"Może już dzieci nie razi się prądem, ale mamy do czynienia tak naprawdę z tym samym". Ekspertka: To powszechna praktyka

- Mamy rok 2022. Może już się dzieci nie polewa powszechnie szlauchem z zimną wodą, ani nie razi prądem (co nie znaczy, że nigdzie do takich praktyk nie dochodzi), ale dalej mamy do czynienia tak naprawdę z tym samym, jedynie formy się trochę zmieniły - mówiła w TOK FM dr Joanna Ławicka. Pedagożka specjalna i prezeska Fundacji Prodeste skomentowała metody stosowane w Niepublicznej Szkole Terapii Behawioralnej dla Dzieci z Autyzmem we Wrocławiu.
Zobacz wideo

Na łamach tokfm.pl, w tekście pt. "Siadanie na dzieciach, dociskanie kolanem i "'tresura'". Tortury czy terapia?" Konrad Oprzędek opisał praktyki stosowane w Niepublicznej Szkole Terapii Behawioralnej dla Dzieci z Autyzmem we Wrocławiu (NSTB). Na opublikowanym nagraniu widać m.in. jak dorosły przygniata ucznia kolanem. Mężczyzna aż sapie z wysiłku, dziecko krzyczy: "Puść, to boli!". 

Jak oceniła dr Joanna Ławicka to nic innego jak przemoc. Podkreślała przy tym, że do takich scen dochodzi nie tylko we wskazanej szkole we Wrocławiu. - To praktyka powszechna w tego typu placówkach - alarmowała w "TOK 360" pedagożka specjalna i prezeska Fundacji Prodeste.  

Ubolewała jednocześnie, że nie spotyka się to z dużym oburzeniem w społeczeństwie. - Przy tej sprawie znajdujemy wiele komentarzy, które wprost mówią, że nie ma czego się czepiać; że to osoby niepełnosprawne, trzeba nad nimi zapanować. Bo przecież całe wychowanie składa się z kar i nagród - relacjonowała w rozmowie z Adamem Ozgą, podkreślając, że "to dramat". 

Zastrzegła też, że choć tematem zajmuje się od 1999 roku, to dopiero teraz doczekała się pierwszych artykułów na temat przemocy w terapii osób niepełnosprawnych, osób autystycznych. 

"Osoby autystyczne bywają niebezpieczne dokładnie wtedy, kiedy bywa niebezpieczny każdy człowiek"

Ekspertka przekonywała też, że siłowe interwencje nie są konieczne. Jak mówiła, wystarczy nie doprowadzać innych do stanu, w którym będą stwarzać istotne zagrożenie. - Osoby autystyczne bywają niebezpieczne dokładnie wtedy, kiedy bywa niebezpieczny każdy człowiek; kiedy się bardzo boją, są straumatyzowane, kiedy przez wiele lat zaniedbuje się ich elementarne potrzeby - tłumaczyła w TOK FM. Tymczasem, jak dopowiedziała, oczekiwania i programy terapeutyczne są nastawiane na zaspokajanie potrzeb otoczenia, a nie potrzeb osoby autystycznej czy niepełnosprawnej. 

Pedagożka zapewniła, że - wraz z zespołem - pracują rocznie z kilkoma tysiącami osób autystycznych i obywają się bez tego typu metod. - Ostatni raz sytuacja, kiedy musieliśmy zastosować jakikolwiek przymus bezpośredni miała miejsce kilka lat temu i dotyczyła jednego dziecka. Wyłącznie dlatego, że rodzice nie poinformowali nas o fakcie, że chłopiec potrafi w błyskawicznym tempie wpaść w olbrzymią złość i być  zagrożeniem. Gdybyśmy o tym wiedzieli, do takiej sytuacji by nie doszło - wskazała.

Dodała, że "cały ten przymus polegał na tym, że kolega wziął chłopca na ręce, tak jak niemowlę, położył  do łóżka, a ona włożyła mu do rąk tablet i powiedziała: Graj w Minecrafta". - Nie było to kładzenie dziecka z wykręcaniem rąk i przygniataniem kolanem - podkreśliła dr Ławicka.

"Przemoc na porządku dziennym"

Pedagożka specjalna oceniła, że problem sprowadza się najczęściej do wyboru specjalistów pracujących z dziećmi autystycznymi czy niepełnosprawnymi intelektualnie, którzy powszechnie decydują się na metody przemocowe. - A rodzice w większości się na to godzą, wierząc w to, że to terapia - mówiła, podkreślając, że mamy w Polsce ogromne przyzwolenie na przemoc wobec dzieci w ogóle. - Przemoc w edukacji i wychowaniu jest na porządku dziennym. Wobec tego wśród osób autystycznych będzie to jeszcze bardziej rozwinięte - dopowiedziała. 

Tym bardziej, jak dodała, że podejście oparte na podstawach humanistycznych - wymyślone 100 lat temu -  także nie jest w Polsce rozpowszechnione. - Takich placówek jest bardzo mało. Wobec tego 90 proc. dzieci trafi właśnie do tego typu ośrodków - alarmowała dr Ławicka.

Prezeska Fundacji Prodeste podkreśliła na koniec, że ważny jest każdy krok w kierunku zmiany tej  mentalności. - Odkąd zajmuję się tym tematem niewiele się zmieniło. Mamy rok 2022. Może już się dzieci nie polewa powszechnie szlauchem z zimną wodą, ani nie razi prądem (co nie znaczy, że nigdzie do takich praktyk nie dochodzi), ale my dalej mamy do czynienia tak naprawdę z tym samym, jedynie trochę się formy zmieniły - podsumowała gorzko w TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM