małżeństwo prowadzące jedną ze spółek, księgową oraz laborantkę. Informacje w tej sprawie podawały w poniedziałek Wirtualna Polska i Onet. Według doniesień tych mediów, firma z siedzibą w Poznaniu sprzedawała producentom pasz, jako tłuszcze spożywcze, oleje techniczne służące m.in. do produkcji paliwa.

Z tekstu wynika, że gigantyczna ilość drobiu, które przez ostatnie lata jadły osoby w Polsce, mogła być zatruta, ponieważ owe kurczaki, indyki i kaczki jadły pasze z olejem, który służy do produkcji smarów, a nie do celów spożywczych.

Wjeżdżał olej techniczny, wyjeżdżał spożywczy

Szymon Jadczak, autor tekstu o aferze drobiowej w Wirtualnej Polsce, mówił w "Pierwszym Śniadaniu TOK FM", że afera dotyczy branży, która "operuje miliardami złotych". - Do firmy w Poznaniu od pięciu lat wjeżdżał olej techniczny. Na fakturach, na których było wprost napisane, że nie nadaje się do użycia w przemyśle spożywczym. Laboratorium, które należało do tej firmy, fałszowało badania tego oleju i tworzono certyfikaty, które obwieszczały, że można to stosować do wykorzystania przy produkcji pasz. To, co wjeżdżało jako zakazane do spożycia przez człowieka, wyjeżdżało jako coś, czego można używać do produkcji pasz - wyjaśnił i dodał: To na pewno nie jest coś, co powinni jeść ludzie. To przez pięć lat trafiało do ludzi, więc mogło tam być naprawdę wszystko.

Jak to możliwe, że przez kilka lat nikt w tej skomplikowanej ścieżce produkcyjnej nie zauważył, że coś jest nie tak? Jadczak stwierdził, że odpowiada za to wiele czynników. - Gdyby bym wyznawca teorii spiskowych, zapytałbym, czy przypadkiem osoby, które w Głównym Inspektoriacie Weterynarii odpowiadały za nasze bezpieczeństwo, nie pracowały wcześniej w jednej z firm, które odbierały tę paszę. Dodajmy do tego, że w tej branży jest pogoń za minimalizowaniem kosztów. To wiąże się z tym, że przy badaniach potrafią się dziać różne rzeczy, a także, z tym że firma, która dostarczała oleje, oferowała ceny dużo korzystniejsze, niż konkurencja - przekonywał gość TOK FM.

"To kwestia naszego zdrowia i życia"

Wiemy już, że w związku z nową "aferą drobiową" zostały zatrzymane cztery osoby. Żadna z nich nie należy do nadzoru weterynaryjnego i innych nadzorów sprawdzających jakość produktów. - Odbiorcy oczywiście są kryci, ponieważ oni dysponowali badaniami, które na papierze są dobre, bo zostały sfałszowane - mówił dalej Jadczak. 

Przypomniał, że zwrócił się w tej sprawie z pytaniami do Głównego Inspektoratu Weterynajnego. - Bo po co nam weterynaria, która nie widzi, że na jej terenie jest firma, do której wjeżdża olej techniczny, a wyjeżdża spożywczy i dzieje się to na potężną skalą. Pewnie będą oni tłumaczyć się niedofinansowaniem, brakiem ludzi, brakiem środków - spekulował dziennikarz i podsumował: Ale to naprawdę nie powinno tak wyglądać, bo to kwestia naszego zdrowia i życia.

"O kurczaki nie musimy się obawiać"

O aferę drobiową był pytany we wtorek w publicznym radiu Henryk Kowalczyk, wicepremier, szef resortu rolnictwa i rozwoju wsi. - Jeśli chodzi o zdrowotność kurczaków, to przez ostatnie dwa lata systematycznie weterynaria sprawdza jakość pasz, nie ma dioksyn, metali ciężkich, czyli tych atrybutów oleju technicznego - wyjaśnił Kowalczyk.

Dodał, że na ponad 300 próbek roczne, które są pobierane, nie wykryto żadnego śladu tego typu substancji. - O kurczaki też nie musimy się obawiać - zapewnił.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM