UE zakręciła kurek z kasą, a prezes PiS obciął głowę posłańcowi. "Tłumaczył język brukselski na kaczyński"

Polska nie dostanie żadnych pieniędzy z UE, ani tych z KPO, ani przewidzianych w wieloletnim budżecie z polityki spójności. Zdaniem Michała Szułdrzyńskiego, to jednak niejedyne problemy w PiS. Innym jest np. "inny układ intelektualny". - Gdy KE mówi: praworządność, sądownictwo, to Jarosław Kaczyński słyszy: suwerenność, Berlin, III Rzesza, IV Rzesza - mówił w TOK FM dziennikarz "Rzeczpospolitej". Jak podkreśliła także w TOK FM dziennikarka "Gazety Wyborczej" Aleksandra Sobczak, nic nie wskazuje na to, że prezes PiS zmieni strategię.
Zobacz wideo

Według "Financial Times", Bruksela może zamrozić wypłaty dla Polski już nie tylko z Funduszu Odbudowy po pandemii, ale też z funduszy spójności. A chodzi o ok. 75 mld euro na lata 2021-2027. 

Zdaniem Aleksandry Sobczak, skutek będzie taki, że Polska wejdzie w bardzo głęboki kryzys. - Pieniądze z Funduszu Odbudowy były nam bardzo potrzebne po spadku w pandemii. Teraz wojna w Ukrainie powoduje, że potrzebne są każde inwestycje, każdy zastrzyk dla gospodarki. Jeżeli tego nie będzie, to niczego dobrego się nie spodziewam - mówiła dziennikarka "Gazety Wyborczej" w "Poranku Radia TOK FM". 

Michał Szułdrzyński, dziennikarz "Rzeczpospolitej", także obecny w TOK FM, zwrócił z kolei uwagę na inny wątek - odsuwania przez PiS odpowiedzialności od rządu. - Deklaracje Jarosława Kaczyńskiego należy traktować na opak: to, za co on kogoś krytykuje, najczęściej jest tym, za co to jego można krytykować - podkreślił w rozmowie z Dominiką Wielowieyską. Wskazał też konkretny przykład. 

 - Jarosław Kaczyński zarzuca na przykład, że Platforma Obywatelska realizuje interesy Niemiec w Polsce. To chciałem zapytać o jedno: a kto na tym zyska? Czy polska gospodarka, do której nie przypłyną środki europejskie? Czy jednak niemiecka gospodarka, w której znacznie mniejsze środki, ale jednak z Funduszu Odbudowy, pracują? - pytał retorycznie na antenie TOK FM.

Wyliczył przy tym, że łącznie chodzić może o ponad 100 mld euro dla Polski. - To blisko pół biliona zł, które nie wpłyną do krajowej gospodarki i oddalają nas od tych strasznych Niemiec, które mieliśmy gonić - dopowiedział, podkreślając, że "cała narracja prezesa PiS się załamuje". 

"Kaczyński idzie na ostrzejsze zwarcie z UE"

Kaczyński się nie cofnie? - dopytywała też prowadząca. 

Zdaniem Aleksandry Sobczak, prezes PiS nie zmieni swojej strategii. - On idzie na ostrzejsze zwarcie z UE i to mimo sygnałów, że zaostrzenie polityki z tamtej strony też jest możliwe - przekonywała w TOK FM. 

Podobnego zdania był Michał Szułdrzyński. - On zdawał sobie sprawę, że te pieniądze są zagrożone. Dlatego obciął głowę posłańcowi, czyli Konradowi Szymańskiemu, który tłumaczył język brukselski na kaczyński - wskazał. W jego ocenie, choć Szymańskiego można krytykować, to przynajmniej rozumiał on , co się dzieje w Brukseli. - Co więcej, przekładał to na język zrozumiały przez Kaczyńskiego - dopowiedział. 

Zdaniem dziennikarza "Rzeczpospolitej" to jednak niejedyne problemy w Prawie i Sprawiedliwości. Kolejnym jest "inny układ intelektualny". - Gdy KE mówi: praworządność, sądownictwo, to Jarosław Kaczyński słyszy: suwerenność, Berlin, III Rzesza, IV Rzesza - zwrócił uwagę. 

Wyliczył też inne możliwe założenia prezesa PiS: UE jest nam obca kulturowo, to inna cywilizacja, świat, który rozbija nam rodziny i deprawuje Polaków, a także "Bruksela jest maską Belina", to coś nam obcego i w dodatku coś, co realizuje interesy Niemiec. - To przerażająca sytuacja, w której jesteśmy zewsząd atakowani - ocenił. Pytał też retorycznie: "Dlaczego Jarosław Kaczyński miałby się cofać? Niepodległość czy suwerenność miałby oddać?".  

Inna rzecz, że Polacy wciąż są bardzo proeuropejskim narodem i tu Kaczyński - jak podkreślił też Michał Szułdrzynski - ma największy problem. 

- Oczywiście można to traktować jako pewien wykwit ironii. Ale teraz cała ekwilibrystyka intelektualna polega na tym, że trzeba temu bardzo proeuropejskiemu narodowi wytłumaczyć, dlaczego Unia jest zła. I dlatego język też musi się zaostrzać - skwitował rozmówca Dominiki Wielowieyskiej. 

Z Krajowego Planu Odbudowy Polska miała dostać 24 mld euro dotacji i 12 mld euro pożyczek na odbudowę gospodarki po pandemii. Teraz dojdzie do tego brak środków z podstawowego budżetu unijnego. Tego samego, z którego - według rządowej strony internetowej - w Polsce zrealizowano inwestycje za blisko 700 mld euro. Komisja Europejska szacuje, że środki, jakie Polska otrzymała w latach 2014-2020 w przyszłym roku będą odpowiadać za 2 proc. wzrostu PKB. A to oznacza, że większość dynamiki gospodarczej nasz kraj będzie zawdzięczać funduszom UE.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM