Rząd "oduczył" nauczycieli strajków. "To miasteczko jest formą terapii"

ZNP uruchomi 8 października w Warszawie miasteczko edukacyjne. Każdego dnia będą odbywały się tam debaty poświęcone m.in. warunkom pracy nauczyciela, wynagrodzeniom i finansowaniu edukacji. - Podwyżki, które niektórzy nazywają poniżkami, będą śmieszne. Trudno o tym w ogóle mówić, skoro początkujący nauczyciel ma 3 450 zł brutto, a od przyszłego roku minimalna płaca ma mieć 3,6 tys. brutto, to wciąż poniżej średniej krajowej - mówił w TOK prof. Marek Konopczyński z Uniwersytetu w Białymstoku.
Zobacz wideo

8 października w centrum Warszawy rozpocznie działalność miasteczko edukacyjne zorganizowane przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Co dzień, do 14 października, będą odbywać się w nim konferencje prasowe i debaty. Dzień później planowana jest pikieta.

Jak mówił w "Pierwszym Śniadaniu w TOK" prof. Marek Konopczyński, konsekwencją działalności miasteczka i planowej pikiety ZNP nie będzie jednak strajk. - W trakcie poprzedniego strajku i po nim, nauczyciele zostali jeszcze bardziej upokorzeni, zarówno przez władzę, jak i część społeczeństwa - tłumaczył pedagog resocjalizacyjny, profesor nauk społecznych z Uniwersytetu w Białymstoku.

Także w środowisku nie ma zgody na strajk. Z badań opinii, które przeprowadził ZNP, wynika, że 80 proc. nauczycieli nie chce powrotu do tego, co było w 2019 r. Chociaż wszyscy nadal podpisują się pod postulatami strajkowymi. - Czy polska szkoła będzie musiała przepracować traumę wynikającą z fali nienawiści, która zalała nauczycieli podczas poprzedniego strajku? - dopytywał prowadzący.

- Polska szkoła już próbuje ją przepracować, a warszawskie miasteczko organizowane przez ZNP jest próbą wyjścia z tego impasu. Jest formą terapii - odpowiedział krótko gość TOK FM.

"Poniżki dla nauczycieli" 

Od 1 września ZNP prowadzi pogotowie protestacyjne we wszystkich ogniwach związku, m.in. przez oflagowanie i oplakatowanie placówek, a także organizowanie i prowadzenie akcji informacyjnej o narastających problemach systemu edukacji. Do tych ostatnich, jak mówił gość TOK FM, trzeba zaliczyć głównie to, że nauczyciele żyją nieustanne w poczuciu zagrożenia. - Mamy nieprawdopodobnie przeładowane programy szkolne i nie da się prowadzić edukacji przy takiej podstawie programowej. To co się dzieje, to szaleństwo - mówił w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

W jego ocenie, wiele do życzenia pozostawia też treść podręczników. - W szkołach robi się wrzutki w postaci HIT-u, czyli KiT-u, wrzuca się podręczniki, które zmieniają historię. To jest dramat - dopowiedział.  

Do tego, jak mówił, dochodzi także zagrożenie ekonomicznego, bo nauczyciele nadal zarabiają bardzo mało. - Podwyżki, które niektórzy nazywają poniżkami, będą śmieszne. Trudno o tym w ogóle mówić, skoro początkujący nauczyciel ma 3 450 zł brutto, a od przyszłego roku minimalna płaca ma mieć 3,6 tys. brutto, to wciąż poniżej średniej krajowej - wskazał na dane. I podkreślił, że ci walczą już nie tyle o komfort pracy, co o przetrwanie. 

Związek Nauczycielstwa Polskiego i Wolny Związek Zawodowy "Forum-Oświata" domagają się wzrostu wynagrodzeń wszystkich nauczycieli od 1 września 2022 r. o 20 proc. Z kolei Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" opowiada się za wzrostem wynagrodzeń wszystkich nauczycieli od 1 stycznia 2023 r. o co najmniej 5 proc. powyżej inflacji. Jednocześnie krytycznie odnosi się do tego, że we wrześniu tego roku podwyżkę dostali tylko nauczyciele rozpoczynający pracę w zawodzie.

"Powtórka z rozrywki"

Według prof. Marka Konopczyńskiego, w Polsce niska jest też świadomość roli nauczycieli. To z kolei skutek, jak wskazał, sposobu myślenia o szkole i o nauczycielach, który ma długą tradycję. - Trzeba pamiętać, że również w PRL celowo pauperyzowano ten zawód, bo nauczyciele to emanacja inteligencji, która nie zawsze zgadza się z władzą, szczególnie despotyczną i jest dla niej zagrożeniem - mówił, podkreślając, że "niestety mamy teraz powtórkę z rozrywki".

Według niego, wynika to także z ignorancji i braku wiedzy, bo - jak zastrzegł - to politycy zajmują się edukacją, a nie specjaliści. Dodatkowo marginalizuje się też edukację i sprowadza do roli zawodowej. - Po co idę do szkoły? Wyłącznie po to, by uzyskać zawód. Nie tak powinno być! Idę do szkoły, czy też posyłam swoje dziecko do szkoły, by się rozwijało, rozumiało świat i siebie - skwitował w TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM